Sieć hurtowni motoryzacyjnych i warsztatów ProfiAuto we współpracy z Polską Izbą Stacji Kontroli Pojazdów przeprowadziła badanie w 50 stacjach diagnostycznych w całym kraju. Odbyło się w ramach zainicjowanej przez ProfiAuto kampanii społecznej na rzecz poprawy bezpieczeństwa na drogach „Zimowy pit-stop”. Wyniki pokazują fatalny stan techniczny pojazdów poruszających się po polskich drogach.

Edukacja przez duże E
Według diagnostów, co 10 samochód, który pojawia się w stacjach diagnostycznych w ogóle nie nadaje się do jazdy i stanowi realne zagrożenie. A jednocześnie aż 79 proc. diagnostów z całej Polski spotkało się w ostatnim roku z propozycją łapówki za wpisanie pozytywnego wyniku przeglądu do dowodu rejestracyjnego (ze względu na bardzo zły stan techniczny pojazdu). Pytani o stan wiedzy polskich kierowców w sprawie regularnej kontroli części eksploatacyjnych, ankietowani wskazali, że ponad 60 proc. ich klientów nie wie, kiedy sprawdzać i wymieniać najważniejsze części decydujące o bezpieczeństwie — amortyzatory i opony.
— Musimy położyć nacisk na kształtowanie świadomości kierowców i właścicieli pojazdów, by traktowali badanie techniczne nie jako zło konieczne, lecz jako gwarancję bezpieczeństwa własnego i współpasażerów, za których ponoszą odpowiedzialność. Kierowcy i właścicielowi pojazdu powinno przecież zależeć na rzetelnym przeprowadzeniu badania, które da mu pewność, że stan techniczny jego samochodu nie zagraża ani jemu, ani jego rodzinie. Należy również zmienić nastawienie mediów do badań technicznych, stacji kontroli i zawodu diagnosty. Prezentowanie problematyki związanej z badaniami technicznymi pojazdów jedynie przez pryzmat podniesienia cen utrwala stereotypy i spycha na dalszy plan sprawę najistotniejszą, czyli bezpieczeństwo uczestników ruchu drogowego — mówi dr inż. Leszek Turek, prezes Polskiej Izby Stacji Kontroli Pojazdów.
Miliony rupieci
Jak wskazali diagności, aż 20 proc. kierowców pojawia się na stacjach diagnostycznychjuż po upływie terminu kolejnego badania stanu technicznego. Tymczasem według przepisów brak ważnych badań technicznych może skutkować zatrzymaniem dowodu rejestracyjnego, a w przypadku kolizji drogowej może decydować o uznaniu stan technicznego auta za powód szkody, nawet jeśli kierowca nie jest bezpośrednim sprawcą.
— Wyniki naszego badania wskazują, że po polskich drogach mogą się poruszać ponad dwa miliony samochodów, które w ogóle nie powinny być dopuszczone do ruchu — alarmuje Witold Rogowski, ekspert motoryzacyjny sieci ProfiAuto. Roman Kantorski, prezes Polskiej Izby Motoryzacji, dodaje, że należy definitywnie skończyć z wymuszaniem na diagnostach przymykania oczu na wady techniczne pojazdów.
— Od dłuższego czasu panuje dziwne przyzwolenie społeczne na tego typu praktyki. Wynika to m.in. z tego, że pewna grupa posiadaczy aut nie ma świadomości, jak poszczególne podzespoły samochodu wpływają na jego właściwości jezdne — dodaje Roman Kantorski.
Najmniej samochodów, które nie powinny jeździć po polskich drogach ze względu na fatalny stan techniczny pojawiało się w stacjach diagnostycznych mieszczących się na terenie Wielkopolski, Dolnego Śląska oraz Małopolski. Natomiast najgorzej pod tym względem wypadły województwa: śląskie, pomorskie oraz podkarpackie. Podobnie jest ze zgłaszaniem się kierowców do stacji kontroli pojazdów już po przekroczeniu terminu badania kontrolnego.
— Różnice między województwami wynikają zapewne z wielu czynników. Jednym z nich są różnice w standardzie życia. Mam na myśli szczególnie tych, którzy żyją w największych miastach i mają dobre i stosunkowo nowe samochody. Zaskoczeniem jest bardzo duży odsetek niezdatnych do jazdy aut w województwie śląskim. Wpływa na to jednak — jak sądzę — duża liczba samochodów użytkowanych przez mieszkańców Śląska — komentuje Bogumił Papierniok, dyrektor zarządzający firmy Moto-Profil właściciela marki ProfiAuto.
Łapówkoodporni?
Badanie nie dotyczyło wzięcia łapówki, lecz propozycji korupcyjnej. Trudno więc jednoznacznie ocenić, czy we wszystkich stacjach kontroli pojazdów brak przyzwolenia na takie propozycje — tym bardziej, że pytano samych diagnostów.
— Obserwując niektóre pojazdy poruszające się po drogach, trudno nie mieć wrażenia, że zostały dopuszczone do ruchu z pominięciem zasad. Sądzę jednak, że główny problem leży nie po stronie coraz bardziej profesjonalnych diagnostów motoryzacyjnych, lecz ich klientów, którzy zamiast troski o regularne kontrole i wymianę najważniejszych części eksploatacyjnych decydują się na najłatwiejszą drogę — propozycję łapówki za wpisanie badania do dowodu rejestracyjnego — sumuje Bogumił Papierniok.