Kontrowersje wokół przyszłości Komisji Nadzoru Finansowego

PAP
opublikowano: 30-05-2016, 07:52

Komisja Nadzoru Finansowego została stworzona w czasach poprzednich rządów PiS. Od czasów jej powstania nie upadł żaden bank komercyjny i tylko jeden bank spółdzielczy, upadło za to szereg SKOK-ów. Przyszły prezes NBP Adam Glapiński chciałby ją podporządkować bankowi centralnemu.

Podczas posiedzenia sejmowej komisji finansów w ostatni piątek kandydat na prezesa NBP Adam Glapiński powiedział, że jego zdaniem KNF powinna zostać włączona w struktury NBP, bo w ostatnich latach odpowiedzialność banku centralnego mocno wzrosła. "Wszystko wskazuje na to, że w 2-3 lata to nie poziom stóp procentowych będzie przyciągał uwagę, ale restrukturyzacje banków i stabilność sektora bankowego, finansowego" - ocenił.

"Z mojego punktu widzenia, jeśli ta odpowiedzialność (NBP - PAP) ma być pełna, to wydaje mi się, że bank powinien więcej wiedzieć o tym, co się w systemie bankowym dzieje. W tej chwili jest tak, że to wyjęcie nadzoru bankowego z banku centralnego i uczynienie z tego oddzielnej komisji nadzoru stworzyło sytuację, że informacje są gromadzone w KNF, a pieniądze są gromadzone w NBP. KNF decyduje, a my wypłacamy" - mówił.

"Osobiście namawiałbym do dyskusji na temat powrotu nadzoru bankowego, nadzoru finansowego do banku centralnego" - powiedział. Jego zdaniem takie włączenie KNF w struktury banku centralnego powinno odbyć się w "bardzo prosty, uproszczony sposób, aby nie przeciągnęło się to w jakichś biurokratycznych procedurach".

W tym roku Komisja Nadzoru Finansowego kończy 10 lat. Ustawa ją stanowiąca uchwalona została w lipcu 2006 r., gdy premierem był Jarosław Kaczyński. KNF była połączeniem Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych, Komisji Papierów Wartościowych i Giełd, a także (od 2008 roku) znajdującego się w strukturze NBP Generalnego Inspektoratu Nadzoru Bankowego. Realizacja pomysłu Glapińskiego musiałaby prowadzić do ponownego utworzenia kilku typów nadzorów.

Twórcą koncepcji KNF był ówczesny wiceminister finansów Cezary Mech. Jednak to nie on został pierwszym "super nadzorcą" całego rynku finansowego i ubezpieczeniowego, ale Stanisław Kluza, pierwszy minister finansów w rządzie Kaczyńskiego, zastąpiony po zaledwie dwóch miesiącach przez wracającą do rządu Zytę Gilowską.

W pierwszym okresie działalności, za rządów Stanisława Kluzy, znacząca była wydana jesienią 2007 r. zgoda na przejęcie Banku Przemysłowo-Handlowego przez znajdujący się pod kontrola włoskiego UniCredit Pekao SA. Było to jednak poprzedzone wielomiesięcznym sporem między UniCredit a polskim rządem, zakończonym podpisaniem w kwietniu 2006 r. umowy między stronami sporu.

Głośne były też sprzeciwy kierownictwa komisji, już pod kierownictwem rządzącego KNF od 2011 r. Andrzeja Jakubiaka, wobec demontażu Otwartych Funduszu Emerytalnych przez gabinet Donalda Tuska. Sam Jakubiak przypominał potem ten fakt, gdy zarzucano mu zbyt silne sprzyjanie rządzącej PO.

Największe polityczne kontrowersje związane były jednak z nadzorem komisji nad spółdzielczymi kasami oszczędnościowo-kredytowymi, sprawowanym dopiero od 2012 r.

Wiosną 2015 r., po kilku alarmistycznych wystąpieniach Jakubiaka na temat sytuacji w sektorze SKOK-ów i po dwóch spektakularnych upadkach SKOK Wołomin i SKOK Wspólnota sprawą kas zajęła się sejmowa komisja finansów, która powołała specjalną podkomisję do zbadania sytuacji w sektorze.

W przyjętym potem przez całą komisję sprawozdaniu podkomisji uznano, że powinno się powołać w tej sprawie komisję śledczą, która zbadałaby m.in. nieprawidłowości w procesie stanowienia prawa dotyczącego SKOK-ów, rolę poszczególnych osób w tworzeniu tego systemu oraz mechanizmu jego finansowania, a także możliwości "nielegalnego wpływu podmiotów i osób z systemu SKOK na działania osób pełniących funkcje publiczne".

Ówczesna opozycja z PiS uważała, że cały raport jest motywowany politycznie i jest spowodowany zamiarem uderzenia rządzącej PO w sektor kas. Tym niemniej ówczesny prezes BFG Jerzy Pruski mówił podczas jednego z posiedzeń komisji sejmowej, że Fundusz dotąd wypłacił łącznie ponad 798 mln zł klientom SKOK Wspólnota, a 2 mld 200 mln zł klientom SKOK Wołomin. Łącznie, dodał, BFG wypłacił środki gwarantowane prawie 44 tysiącom klientów obu kas.

W opublikowanej w lipcu 2015 r. informacji KNF o sytuacji sektora SKOK w I kw. 2015 r. napisano, że dominują w nim kasy małe, w których suma aktywów nie przekracza 100 mln zł (29 kas), posiadają one jednak tylko 8,4 proc. łącznej wartości aktywów kas prowadzących działalność. Z kolei wartość aktywów trzech największych kas spółdzielczych przekraczała 500 mln zł, a aktywa dwóch z nich przekraczały 1 mld zł. Jak podawała Komisja trzy największe kasy posiadały łącznie ponad 65 proc. aktywów sektora, tj. 8 mld 404 mln zł.

W marcu br. w rozmowie z PAP Jakubiak informował, że działa 46 kas, w 17 jest postępowanie w sprawie ustanowienia zarządcy komisarycznego, 38 ma zobowiązania do przygotowania programu naprawczego razem z kasą krajową, w 10 program jest realizowany. Cztery zostały zawieszone, cztery przejęte przez bank, jedna kasa przejęta przez inną kasę. 2015 rok 21 kas skończyło ze stratą, 16 po styczniu 2016 r. ma stratę. Od tego czasu jedna kasa - Powszechna SKOK - została przejęta przez Alior Bank, a w sprawie SKOK Jowisz i SKOK Arka skierowany został wniosek o upadłość. W kolejnych dwóch kasach wprowadzono też zarząd komisaryczny.

KNF była też w centrum wydarzeń w związku z problemem frankowiczów. Po "czarnym czwartku" 15 stycznia 2015 r., czyli dniu gwałtownego umocnienia franka i podrożenia kredytów hipotecznych w tej walucie (wiele z tych kredytów miało w nowej sytuacji wskaźnik LtV przekraczający 100 proc., co oznaczało, że wartość hipoteki była niższa niż wartość kredytu) to Jakubiak jako pierwszy przedstawił - na początku lutego 2015 roku - spójną koncepcję rozwiązania tego problemu.

Zaproponował, by dotychczasowy kredyt frankowy mógł być zamieniony na złotówki po obecnym kursie i podzielony na dwie części: kredyt zabezpieczony hipotecznie wyrażony w złotych oraz kredyt niezabezpieczony hipotecznie, który odzwierciedlać ma konsekwencje osłabienia złotego. Stan zadłużenia z tytułu kredytu zabezpieczonego hipotecznie odpowiadać ma wartości, jaką posiadałby kredyt w złotych udzielony w tym samym momencie co kredyt we franku. Wartość kredytu niezabezpieczonego hipotecznie odpowiadałaby zaś różnicy między łącznym stanem zadłużenia w dniu przewalutowania, a stanem zadłużenia z tytułu kredytu zabezpieczonego hipotecznie. Kredyt niezabezpieczony hipotecznie miałby być w połowie spłacony przez kredytobiorcę (z oprocentowaniem w wysokości 1 proc.), a w połowie umorzony. Koncepcja nie została jednak zaakceptowana przez banki i nie weszła w życie.

Zapowiedź rozwiązania problemu frankowiczów złożył natomiast w kampanii prezydenckiej Andrzej Duda. W połowie stycznia br. kancelaria prezydenta zaprezentowała zapowiadany w kampanii wyborczej projekt ustawy "o sposobach przywrócenia równości stron niektórych umów kredytu i umów pożyczki". Przewidywał przeliczenie walutowego kredytu hipotecznego na złote po "sprawiedliwym" kursie.

W opublikowanej w połowie marca br. opinii KNF oceniła jednak, że skutki finansowe prezydenckiego projektu tzw. ustawy frankowej mogą "nie tylko zachwiać stabilnością poszczególnych banków, ale również prowadzić do utraty zaufania do systemu bankowego, a w skrajnym scenariuszu spowodować kryzys finansowy". W odpowiedzi na to Kancelaria Prezydenta zapowiedziała prace nad nową wersją projektu.

Przedstawiciele KNF, pytani dziś przez PAP o pomysł Glapińskiego, nie chcą się wypowiadać. W nieoficjalnych rozmowach zwracają uwagę, że na świecie są różne modele nadzoru nad rynkiem finansowym i każda ekipa polityczna może wybrać najbardziej sobie pasujący. Jednak okres przekształceń organizacyjnych zawsze wywołuje chaos, co odbija się na jakości nadzoru nad rynkiem finansowym. "Właśnie w okresie powstawania KNF i łączenia jej z nadzorem bankowym powstał problem kredytów walutowych" - zwraca uwagę rozmówca PAP.

Inny pogląd na przyszłość KNF niż kandydat na prezesa NBP ma np. poseł PiS Maks Kraczkowski, współtwórca ustawy o KNF z 2006 r. Jego zdaniem "zintegrowany model nadzoru to koncepcja, która się sprawdziła". Zwraca uwagę, że m.in. dzięki temu polski sektor bankowy bezboleśnie przeszedł przez wybuchły w 2008 r. kryzys.

Kraczkowski uważa, że obecnie na nadzór nie należy patrzeć pod kątem sektora bankowego, ubezpieczeniowego czy inwestycyjnego, ale właśnie całościowo.

Z kolei wiceszef sejmowej komisji finansów i były wiceminister finansów Janusz Cichoń (PO) przyznaje, że propozycje Glapińskiego mogą być podstawą do dyskusji. "Nie trzymałbym się ortodoksyjnie obecnych rozwiązań, bo one nie są doskonałe" - ocenia. Przyznaje, że jednolity nadzór ma swoje zalety, ale z drugiej strony należałoby poprawić relacje w trójkącie Ministerstwo Finansów - NBP - KNF (szefowie tych instytucji tworzą Komitet Stabilności Finansowej).

Cichoń zwraca uwagę, że brak wystarczającej koordynacji wyszedł m.in. przy okazji afery z upadłością spółdzielczego SK Banku. "Gdyby NBP miał większą wiedzę, to pewnie nie dokapitalizowałby tego banku" - zaznacza Cichoń. "Na pewno trzeba by poszukać złotego środka między różnymi modelami nadzorczymi" - dodaje.

Właśnie w sprawie SK Banku, jak poinformował w środę "Puls Biznesu", toczy się od 17 maja śledztwo Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Prokuratura ma badać kwestie niewłaściwego nadzoru i przekroczenia przez urzędników KNF uprawnień w związku ze sprawą SK Banku. Podstawą są materiały przekazane prokuraturze przez lubelski oddział CBA, a cała sprawa to m.in. wynik doniesienia osób fizycznych.

Wiceszef sejmowej komisji finansów Janusz Szewczak (PiS) mówi PAP, że jego zdaniem sprawa SK Banku powinna stanowić przesłankę do jak najszybszego dokonania personalnej "dobrej zmiany" w KNF, a przewodniczący Andrzej Jakubiak powinien podać się do dymisji jeszcze przez końcem upływającej jesienią kadencji.

KNF zawiesiła działalność Spółdzielczego Banku Rzemiosła i Rolnictwa z siedzibą w Wołominie (SK Banku) w listopadzie 2015 r. Jeszcze latem, 11 sierpnia 2015 r. KNF ustanowiła tam zarząd komisaryczny. Zarząd ten ustalił, że bilans banku "wykazywał na dzień 10 sierpnia 2015 r. ujemne kapitały własne oraz odpisy na należności od sektora niefinansowego w wysokości około 1,44 mld zł (wartość wszystkich należności od sektora niefinansowego wyniosła około 2,8 mld zł)". W końcu grudnia sąd ogłosił upadłość SK Banku.

Rzecznik KNF Łukasz Dajnowicz w komentarzu przesłanym PAP do informacji "Pulsu Biznesu" zwraca uwagę, że "przyczyną orzeczonej przez sąd upadłości SK Banku była niewypłacalność – jak wynika z uzasadnienia postanowienia sądu aktywa SK Banku nie wystarczały na pokrycie jego zobowiązań, niedobór wynosił około 1,28 mld zł".

"Poprzednie władze SK Banku funkcjonujące do czasu wprowadzenia zarządu komisarycznego dopuściły się nieprawidłowości w zarządzaniu ryzykiem kredytowym ujawnionych przez inspekcje KNF. Zarząd komisaryczny miał możliwość analizy wszystkich dokumentów, kontaktów z klientami, sprawdzenia powiązań między kredytobiorcami oraz przeglądu przedmiotów zabezpieczeń i ponownej ich wyceny. Pozwoliło to zgromadzić pełną wiedzę o rzeczywistej sytuacji banku i jej przyczynach. Okazało się, że poprzedni zarząd SK Banku dopuścił do nadmiernej koncentracji kredytów, nie ujawniał pośrednich powiązań pomiędzy finansowanymi przez bank kredytobiorcami i przyjmował jako podstawę pomniejszeń podstawy tworzenia koniecznych rezerw na pokrycie ryzyka kredytowego nieadekwatne zabezpieczenia. Sprawozdawczość przekazywana do KNF przez poprzedni zarząd nie odzwierciedlała rzeczywistej sytuacji banku" - stwierdza Dajnowicz.

Dodaje, że "dla poprzednich władz SK Banku wygodna jest próba przerzucenia odpowiedzialności na KNF i zarząd komisaryczny, jako usprawiedliwienie przed klientami banku oraz lokalnym środowiskiem i jako linia obrony w postępowaniu karnym". "Byłe władze SK Banku nie są w takim podejściu pierwsze i na pewno nie będą ostatnie. Narrację opartą na podobnej zasadzie stosował swego czasu m.in. prezes Marcin P. z Amber Gold. Prokuratura wyjaśnia wszystkie wątki i spokojnie czekamy na finał tych prac" - komentuje rzecznik KNF.

Janusz Szewczak uważa jednak, że komisji pod kierownictwem Jakubiaka można postawić szereg innych "poważnych zarzutów" - zwraca uwagę na sprawę upadku SKOK-u Wołomin, w której KNF, zdaniem Szewczaka, mogła działać sprawniej, na skargi ludzi nabranych na tzw. polisolokaty, czy na kontrowersyjną zgodę KNF na przejęcie przez PKO BP Nordea Banku (wydaną w 2014 roku). "Ktoś za te wszystkie decyzje będzie musiał zapłacić" - mówi poseł PiS.

Maks Kraczkowski twierdzi natomiast, że był tym posłem PiS, który w 2009 r. głosował za objęciem SKOK-ów nadzorem KNF. Przyznaje, że nie podobała mu się "polityka dyskryminacji" obecnego kierownictwa komisji względem kas, ale nie uważa zarazem, że KNF popełniała tu fundamentalne błędy.

Zwraca też uwagę, że np. w sprawie afery Amber Gold KNF była jedyną instytucją, która ostrzegała przed tą firmą, mimo że formalnie Amber Gold nie podlegała pod nadzór komisji. "Jeśli chodzi o działalność KNF, można mieć oczywiście różne zastrzeżenia, ale to na pewno kadra wykwalifikowanych fachowców" - ocenia Kraczkowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu