Michał Boni, szef Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji (MAiC), wraca do koncepcji odchudzenia administracji rządowej oraz obniżenia kosztów jej funkcjonowania. Plan jest prosty: restrukturyzacja 16 urzędów wojewódzkich i utworzenie w nich tzw. centrów usług wspólnych oraz informatyzacja, która pociągnie za sobą odchudzenie personelu.
Pracę ma stracić 1,4 tys. urzędników. Reforma ma wejść w życie 1 lipca 2013 r. Dzięki niej budżet państwa miałby oszczędzać 31,7 mln zł rocznie. Założenia są na etapie konsultacji. Harmonogram przewiduje, że jeszcze w tym miesiącu ich projekt przyjmie Rada Ministrów, a w marcu gotowa reforma przepisów trafi do parlamentu.
Zapłacą za cięcie kosztów
MAiC argumentuje, że obecna struktura urzędów wojewódzkich oraz ich aparatów pomocniczych jest niewydajna i kosztowna dla budżetu. Ich konsolidacja i utworzenie centrów usług wspólnych ma poprawić zarządzanie oraz obniżyć koszty dzięki wykorzystaniu efektu skali, np. przy zamówieniach publicznych.
Resort przyznaje, że reforma wymaga znacznych wydatków na zakup systemów informatycznych. Urzędy wojewódzkie będą więc kupować aplikacje do elektronicznego obiegu dokumentów, programy kadrowo-finansowe klasy ERP oraz łącza o odpowiedniej przepustowości.
Ministerstwo podliczyło koszty. 59 mln zł wojewodowie mają przeznaczyć na zakup i wdrożenie systemów IT, których roczne koszty utrzymania i eksploatacji oszacowano na 10,1 mln zł. Pieniądze wyłożą urzędy wojewódzkie z własnych budżetów. Część wydatków mają pokryć pieniądze z UE. W słuszność i skuteczność planowanej reformy powątpiewa Andrzej Sadowski, wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha.
— Problem jest źle postawiony. Należałoby urzędy wojewódzkie zlikwidować, a nie próbować je reformować. Ich likwidację obiecywał prominentny polityk rządzącej PO Grzegorz Schetyna, gdy był ministrem spraw wewnętrznych i administracji. Urzędy wojewódzkie, czyli rządowa „czapka” na szczeblu lokalnym, miały zostać zniesione, a wszelkie kompetencje władzy lokalnej przekazane samorządowi terytorialnemu. Forsując teraz pseudoreformę urzędów wojewódzkich, rząd oznajmia, że nie ma zamiaru przeprowadzić prawdziwej reformy samorządowej — twierdzi Andrzej Sadowski.
Powtórka z rozrywki?
Ministrowi Boniemu może nie być łatwo osiągnąć ten cel. Już raz mocno się sparzył, gdy był orędownikiem ustawy przewidującej 10-procentową redukcję zatrudnienia w administracji w latach 2011-13. W czerwcu 2011 r. Trybunał Konstytucyjny uznał ją za niezgodną z konstytucją i minister musiał wycofać się z pomysłu.
Obecny projekt mówi o relatywnie niewielkiej skali zwolnień, bo pracę miałoby stracić tylko 5 proc. z 26,5 tys. zatrudnionych w urzędach wojewódzkich i ich organach pomocniczych. Na osłodę zwalniani mają dostać odszkodowania w łącznej wysokości 11,3 mln zł (średni po ok. 8 tys. zł). Minister czeka na opinie największych central związkowych. Ich stanowisko nietrudno przewidzieć.