W Parlamencie Europejskim przegłosowano liberalną wersję dyrektywy usługowej. Do pełnego sukcesu jeszcze daleko.
Europejscy socjaliści (PES) ponieśli w Parlamencie Europejskim (PE) dotkliwą porażkę. Po wielu miesiącach przepychanek komisja ds. rynku wewnętrznego (IMCO) przegłosowała liberalny projekt dyrektywy usługowej popierany przez ich antagonistów — konserwatystów z Partii Ludowej (EPP-ED), których wspierali m.in. liberałowie (ALDE). Propozycje nawiązują do tzw. dyrektywy Bolkesteina, byłego komisarza ds. rynku wewnętrznego, i oparte są na zasadzie, że firmy z siedzibą w jednym kraju członkowskim UE mają prawo prowadzić działalność gospodarczą w całej wspólnocie. Biznes powinien respektować podstawowe przepisy kraju, w którym operuje, takie jak normy bezpieczeństwa czy środowiska, a kraje członkowskie nie będą mogły nakładać dodatkowych barier utrudniających świadczenie usług transgranicznych.
— Taka wersja projektu jest zgodna z traktatami i uchroni zarówno firmy, jak i kraje członkowskie od rozstrzygania sporów przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości — twierdzi Malcolm Harbour, brytyjski deputowany.
Z kolei przewodząca socjalistom Niemka Evelyn Gebhardt ripostuje, że projekt absolutnie nie uspokoi obaw obywateli niektórych państw członkowskich przed tzw. dumpingiem socjalnym.
Nie jest to jeszcze finał walki, bo za projektem musi podnieść rękę większość eurodeputowanych na jednej z lutowych sesji. Jeżeli to by się udało, nad dokumentem będą debatować szefowie rządów państw członkowskich (na spotkaniu Rady UE), którzy mogą go jeszcze zmodyfikować. Nad możliwymi rozwiązaniami od dawna pracują specjalne grupy ekspertów przy Radzie i Komisji Europejskiej, które z określeniem ram dyrektywy czekają na efekt prac w PE. Ścieżka, jaka czeka liberalizację usług w UE, jest więc kręta i wyboista. W PE nadal trwa zacięta walka, której celem jest przekonanie opornych posłów do tego, że nakładanie dodatkowych barier nie przysporzy miejsc pracy, a uwsteczni UE.
Obecnie firmy mają duże trudności ze świadczeniem usług poza granicami swojego kraju, zmuszone stosować się do przepisów lokalnych, które często nie mają większego uzasadnienia, służąc jedynie ochronie danego rynku.