Pięćdziesięciolatek wypadł z płynącej motorówki. Łódź zaplątała się w nieoznaczone sieci kłusownicze. Dostał się pod pracującą śrubę...
— Noga była tak poszarpana, że właściwie nadawała się do amputacji. Ale nie poddaliśmy się — tym bardziej że ranny był zdeterminowany, by walczyć razem z nami. Operowaliśmy, przeszczepialiśmy skórę, uciekaliśmy się do wszelkich metod, które dawały szanse powodzenia. Nie minął rok, a pacjent wyszedł z oddziału na własnych nogach — opowiada dr Janusz Karpiński, ordynator oddziału ortopedycznego Kliniki Ortopedii i Rehabilitacji II Wydziału Lekarskiego Akademii Medycznej.
Ważna trójka
— Uwzględniwszy nasze dyżury, łatwo zaobserwować sezonowość urazów powstałych w czasie uprawiania sportów. Zimą — urazy narciarskie. Latem najczęściej leczymy pechowych rowerzystów, jeźdźców, motocyklistów. A także zawodników gier zespołowych, jak piłka nożna, koszykówka, rugby — wylicza dr Marcin Ziółkowski.
Poszczególne dyscypliny niosą ryzyko charakterystycznych dla nich kontuzji i urazów. Jazda na nartach może skończyć się uszkodzeniem kolana: aparatu torebkowo-więzadło-wego, łękotek czy kości tworzących staw.
— Ostatnio rzucają się też w oczy coraz powszechniejsze urazy bezpośrednie: miednicy i głowy — w zderzeniach narciarzy. Przyczynia się do tego także nowy sprzęt, umożliwiający rozwijanie dużych prędkości, i nowe techniki, choćby carving — mówi dr hab. n. med. Jarosław Deszczyński, szef Kliniki Ortopedii i Rehabilitacji II Wydziału Lekarskiego AM.
Dzięki coraz doskonalszej konstrukcji butów spadło natomiast ryzyko złamania podudzia.
Uprawianie gier zespołowych niesie najczęściej niebezpieczeństwo kontuzji — skutków zderzeń zawodników. Z jeździectwem, jazdą na motocyklu lub rowerem wiążą się zwykle urazy kręgosłupa, miednicy, nóg — głównie wskutek upadków. Jak w historii znanego motocyklisty.
— Po upadku w czasie treningu — podczas przygotowań do udziału w rajdzie Paryż- -Dakar — miał wiele urazów nogi: zerwane więzadło krzyżowe przednie, uszkodzoną łękotkę. Na szczęście było jeszcze trochę czasu do startu. Po 7 miesiącach od operacji wystartował w rajdzie — i go ukończył. Dostał nawet nagrodę fair play. To profesjonalista, prawdziwy mistrz sportu... Nawet najpoważniejszy wypadek nie przekreśla szansy powodzenia leczenia i rehabilitacji. Jeśli tylko znajdzie się chętna do współpracy trójka: chirurg ortopeda, pacjent, rehabilitant — opowiada dr Tomasz Kozieł.
Weekendowy wojownik
Urazy wynikają najczęściej ze złego przygotowania, braku rozgrzewki i błędów w technice, niedostosowania intensywności wysiłku do kondycji i wieku. A także — z nadwagi!
— Często ludzie zapominają, że — prowadząc siedzący tryb życia — nie są już tak sprawni jak 10-15 lat temu. Chcą komuś zaimponować, rzucają się na głęboką wodę — i mamy pacjenta na oddziale. W literaturze anglojęzycznej jest na to określenie: „weekend warrior” (weekendowy wojownik) — tłumaczy dr hab. Jarosław Deszczyński.
Lekarze przyznają, że takie postępowanie szczególnie często obserwują wśród pacjentów-biznesmenów. Ciągnie ich do uprawiania ekstremalnych odmian poszczególnych dyscyplin, które z reguły są bardzo urazowe.
— Zamożni nierzadko kupują sprzęt profesjonalny — taki, jakiego używa ich sportowy idol. Nie przyjmują do wiadomości, że trzeba jeszcze umieć nad tymi rzeczami zapanować. Nie chcą też pamiętać, że w 30-40 roku życia zdecydowanie zmniejsza się wytrzymałość przyczepów ścięgien. Tymczasem mięśnie wciąż są wydolne i gotowe na duży wysiłek. To pułapka! Wielu pacjentów ocenia swe możliwości według najsilniejszej, a nie najsłabszej części narządu ruchu — mówi dr Marcin Ziółkowski.
Śmigły postęp
W 40-70 proc. urazom sportowym wiążącym się z uszkodzeniem więzadła krzyżowego przedniego lub łękotek towarzyszą uszkodzenia chrząstki stawowej.
— Z takim urazami medycyna radzi sobie gorzej niż z uszkodzeniami innych części stawu. Dopiero w ciągu ostatniego dziesięciolecia widać tu prawdziwy postęp — ocenia Jarosław Deszczyński.
Objawy towarzyszące uszkodzeniom chrząstki to zwykle ból, gromadzenie się płynu w stawie, czasem jego blokada. Postęp w leczeniu stał się możliwy dzięki szybkiemu rozwojowi inżynierii tkankowej — czyli manipulowaniu komórkami, czynnikami wzrostowymi i biomateriałami w celu pobudzenia regeneracji uszkodzonych tkanek.
Przełomem stała się praca dr. Matsa Brittberga (Szwecja), który opracował technikę rekonstrukcji uszkodzeń chrząstki za pomocą przeszczepów chondrocytów (komórek tkanki chrzęstnej), pochodzących od pacjenta. Owe badania otworzyły drogę nowej dziedzinie medycyny — biochirurgii i poszukiwaniu nowych metod pełnej regeneracji uszkodzonych struktur narządu ruchu. Przy Klinice Ortopedii i Rehabilitacji II Wydziału Lekarskiego AM w Warszawie powstał — pod patronatem ICRS (Międzynarodowe Towarzystwo Naprawy Chrząstki Stawowej) — Polski Klub Chirurgii Chrząstki Stawowej.
— Mieliśmy 30-letniego pacjenta z poważnym urazem kolana, a w jego następstwie — uszkodzeniem chrząstki. Po przeszczepie okostnej i szpiku kostnego doszło do całkowitej regeneracji. Po trzech miesiącach pacjent powrócił do pracy, wiążącej się z podnoszeniem ciężkich przedmiotów — Konrad Słynarski tłumaczy znaczenie zastosowanej w oddziale metody.
Dzięki sile tkwiącej w komórkach szpiku, możemy coraz śmielej myśleć o rekonstrukcji tkanki chrzęstnej, kostnej, mięśni, ścięgien, więzadeł i skóry. Wiele wskazuje, że właśnie biochirurgia zastąpi w przyszłości tradycyjne metody leczenia — i w ortopedii, i w innych dziedzinach chirurgii.
Mądrzy zawczasu
Do powstania urazów stawów podczas sportowych zabaw czy rywalizacji przyczynia się także ich skomplikowana budowa anatomiczna oraz — co zabrzmi może przewrotnie — zdolności do wykonywania ruchu.
— Im więcej możliwości ruchu jest w stawie, tym bardziej skomplikowana staje się jego budowa (w tym aparatu więzadłowego, ścięgnistego), także więcej mięśni porusza tym stawem. A trzeba pamiętać, że sam staw nie jest strukturą bardzo mocną, stabilizują go otaczające mięśnie. Jeśli są za słabe, ich reakcja nie jest prawidłowa i wtedy najczęściej dochodzi do urazu — objaśnia dr Marcin Ziółkowski.
Czy zatem warto, na własne życzenie, narażać skomplikowaną „maszynerię”?
— Najlepszym lekarstwem, którym można leczyć narząd ruchu, i środkiem zapobiegającym urazom jest ruch. Dlatego tak wielu lekarzy ortopedów uprawia sport na przyzwoitym poziomie. Wszyscy, jak tu jesteśmy, lubimy się ruszać. Spotykamy się, by pograć w piłkę czy tenisa. Wszyscy też uprawiamy narciarstwo rodzinne — mówi dr Marcin Ziółkowski, mistrz Polski lekarzy w narciarstwie alpejskim.
