Przyciasna marynarka i workowate spodnie. Zbyt duże, rozczłapane buty. Wąsik, laseczka i melonik. Mały człowieczek. I zarazem wielki.
Był to drugi film Charlesa Spencera Chaplina w należącym do Macka Senneta Keystone’a Film Company. Film — dziś to słowo kojarzy się z olbrzymim przedsięwzięciem biznesowym, wówczas kręcono naprędce kilkunastominutowe jednoaktówki. Poprzednią Chaplin nakręcił ledwie pięć dni wcześniej. Teraz przyszła pora na "Kid Auto Races in Venice".
Sprawa była o tyle prosta, że Mack Sennet nie zawracał sobie głowy szczegółowymi scenariuszami. Rzucał zarysy pomysłu, a reszta należała do aktorów. Chaplin myślał, jak ubarwić postać. Wpadł do garderoby — według legendy Studia Keystone — i zaczął pożyczać: od 150-kilogramowego Fatty’ego Arbucklera zgarnął spodnie, od malutkiego Charlesa Afery’ego marynarkę, do tego buty numer 46, melonik teścia Arbuckle’a i na deser wąsy. Narodził się tramp. Klaps, kamera poszła.
Urodzony aktor
Chaplin w autobiografii wspominał, że pomysł na ten kostium przyszedł mu w drodze do wytwórni. W rzeczywistości był jednak owocem bogatego doświadczenia zawodowego i życiowego. Gdy Chaplin stanął przed kamerami Keystone’a, miał 25 lat i dwudziestoletnie doświadczenie sceniczne, bo pierwszy raz stanął na deskach sceny, mając zaledwie pięć lat.
Nie była to dotychczas wielka kariera. Charles, syn ubogich angielskich aktorów, pojawiał się na scenach londyńskich teatrów od wczesnego dzieciństwa i zyskiwał coraz większe uznanie, ale niewiele pieniędzy. Właśnie w tamtych ciężkich londyńskich czasach można dopatrywać się korzeni postaci trampa. Chaplin wspominał, jak naśladował chód pokręconego reumatyzmem londyńskiego włóczęgi Rummy’ego Binksa. "Kiedy pokazałem matce, jak chodzi Rummy, prosiła, żebym przestał, bo to okrutne tak śmiać się z cudzego nieszczęścia. Ale mówiła to, zakrywając usta fartuchem. Potem wyszła do spiżarni i chichotała przez dziesięć minut".
Przełomem w jego karierze aktorskiej było zatrudnienie się w trupie Freda Karno (gdzie Chaplin występował m.in. ze Stanem Laurelem —tym chudszym z duetu Flip i Flap). Trupa dwukrotnie odbywała tournée po USA i podczas drugiego Chaplina dostrzegł Sennet. Los się odmienił.
Droga do sławy
Kręcone taśmowo komedie Senneta podbijały publiczność, nieodparcie zabawna była grupa policjantów (Keystone Cops), która w momencie pojawienia się na ekranie budziła swoją nieporadnością popłoch i siała zniszczenie (legenda głosi, że po tych komediach amerykańscy stróże prawa zrezygnowali z hełmów na wzór brytyjski, by uniknąć skojarzeń z sa-fandułami Senneta). Ale w Keystone wyrastała prawdziwa gwiazda. Wieczny tramp. Charlie Chaplin. Tylko w 1914 r. wystąpił w około 30 filmach.
Pierwsza gaża nie była imponująca, ale przyzwyczajonemu do biedy Charliemu wydawało się, ze złapał Pana Boga za nogi. "Pomyśl tylko Sid, 35 funtów tygodniowo to nie śmiech, a ja tylko chcę pracować w tym około 5 lat i potem będziemy niezależni do końca życia. A ja będę oszczędzał jak s…syn" — pisał w tamtym okresie do brata. Kilka lat później, z gażą 10 tys. dolarów tygodniowo, był najlepiej opłacanym aktorem Hollywood.
Wkrótce porzucił jedno- i dwuaktówki na rzecz filmów pełnometrażowych i tu też odniósł oszałamiający sukces. Kolejne jego dzieła: "Brzdąc", "Gorączka złota", "Światła wielkiego miasta", "Dzisiejsze czasy" czy wreszcie "Dyktator" weszły na zawsze do historii kina. O tym, że zdobyły setki milionów widzów na całym świecie, nie trzeba nawet przekonywać.
Odejście w cień
Chaplin był wrogiem kina dźwiękowego, które jego zdaniem "unicestwiało wielkie piękno milczenia". Gdy film dźwiękowy zaczynał święcić triumfy, on na przekór wszystkim kręcił nieme "Światła wielkiego miasta". Z sukcesem. W końcu musiał się z dźwiękiem przeprosić. Trzeba przyznać, że dialogi nie były jego najmocniejszą stroną. Nawet w "Dyktatorze", bezlitosnej parodii Hitlera, najbardziej zapadają w pamięć sceny, w których nie pada żadne słowo (np. słynny balet z glo- busem).
W życiu prywatnym powiodło mu się dopiero z czwartą żoną, Ooną, poślubioną w 1943 r. Poprzednie trzy kosztowne rozwody sprowokowały go do nieco cierpkiej tezy, że "Kobiety mogą uczynić milionerem tylko tego mężczyznę, który jest miliarderem".
Przygasała też jego amerykańska kariera po tym, jak został uznany za wywrotowca ze względu na dość mocne akcenty społeczne w jego filmach. Zastanawiano się nawet, czy nie wezwać go przed komisję senatora MacCarthy’ego. Zamiast tego, w 1952 r. zakazano mu wjazdu do USA. Chaplin osiadł w Szwajcarii i chociaż nie rozstał się z filmem, jego kolejne działa nie budziły już takiego entuzjazmu. Zarówno "Monsieur Verdoux" (gdzie z wdziękiem zagrał seryjnego zabójcę), jak i "Hrabina z Hongkongu" (z Sophią Loren i Marlonem Brando) zostały uznane za filmy poprawne, ale nieporywające. Może dlatego, że zabrakło w nich trampa.
Chaplin zmarł w pierwszy dzień Bożego Narodzenia w 1977 r. Stworzona przez niego postać trampa pozostała nieśmiertelna. I wzrusza do dziś.
