Konsumpcja mocna, ceny wysokie

opublikowano: 31-08-2022, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Inflacja w sierpniu okazała się bardzo wysoka. Szczegółowe dane o PKB wskazują na jedno ze źródeł: popyt konsumpcyjny i inwestycyjny wciąż jest dość mocny, zaskakująco mocny. To sprawia, że ogromny wzrost kosztów energii firmy wciąż relatywnie łatwo przerzucają na ceny końcowe.

Gospodarka zwolniła jeszcze za mało, by firmy odczuły presję na wyraźniejsze ograniczanie podwyżek cen. Muszą być pewnie spełnione przynajmniej dwa z trzech warunków. Pierwszy — popyt konsumentów i firm musi wyhamować jeszcze mocniej. Drugi — rząd musi ograniczyć deficyt fiskalny państwa. Trzeci — ceny energii na rynkach muszą głęboko spaść.

W środę dostaliśmy dwie informacje, które dobrze do siebie pasują. Inflacja w sierpniu wyniosła 16,1 proc. wobec 15,6 proc. w lipcu. Było to dość zaskakujące przyspieszenie. Można doszukiwać się jego przyczyn m.in. w wysokich podwyżkach cen za opał, ale prawda jest taka, że całe środowisko makroekonomiczne w Polsce jest dziś inflacyjne, o czym pisałem wczoraj w kontekście budżetu państwa.

Jednocześnie szczegółowe dane o PKB w środę pokazały, że wciąż dość mocny jest wzrost inwestycji i konsumpcji prywatnej. Cała gospodarka hamuje ewidentnie, ale na razie dzieje się to głównie z powodu wyjątkowo gwałtownych zmian w popycie na zapasy ze strony firm. Sprzedaż dla klienta końcowego trzyma się dobrze. O ile rok do roku cały wzrost PKB obniżył się z 8,5 proc. w I kw. do 5,5 proc. w II kw., to łączny wzrost konsumpcji prywatnej i inwestycji zwiększył się z 6,2 proc. w pierwszym do 6,5 proc. w drugim.

Z szacunków ekonomistów banku centralnego wynika, że cała aktywność gospodarcza jest wciąż o 2-3 proc. wyższa od zdolności produkcyjnych gospodarki, co generuje presję na ceny. Musimy poczekać jeszcze pewnie kilka kwartałów, zanim spowolnienie zacznie wyraźnie przekładać się na inflację.

A im dłużej tkwimy w warunkach wysokiej inflacji, tym większe jest ryzyko, że zakorzeni się nam na długo bez względu na koniunkturę. Inflacja może być wysoka siłą inercji — sama z siebie. Jesteśmy przyzwyczajeni do myślenia, że gdy gospodarka zwalnia, to zwalniają także ceny. Ale tak się dzieje tylko w warunkach, gdy system jest przyzwyczajony do długookresowej stabilności cen i każde zaburzenie traktuje jako przejściowe. Jeżeli inflacja jest wysoka przez dłuższy czas, to w końcu relacje w gospodarce zaczynają być stopniowo indeksowane do bieżącej dynamiki cen, podtrzymując inflację. Kręci się błędne koło. Nie musi to oznaczać ani gospodarczej, ani socjalnej katastrofy — dłuższe utrzymywanie wysokiej inflacji może wręcz w krótkim okresie pomóc ograniczyć ryzyko głębokiej recesji i wysokiego bezrobocia. Z drugiej strony jednak stwarza ryzyko erozji konkurencyjności kraju — na przykład przez trwałe osłabienie waluty, wyższą premię za ryzyko, osłabienie rynku finansowego, który jest oparty na długookresowym zaufaniu.

Myślę, że taki scenariusz trwale wysokiej inflacji jest realny, choć bardzo trudno powiedzieć, czy to jest ryzyko rzędu 30 czy 60 proc. Są dwa powody. Po pierwsze — wstrząsy na rynkach energii wydłużają okres wysokiej inflacji. Po drugie — rząd i bank centralny są tylko w umiarkowanym stopniu nastawieni na szybką jej eliminację. Rząd utrzymuje dość wysoki deficyt w finansach państwa, a bank centralny notorycznie przekonuje, że już w przyszłym roku stopy procentowe będą spadały, że koszty walki z inflacją będą niskie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ignacy Morawski

Polecane