Gazela Biznesu Promotech z Białegostoku
Recepta na sukces? Nowości, nowości i jeszcze raz nowości. Konkurencja ma być zaskoczona.
To motto białostockiego Promotechu, którego urządzenia magnetyczne i elektromagnetyczne konkurują z najlepszymi na świecie. Promotechowskie szlifierki i wiertarki łatwiej kupić za granicą niż w kraju. Firma ma sposób na zdobycie rynku. Jaki? Produkcja małych maszyn do obsługi dużych elementów.
— Często nie da się dotrzeć do obrabianego przedmiotu dużą maszyną, a wtedy z pomocą idzie mała, mocowana najczęściej na elektromagnesie. Te sprzęty jeżdżą po sufitach, ścianach, burtach statków. A do obsługi kilku takich urządzeń wystarczy jeden człowiek. Czy to nie jest przyszłościowe? — pyta Zbigniew Gołąbiewski, prezes firmy.
Pole do popisu
Urządzeniami Promotechu skręcono m.in. most na Missisipi i ogromną halę produkcyjną BMW koło Düsseldorfu. Jednak początki firmy nie gwarantowały sukcesu. Zbigniew Gołąbiewski założył ją wraz z dwoma kolegami (odeszli już z firmy) w październiku 1987 r.
Na początku produkowali przyrządy do wykrawania i tłoczenia. Już po kilku miesiącach zapadła kluczowa decyzja.
— Ustaliliśmy, że przerzucamy się na produkcję uchwytów magnetycznych, które znacznie ułatwiają np. transport elementów metalowych. Wtedy nikt w kraju tego nie robił — opowiada Zbigniew Gołąbiewski.
Za niewielki kredyt kupili cztery zdezelowane obrabiarki i po ich kapitalnym remoncie jeszcze w tym samym roku wyprodukowali pierwsze uchwyty magnetyczne i półprodukty z proszków metali.
— Robiliśmy sprzęt kulturystyczny do siłowni i wózki, dzięki którym kierowcy, leżąc na plecach, mogli naprawiać ciężarówki. Rynek wszystko chłonął — opowiada Gołąbiewski.
Czas na szybki rozwój
Na początku lat 90. wyrób opracowany przez inżynierów Promotechu zwrócił uwagę producentów z Europy Zachodniej. W Białymstoku po raz pierwszy na świecie zastosowano podstawkę elektromagnetyczną z dwiema okrągłymi cewkami. Z łatwością się ją przełączało na 110 V i 220 V.
— Opatentowaliśmy ją, ale niestety tylko w Polsce. Wtedy patent za granicą kosztował — jak na nasze możliwości — kolosalne pieniądze. Nasze rozwiązanie po paru latach stosowane było przez firmy na całym świecie. Mówi się „trudno” — opowiada Zbigniew Gołąbiewski.
Firma postanowiła skupić się na eksporcie. Zaczęło się od współpracy z firmami angielskimi i niemieckimi — a potem przyszedł czas na kolejne kraje. W 1993 r. Promotech spłacił kredyty i zadłużenia.
— Zaczęliśmy kupować przylegające działki i stawiać nowe budynki, niebawem nabyliśmy pierwszą obrabiarkę sterowaną cyfrowo — opowiada prezes Gołąbiewski.
Te wydatki się zwracają
Firma buduje kolejne hale i wprowadza nowoczesne linie do produkcji cieplnej. Zachód zdobywają ergonomiczne wiertarki do montażu konstrukcji stalowych, w których do mocowania elementów obrabianych używa się elektromagnesów. Wzrastała produkcja, a wraz z nią zatrudnienie. Obecnie wraz z filią w Łapach jest ponad 220 pracowników — co czwarty ma wyższe wykształcenie. To głównie inżynierowie.
— Ich świeże spojrzenie to potencjał firmy. To w ich głowach powstają te wszystkie innowacje — podkreśla Tomasz Małachowski, dyrektor ds. handlowych Promotechu.
Dzięki nim firma w 2006 r. wprowadziła na rynek m.in. nowe typy nożyc i pras. Szczególnie są dumni z nowego typu frezarki.
— Nasza nowa frezarka z automatycznym posuwem to jedyne tego typu rozwiązanie na rynku. Do obsługi dotychczas istniejących urządzeń operator musiał używać siły. Teraz pracuje bez wysiłku fizycznego, tylko nadzorując pracę urządzenia — tłumaczy Tomasz Małachowski.
W 2006 r. z różnych kursów skorzystało 100 proc. załogi!
— To oczywiste, że wykształceni mają większe możliwości. Te wydatki zwracają się w efektach pracy zakładu — mówi prezes Gołąbiewski.
— To był rok usprawnień. Aby podołać zamówieniom, musieliśmy zreorganizować pracę. Dzięki temu mamy nowy system organizacji produkcji, który dał nam usprawnienie montażu. A to dopiero początek zmian — dodaje dyrektor Małachowski.
Zapowiada się dobry rok
Jeszcze w tym półroczu zostanie oddana do użytku nowa hala o powierzchni blisko 1200 mkw. Pozwoli to na nowoczesny montaż wiertarek z podstawami elektromagnetycznymi i frezarek. By mogła lepiej funkcjonować, spółka tworzy w jednej z hal magazyn wysokiego składowania o powie- rzchni 800 mkw na ponad 1200 palet.
— Zapowiada się dobry rok. Budowa nowej hali podniesie wydajność i skróci cykl produkcyjny, co z kolei ma poprawić terminowość dostaw do odbiorców. Zamierzamy też zwiększać wydatki na inwestycje z 2 mln zł w ubiegłym do 3 mln zł w tym roku — mówi Tomasz Małachowski.
Firma często odwiedza targi.
— Bez nowych odbiorców nie idzie się do przodu, a żaden e-mail ani faks nie da tyle co osobisty kontakt z klientem — mówi prezes Gołąbiewski.
Dziś wyroby Promotechu trafiają do 32 krajów. Najwięcej do Niemiec, Stanów Zjednoczonych, Danii i Holandii, a na wschodzie — na Białoruś.
— W najbliższym czasie chcemy zaistnieć na bardzo obiecujących rynkach wschodnioazjatyckich. Interesują nas Zjednoczone Emiraty Arabskie. Stawiamy też na Norwegię. Do obu tych krajów trafią nasze specjalne linie spawalnicze dla przemysłu stoczniowego — mówi Tomasz Małachowski.
Promotech przygotowuje na rynek absolutnie nowe produkty. Jakie?
— Chodzi o wręcz prekursorskie projekty nowych narzędzi. Jeśli nasze założenia się sprawdzą, to może być hit na skalę światową — mówi Tomasz Małachowski.
Sylwester Sacharczuk



