Kurs PGE wrócił do ceny emisyjnej

Adrian Boczkowski
opublikowano: 14-01-2010, 00:00

Notowaniom szkodzi zapowiadana sprzedaż pakietu akcji przez MSP i zbliżająca się oferta Tauronu

Od połowy grudnia kurs PGE spadł o około 10 proc. i jest już blisko ceny emisyjnej z ubiegłorocznej oferty publicznej (23 zł). Tymczasem kurs Enei, innej spółki z branży energetycznej, praktycznie się nie zmienił, WIG wzrósł o 3, a WIG20 o 5 proc. Drobny inwestor, który kupił akcje w ofercie pierwotnej i poniósł koszty koniecznego lewarowania (redukcja zleceń wyniosła 96,5 proc.), jest teraz na minusie od 1,5 do nawet 5 zł na akcję.

Sprawdziły się wnioski z naszej analizy z czasu zapisów na akcje PGE, w której polecaliśmy zastosowanie wobec papierów energetycznej grupy dwóch taktyk. Sprzedaż akcji na pierwszych sesjach już przyniosła zarobek — nawet 2,5 zł na akcję, po uwzględnieniu kosztów lewarowania, czyli ponad 10 proc. wartości zakupionych akcji. To całkiem sporo, jak na bardzo krótki okres inwestycji. Podejście długoterminowe również powinno okazać się dobre dla tych, którzy oczekują umiarkowanie wysokich zysków w zamian za stabilność i przewidywalność biznesu PGE. Spore grono analityków branżowych uważa, że akcje PGE mają przynajmniej 20 proc. dyskonta. Nie zmienia to jednak faktu, że w trzy miesiące po zapisach na akcje w IPO można kupić papiery na GPW w zbliżonej do emisyjnej cenie, a do tego — bez redukcji zleceń. Ostrzegaliśmy przed takim scenariuszem. Dla długoterminowych graczy postępująca słabość kursu PGE może być jednak dobrą okazją do zakupów akcji. Fundamenty PGE wciąż się przecież poprawiają, więc perspektywy wzrostu są obiecujące (czytaj obok).

Zrywu notowań można byłoby oczekiwać pod koniec marca, kiedy PGE wejdzie do WIG20 (po debiucie kurs wzrósł zbyt słabo, by doszło do korekty składu WIG20 w trybie nadzwyczajnym). Wtedy akcje powinny kupować ETF-y i inne zagraniczne fundusze, które mocno kierują się indeksowymi benchmarkami. Popyt nie będzie jednak bardzo duży, bo krajowe fundusze już mają sporo papierów PGE w swych portfelach. Wkrótce będą miałty szansę zupełnie zaspokoić apetyt.

Aleksander Grad, minister skarbu, zamierza sprzedać w tym roku 20 proc. kapitału PGE. Udział MSP w spółce spadłby do 65 proc., a na rynek trafiłoby więcej akcji niż w ubiegłorocznej ofercie publicznej (346 wobec 259,5 mln sztuk). Nawis podażowy jest bardzo duży. Ma obecnie wartość 8 mld zł. To skuteczny hamulec dla wzrostu notowań, podobnie jak perspektywa kolejnego dużego IPO z branży energetycznej — Tauronu.

Kamil Kliszcz:

Nie ma powodów do spadku kursu

1Jak mocno może zniżyć się kurs PGE? W krótkim terminie zachowanie kursu trudno przewidzieć. Bariera 23 zł (cena emisyjna) to wsparcie psychologiczne, które niekoniecznie musi mieć rzeczywiste znaczenie dla inwestorów.

2Czy przecena akcji ma racjonalne podłoże?

Nie ma fundamentalnych przesłanek do spadku kursu. Wyniki będą się poprawiać. Zbliżające się uruchomienie nowych mocy w Bełchatowie to bardzo dobra wiadomość, a wycena na tle sektora pokazuje PGE jako najciekawszą inwestycję w regionie.

3Co może być punktem zwrotnym dla kursu PGE w najbliższym czasie?

Wejście do WIG20 w marcu na pewno nie zaszkodzi notowaniom. Zapowiadana na II kwartał oferta pierwotna Polkomtela powinna być pozytywnym impulsem. Sprzedaż pakietu akcji przez PGE stwarza szansę na wypłatę dodatkowej dywidendy (około 1,7 zł na akcję PGE). W drugim półroczu, wraz z rosnącym wykorzystaniem mocy produkcyjnych w przedsiębiorstwach, spodziewam się powrotu tendencji wzrostowej w europejskich cenach energii. To powinno przyciągnąć kapitał do sektora i zainteresować zagranicznych inwestorów akcjami PGE, które wydają się być wycenione bardzo atrakcyjnie.

Kamil Kliszcz,

analityk DI BRE Banku

Adrian Boczkowski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane