W tym roku lepiej radzą sobie klasyczne fundusze akcji. To się zmieni, gdy klienci znów zaczną kupować jednostki.
W pierwszej dziesiątce najgorszych funduszy akcji polskich w tym roku aż osiem to inwestujące w małe i średnie spółki. Średnio straciły o kilka procent więcej niż klasyczne fundusze, które większość portfela ulokowały w dużych spółkach. Najgorsze — o kilkanaście.
Właśnie wielkość spółek, a nie sektor, w którym prowadzą działalność, ma w ostatnich tygodniach większe znaczenie.
— Klasyczne fundusze akcyjne mają lepsze wyniki od funduszy małych i średnich spółek, bo w ostatnim czasie dużo lepiej zachowują się kursy spółek z WIG20 — mówi Konrad Łapiński, zarządzający Skarbiec TFI.
— Małe spółki przegrywają z płynnymi. Trudniej jest sprzedać większy pakiet w małej spółce, która ma średnie wyniki. Teraz rynek płaci premię za płynność — dużo chętniej kupowane są spółki, które dają możliwość łatwego wyjścia z inwestycji — tłumaczy Jarosław Lis, zarządzający UniAkcje Małych i Średnich Spółek.
Czy po dwóch tłustych latach, gdy fundusze zwane misiami biły klasyczne o kilkanaście procent w skali roku, nadszedł czas na rewanż?
— Przyszłość dużych spółek jest uzależniona od sytuacji na rynkach zagranicznych. Jeśli będzie dobra, będą rosły. Mniejsze spółki są mniej wrażliwe na sytuację za granicą. W ich przypadku zdecyduje to, czy klienci przestaną wycofywać pieniądze — twierdzi Konrad Łapiński.
Zdaniem niektórych, klienci funduszy małych i średnich spółek są zakładnikami samych siebie. Jeśli nie zaczną inwestować, nie mają co liczyć na szybki zarobek.
— Bez napływu do funduszy małych i średnich spółek trudno będzie o popyt na te akcje. Inwestorzy z zagranicy interesują się dużymi spółkami, fundusze emerytalne zachowują się w tym segmencie dość pasywnie. W małe i średnie firmy inwestują głównie inwestorzy indywidualni i fundusze inwestycyjne — mówi Tomasz Publicewicz, analityk Analiz Online.
Nie wszyscy zarządzający zgadzają się z tą tezą.
— Nie można liczyć, że to klienci wywołają wzrosty kursów małych i średnich spółek. Najpierw musi się odwrócić trend spadkowy, dopiero wówczas klienci zaczną wpłacać pieniądze, a to wzmocni efekt i dynamikę wzrostów — wyjaśnia Jarosław Lis.
Wszyscy są jednak zgodni, że prędzej czy później dla mniejszych spółek zaświeci słońce.
— Ten segment zaczyna rosnąć nieco później, ale za to wzrost jest dynamiczniejszy — mówi Tomasz Publicewicz.
— Mniejsze spółki są bardziej wrażliwe na koniunkturę gospodarczą. Spowolnienie gospodarki przyhamowało ich rozwój. Gdy gospodarka się ożywi, one to wykorzystają i będą szybciej rosły — dodaje Jarosław Lis.