Czytasz dzięki

Kontrakt za karę

Wykonawcy skarżą się na wysokość i mnogość sankcji nakładanych przez publicznych inwestorów. Godzą się na nie, by mieć co robić

Pomysłowość inwestorów nie zna granic. Przedsiębiorcy realizujący kontrakty publiczne oraz reprezentujące ich organizacje wymieniają długą listę kar, na których wpisanie do umowy muszą się zgodzić, jeśli chcą zdobyć kontrakt.

Prawnicy twierdzą, że w poprzedniej perspektywie zamawiający mieli
możliwość aneksowania umów. Obecnie może to skutkować obniżeniem unijnej
dotacji o 25 proc. Broniąc się przed tym, wolą więc zerwać kontrakt. Nowy
wykonawca może być jednak droższy i też nie dotrzymać terminu, a wówczas straty
będą większe niż obniżka unijnej dotacji. Doradzają ugody.
Zobacz więcej

ZGODA BUDUJE:

Prawnicy twierdzą, że w poprzedniej perspektywie zamawiający mieli możliwość aneksowania umów. Obecnie może to skutkować obniżeniem unijnej dotacji o 25 proc. Broniąc się przed tym, wolą więc zerwać kontrakt. Nowy wykonawca może być jednak droższy i też nie dotrzymać terminu, a wówczas straty będą większe niż obniżka unijnej dotacji. Doradzają ugody. Fot. Marek Wiśniewski

— Jednym w najgłośniejszych przykładów było wpisanie w specyfikacji przetargowej na modernizację stołecznego mostu Grota-Roweckiego kary za utratę dofinansowania unijnego przez zamawiającego, jeśli kontrakt nie zostanie wykonany w terminie. Jedni wykonawcy nie wliczali kary w cenę oferty, inni ją doliczyli, co skutkowały tym, że jedne oferty były wycenione na 700 mln zł, inne na 1,5 mld zł — mówi Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

Podobne zapisy stosowano także w postępowaniach na modernizację sieci kolejowych. Zamawiający stosują je, ponieważ w branży budowlanej często przedłużają się postępowania przetargowe i na wykonanie inwestycji zostaje mało czasu. Publiczni inwestorzy próbują więc ryzyko opóźnienia realizacji kontraktu i ewentualnej utraty funduszy unijnych przerzucić na wykonawców.

— Zdarzały się też kontrakty, w których wykonawca mógł dostać 5 tys. kary za zaparkowanie samochodu przy placu budowy, na miejscu przeznaczonym dla pracownika zamawiającego. W wielu postępowaniach różne kary za to samo przewinienie się kumulują. W jednym z nich wykonawca musiał liczyć się z tym, że jeśli spóźni się 30-40 dni z wykonaniem, to poziom kar będzie taki, jak wartość kontraktu — dodaje Jan Styliński.

1 EUR czy 1 proc. dziennie

W wielu postępowaniach dzienny limit kar za opóźnienie jest ustalany na poziomie 1 proc. wartości kontraktu, ale zdarzało się też 3 proc. Tak restrykcyjnych kar nie stosują zazwyczaj zagraniczni zamawiający.

— Ferrovial Agroman ubiega się o kontrakt publiczny w Wielkiej Brytani, o wartości kilkuset milionów euro. Przewidziana w nim kara za opóźnienie wynosi 1 EUR dziennie, a równocześnie inwestor stosuje zachęty finansowe, np. premię za skrócenie terminu realizacji i oszczędności kosztowe. Inwestorzy czują się odpowiedzialni za sukces całej inwestycji, a generalny wykonawca jest traktowany jak partner we wspólnym przedsięwzięciu. Nie narzuca mu się ogromnych kar, ale negocjuje ich wysokość bądź zakres przed podpisaniem umowy — mówi Dariusz Blocher, prezes Budimeksu oraz dyrektor grupy Ferrovial na Europę.

W krajowych zamówieniach publicznych o premiach nie ma co marzyć, ale zdarzają się na prywatnym rynku. W Polsce Budimex podaje przykład znacznie odbiegający od brytyjskich standardów. To przetarg na budowę budynku sądu w Grajewie, w którym im wyższą karę zaproponował dla siebie wykonawca, tym większe szanse miał na wygraną. Minimalna przewidziana w specyfikacji kara to 0,1 proc. dziennie wartości kontraktu. Jeśli zgodziłby się ją zwiększyć, dostałby dodatkowe punkty.

Bez dyskusji

Sławomir Piątek, członek zarządu Pesy, informuje, że w umowach zdarzają się zapisy określające wysokość kar na 30-40 proc. wartości kontraktu, co niweczy ich rentowność.

— Jako producent końcowy nie jesteśmy w stanie przerzucić tak wysokich kar na naszych podwykonawców czy kontrahentów, nawet jeśli to ich opóźnienia czy wady dostarczonych urządzeń są bezpośrednią przyczyną naliczonych kar. Jednocześnie biorąc pod uwagę polski system zamówień publicznych, właściwie niemożliwe jest negocjowanie z zamawiającymi warunków umów w tej kwestii. Jeśli po wygranym przetargu chcemy realizować zamówienie, musimy godzić się na zapisy umowy takie, jakie narzuca zamawiający — podkreśla Sławomir Piątek.

Przedstawiciele Pesy od miesięcy podkreślają, że znacznie sprawniej niż w Polsce idzie im negocjowanie kar za opóźnienia z niemieckim przewoźnikiem DB.

Czysty zysk

Zdaniem prawników w polskich postępowaniach brakuje równowagi stron w kontraktach. Wynika to z nielimitowania lub stosowania wysokiego poziomu kar za opóźnienie realizacji umowy.

— W wielu kontraktach postanowienia dotyczące kar umownych nie przewidują ich górnej granicy. W przypadku kar za opóźnienie, które często naliczane są za każdy dzień opóźnienia, oznacza to, że ryzyko wykonawcy jest w zasadzie nieograniczone. W takim wypadku istnieją jednak podstawy do zakwestionowania skuteczności zastrzeżenia w kontrakcie takich kar. Kary są swego rodzaju odszkodowaniem dla zamawiającego za niewywiązanie się wykonawcy z postanowień umowy, ale w przypadku niektórych kontraktów można odnieść wrażenie, że dla zamawiających stanowią dodatkowe źródło zarobku — mówi Adam Jodkowski, adwokat z kancelarii CMS.

Podkreśla, że zamawiający nie musi udowadniać, że wartość szkody wyrządzonej przez wykonawcę jest faktycznie taka, jak wysokość naliczonych kar. To wykonawca, broniąc się przed nimi, musi w sądzie wykazać, że ich wysokość jest niewspółmierna do poniesionej przez zamawiającego szkody. Angelika Szufel, prawnik w kancelarii CMS, przypomina, że w przyszłym roku wchodzi w życie nowe prawo zamówień publicznych, które wprowadza m.in. obowiązek określenia limitu kar. Próżno jednak oczekiwać, że rozwiąże to wszystkie problemy związane z naliczaniem przez zamawiających kar umownych. Wykonawcy obawiają się, że na wszelki wypadek publiczni inwestorzy będą wpisywać bardzo wysokie ich limity.

Mają jednak nadzieję, że zamawiający chętniej będą zawierać ugody, przewidziane w art. 54a ustawy o finansach publicznych. Przewiduje on możliwość zawarcia ugody przez jednostki sektora finansów publicznych po dokonaniu oceny, która wykaże, że jej skutki są korzystniejsze niż wynik postępowania sądowego. Na razie jednak zamawiający rzadko korzystają z tego artykułu. Angelika Szufel podkreśla też, że zamawiający tylko w nielicznych przypadkach oddzielają błahe usterki od istotnych wad konstrukcyjnych — np. za krzywo powieszoną śmietniczkę czy źle zamontowany podłokietnik można otrzymać taką samą karę jak za usterkę silnika. Nleżałoby jej zdaniem rozdzielać i odmiennie traktować i wyceniać przewinienia, które nie wpływają na możliwość i bezpieczeństwo eksploatacji, od tych, które ją wykluczają.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane