Microsoft Kolejne wielkie wyzwanie nowego prezesa
Cisco, Dell, a teraz Microsoft. Jacek Murawski udowadnia, że Polacy nie gęsi i na zarządzaniu globalnymi potęgami IT doskonale się znają.
Wędrówkę po menedżerskich stanowiskach rozpoczął w czasach, gdy posiadanie w domu komputera zwiększało prestiż wśród znajomych. Doświadczenie zawodowe zdobywał m.in. w Niemczech, Szwajcarii, Rosji i Belgii. Od półtora roku wykorzystuje je w Polsce. A od niespełna dwóch tygodni jako szef oddziału Microsoftu.
Polak potrafi
Był rok 1988, gdy 22-letni student elektrotechniki na Politechnice Berlińskiej zahaczył się w firmie Soft-tronik Distribution (SD). Należąca do Polaków spółka sprowadzała do naszego kraju sprzęt elektroniczny.
— Zajmowałem się tam głównie marketingiem i sprzedażą. Roboty było sporo, ale dzięki życzliwości właścicieli mogłem chodzić na wykłady — wspomina Jacek Murawski.
Po sześciu latach został menedżerem w Informix Software w Monachium. Po kolejnych dwóch przeniósł się do Moskwy, gdzie objął posadę szefa na całą Rosję.
Spędził w tym kraju zaledwie rok, bo żona marzyła o powrocie, choćby na krótko, do Polski. Stało się to możliwe przez przypadek. W tym czasie Cisco, teleinformatyczny gigant rodem z San Francisco, otwierał w Moskwie przedstawicielstwo i szukał prezesa. Headhunterzy zadzwonili m.in. do Murawskiego. A on oświadczył, że chętnie by propozycję przyjął, gdyby chodziło o biuro w Warszawie.
— I co się okazało? Amerykanie właśnie zaczynali budować swoje struktury w Polsce. Moja kandydatura spadła im jak z nieba — śmieje się menedżer.
Sprawdził się jako dyrektor generalny Cisco w Polsce, więc szybko zaczął odpowiadać za całą Europę Środkową. W 2005 r. spotkało go niesamowite wyróżnienie — koncern przekazał mu pieczę nad całym sektorem publicznym firmy na rynkach wschodzących. Z Brukseli nadzorował połowę kuli ziemskiej: Europę Środkowo-Wschodnią, Rosję, Bliski Wschód, Afrykę i Amerykę Południową.
— Cisco to wymagający pracodawca, ale potrafi też inwestować w swoich ludzi. Dzięki temu w 2004 r. skończyłem MBA w szkole IMD w Lozannie. Studia okazały się fantastycznym przygotowaniem do kolejnych wyzwań — podkreśla Jacek Murawski.
Wielki come back
Kolejnym kamieniem milowym w jego karierze miała być wiceprezesura w firmie SAP AG w Szwajcarii. Rozwijał jej strategiczne sektory w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce. Niestety, zbyt krótko (od stycznia do września 2006 r.), by odnieść jakiś znaczący sukces.
— Nie jestem skoczkiem, ale tym razem zaledwie po kilku miesiącach zmieniłem miejsce pracy. Nie mogłem postąpić inaczej, biorąc pod uwagę zadanie, jakie czekało na mnie w kraju — tłumaczy Jacek Murawski.
Tym wyzwaniem było kierowanie oddziałem Della.
— Firma kończyła budowę fabryki w Łodzi. Uznano ją za największą inwestycję zagraniczną 2006 r. w Polsce. Czułem, że w tak ważnym momencie mogę wykorzystać całe swoje możliwości — zwierza się menedżer.
Podobny entuzjazm przepełnia go teraz, gdy zastępuje Marka Rotera na stanowisku dyrektora generalnego Microsoft Polska. Pierwsze 90 dni chce wykorzystać na poznanie zespołu i spółki. Ale już wie, że na obserwacji nie poprzestanie. Bo Microsoftowi bacznie przygląda się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. A to oznacza, że nowy szef od razu będzie musiał się wykazać umiejętnościami menedżerskimi, w tym zdolnościami negocjacyjnymi.
Ładowanie akumulatorów
Kariera zawodowa Jacka Murawskiego naznaczona jest zmianami. Ale życie prywatne — to oaza stabilności.
— Od 11 lat jeżdżę tym samym samochodem, a od 20 lat jestem zakochany w jednej kobiecie — swojej żonie — śmieje się nowy szef Microsoftu.
W wolnym czasie uprawia kolarstwo.
— Jako doświadczony kolarz wiem, że siły trzeba rozłożyć na wiele etapów. Zarządzanie energią w równym stopniu przydaje się sportowcom, jak menedżerom — stwierdza.
A o czym marzy? Aby mieć więcej czasu dla pięcioletniego synka Julka.