Stary rok kończył się źle, pomimo społecznego czynu antykryzysowego w postaci gorączki świątecznych zakupów. Nowy rok zaczyna się jeszcze gorzej — to już nie jeden kryzys, lecz kryzysowa kumulacja. Prezydencja francuska w Unii Europejskiej miała na głowie kryzys finansowy i dwie zaległości: traktat z Lizbony i pakiet klimatyczny. Prezydencja czeska dziedziczy kryzys gospodarczy, coraz szerzej rozlany oraz wojnę o gaz i wojnę w strefie Gazy. We wszystkich tych sprawach potrzebny jest głos Unii Europejskiej i we wszystkich są kłopoty z wydobyciem jednolitego głosu.
Wspólnotowy pakiet antykryzysowy jest na razie fikcją. Są tylko pakiety narodowe, opracowane przez poszczególne państwa członkowskie. W reakcji na konflikt w Palestynie Unia wydobyła z siebie kilka głosów, a prezydent Francji Nicolas Sarkozy pozostał na głównej scenie, spychając premiera Czech, sprawujących obecnie prezydencję w Unii Europejskiej, Mirka Topolánka do roli drugoplanowej.
Konflikt rosyjsko-ukraiński miał podobno Unii nie dotyczyć, jako spór handlowy poza jej granicami. Ale zaatakował kuchenki gazowe i odbiorców przemysłowych w kilku unijnych krajach. Akurat w tej, bardzo już unijnej sprawie, akcja wspólnotowa jest najbardziej pożądana. Są też pewne widoki na wzrost energetycznej solidarności — także w czynach, a nie tylko w słowach. Powagę sytuacji podkreśla mroźna zima, z którą Warszawa radzi sobie lepiej niż zaśnieżona Bruksela. Może więc gazowa część noworocznego zła wyjdzie na dobre?
Janusz Lewandowski
europoseł Platformy Obywatelskiej