Lektury

Marek Matusiak
opublikowano: 2000-06-02 00:00

LEKTURY

BigBiznes.com

Powstaje internetowa giełda stali, tworzy się sieciowy rynek samochodowych części zamiennych. Koncerny dostrzegły możliwości, jakie daje światowa pajęczyna.

Do niedawna Internet był domeną amatorów. Przeszacowana wartość, efemeryda, moda, nadmuchany balon — komentowali poważni biznesmeni rozwój internetowych przedsiębiorstw. Na wielkim tradycyjnym biznesie nie robiły wrażenia gwałtownie rosnące fortuny tych, którzy pierwsi uwierzyli w rewolucyjny charakter sieci. W ostatnich miesiącach dokonał się jednak zwrot. Przedsiębiorstwa reprezentujące praktycznie każdy sektor przemysłowy zaczęły zapowiadać budowę własnych portali skupiających się na handlu elektronicznym.

Nagłe zainteresowanie firm siecią można tłumaczyć na dwa różne sposoby. Z jednej strony, zaskoczył je gwałtowny rozwój Internetu i teraz starają się nadrobić zaległości w stosunku do przedsiębiorstw, które współtworzyły sukces elektronicznego handlu. Z drugiej zaś, narastająca w latach 90. konkurencja, rezultat liberalizacji handlu międzynarodowego, zaczęła zmuszać koncerny do poszukiwania nowych źródeł zysku, często poprzez redukcję kosztów produkcji. Jednym ze sposobów stało się wykorzystanie Internetu w celu zawierania transakcji handlowych z dostawcami surowców, podwykonawcami i klientami. Oszczędności wynikające z lepszej koordynacji i eliminacji zbędnych pośredników mogą się okazać zaskakująco duże. Według ekspertów tygodnika „Business Week”, w zależności od branży firmy mogą liczyć na redukcję od 5 proc. do nawet 39 proc. kosztów związanych na przykład z logistyką, organizacją lub produkcją.

Nic dziwnego, że wielu ekspertów przewiduje znaczny przyrost wartości transakcji handlowych zawieranych za pośrednictwem Internetu.

„Wprost”