Kontrakt na zysk

Grzegorz Nawacki
31-10-2008, 00:00

Kiedyś na walutach zarabiali tylko cinkciarze w bramie, na ropie arabscy szejkowie i potentaci z Teksasu, a na pszenicy — rolnicy. Teraz może każdy, o dowolnej porze i nie ruszając się z domu. Dzięki kontraktom terminowym.

Od ponad roku trwa bessa. Mało tego — spadki są coraz boleśniejsze. Dlatego o giełdzie lepiej zapomnieć — przekonuje wielu ekspertów. Nie do końca. Chociaż na kupnie akcji trudno dziś się wzbogacić, nie oznacza to, że nie da się na niej zarobić. Wręcz przeciwnie — na inwestowaniu w kontrakty terminowe i instrumenty pochodne da się zbić fortunę w bardzo krótkim czasie. A to dlatego że pozwalają zarabiać na spadkach.

— Na rynku mamy bardzo dużą zmienność. Warto zaprząc kontrakty i instrumenty do zarabiania na giełdzie. Dzięki stosowaniu dźwigni finansowej można osiągać bardzo duże zyski — zapewnia Robert Kossowski z X-Trade Brokers Dom Maklerski.

Krótka lub długa pozycja

Kontrakt terminowy to umowa, w której kupujący obiecuje nabyć w przyszłości określony towar po danej cenie, a sprzedający zobowiązuje się sprzedać. Jeśli w dniu realizacji cena jest wyższa, kupujący zarabia, jeśli niższa — zarabia sprzedający. Towar jest instrumentem bazowym dla kontraktów i może nim być niemal wszystko, co da się wycenić: waluty, indeksy giełdowe, akcje, ale też towary rolne czy metale, np. kukurydza, złoto, miedź czy ropa. Ale spokojnie, jeśli kupujemy kontrakt na ropę, nie oznacza to, że będziemy musieli trzymać baryłki w piwnicy. Handel ma formę elektroniczną, a wynik inwestycji zależy od zmiany dziennego kursu rozliczeniowego kontraktu. Jeśli wzrośnie — nastąpi przepływ z kont inwestorów, którzy sprzedali, na konta tych, co kupili. Jeśli spadnie, kapitał popłynie w odwrotnym kierunku.

— Rynek kontraktów to gra o sumie zerowej: jeśli ktoś traci, to znaczy, że ktoś zarabia. Statystyki pokazują, że jedna trzecia inwestorów zarabia, a dwie trzecie tracą — mówi Robert Kossowski.

Ten rynek ma też swój język: jeśli inwestor kupuje kontrakt, to otwiera pozycję długą, jeśli sprzedaje — krótką. Zamknięcie pozycji to odpowiednio kupno kontraktu, jeśli wcześniej sprzedaliśmy, lub jego sprzedaż, jeśli wcześniej kupi- liśmy.

Pomoc lewarkiem

By na rynku kontraktów obracać sporymi kwotami i osiągać spektakularne zyski, nie trzeba być krezusem. Podstawą tego rynku jest stosowanie dźwigni finansowej, popularne zwane lewarowaniem. Do zawarcia transakcji nie potrzeba całej kwoty, lecz jedynie części, tzw. depozytu. W zależności od typu kontraktu wynosi on 5-15 proc. jego wartości. To oznacza, że aby kupić kontrakty za 100 tys. zł, wystarczy mieć 5-15 tys. zł. Załóżmy, że dysponujemy 10 tys. zł i inwestujemy je w kontrakt o depozycie 10 proc. Dzięki temu kupujemy kontrakt o wartości 100 tys. zł. Jeśli wartość in- westycji wzrośnie 1 proc., zarobimy 1 tys. zł. A w odniesieniu do początkowych 10 tys. zł oznacza to zarobek 10 proc.

Ale uwaga! To mocno ryzykowna gra. W ten sam sposób wyliczane są straty. Jeśli zamiast wzrosnąć, wartość spadła by o 5 proc., stracilibyśmy połowę kapitału. Możliwości lewarowania są bardzo duże — na kontraktach walutowych to nawet dźwignia 1:100. Dlatego eksperci sugerują ostrożność, bo w skrajnym przypadku można stracić więcej, niż się zainwestowało.

— Nie zalecamy inwestowania większości oszczędności w tego typu aktywa. Dźwignia daje możliwości sporego zarobku, ale jednocześnie może się skończyć bolesnymi stratami. Strata większa niż zainwestowany kapitał jest w praktyce niemożliwa, bo istnieją automatyczne mechanizmy zamykające pozycję. Jeśli depozyt spada do niskiego poziomu, biuro maklerskie wezwie też do jego uzupełnienia — przypomina Robert Kossowski.

Nie każdy powinien inwestować w kontrakty — to nie rynek, który pozwala zainwestować i zapomnieć na dwa tygodnie. Trzeba sporo wiedzieć i pozostawać czujnym.

— Codziennie, a najlepiej kilka razy dziennie, powinno się monitorować sytuację, by w odpowiednim momencie zamknąć pozycję. By zarabiać, trzeba też umieć przewidzieć trendy. A to wymaga wiedzy — punetuje Robert Kossowski.

W co grać?

Polskie instytucje dają niemal nieograniczony dostęp do kategorii kontraktów terminowych. Najpopularniejsze są kontakty na rynku walutowym, gdzie obstawia się zachowanie kursu par walut, oraz giełdowym, gdzie inwestuje się w spółki lub indeksy z giełdy warszawskiej lub zagranicznej. Ale to nie koniec: jest także możliwość inwestowania na rynku towarowym, gdzie lokuje się w ropę, złoto, srebro, miedź czy kukurydzę.

24 godziny na dobę

Rynek walutowy (forex) to największy rynek finansowy świata. Dzienne obroty przekraczają 1,9 bln USD, czyli są trzy razy większe niż łączne obroty na amerykańskim rynku akcji i obligacji. Forex to rynek pozagiełdowy (over the counter), który nie ma określonego miejsca ulokowania i składa się z banków, brokerów, firm i klientów indywidualnych połączonych za pomocą łączy telekomunikacyjnych. Brak fizycznego umiejscowienia sprawia, że rynek walutowy działa 24 godziny na dobę przez pięć dni w tygodniu.

Sprawdź, z kim grasz

Z rynkiem walutowym i kontraktami wiąże się kilka głośnych afer. Upadki WGI, Interbroka czy Digit Serve, które naraziły wielu klientów na spore straty, to niechlubne historie z polskiego rynku kapitałowego. Dlatego lepiej sprawdzać czy instytucja ma wszystkie stosowne zezwolenia. Możliwość inwestowania w kontrakty terminowe daje kilka instytucji w Polsce, m.in.: Dom Maklerski XTB Broker, Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska, First International Trader Dom Maklerski, Dom Maklerski TMS Brokers, IDM SA, Efix Polska, Saxo Bank.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / / Kontrakt na zysk