Magnes na rynek i klienta

Sylwester Sacharczuk
opublikowano: 28-03-2007, 00:00

Recepta na sukces? Nowości, nowości i jeszcze raz nowości. Konkurencja ma być zaskoczona.

Gazela Biznesu Promotech z Białegostoku

Recepta na sukces? Nowości, nowości i jeszcze raz nowości. Konkurencja ma być zaskoczona.

To motto białostockiego Promotechu, którego urządzenia magnetyczne i elektromagnetyczne konkurują z najlepszymi na świecie. Promotechowskie szlifierki i wiertarki łatwiej kupić za granicą niż w kraju. Firma ma sposób na zdobycie rynku. Jaki? Produkcja małych maszyn do obsługi dużych elementów.

— Często nie da się dotrzeć do obrabianego przedmiotu dużą maszyną, a wtedy z pomocą idzie mała, mocowana najczęściej na elektromagnesie. Te sprzęty jeżdżą po sufitach, ścianach, burtach statków. A do obsługi kilku takich urządzeń wystarczy jeden człowiek. Czy to nie jest przyszłościowe? — pyta Zbigniew Gołąbiewski, prezes firmy.

Pole do popisu

Urządzeniami Promotechu skręcono m.in. most na Missisipi i ogromną halę produkcyjną BMW koło Düsseldorfu. Jednak początki firmy nie gwarantowały sukcesu. Zbigniew Gołąbiewski założył ją wraz z dwoma kolegami (odeszli już z firmy) w październiku 1987 r.

Na początku produkowali przyrządy do wykrawania i tłoczenia. Już po kilku miesiącach zapadła kluczowa decyzja.

— Ustaliliśmy, że przerzucamy się na produkcję uchwytów magnetycznych, które znacznie ułatwiają np. transport elementów metalowych. Wtedy nikt w kraju tego nie robił — opowiada Zbigniew Gołąbiewski.

Za niewielki kredyt kupili cztery zdezelowane obrabiarki i po ich kapitalnym remoncie jeszcze w tym samym roku wyprodukowali pierwsze uchwyty magnetyczne i półprodukty z proszków metali.

— Robiliśmy sprzęt kulturystyczny do siłowni i wózki, dzięki którym kierowcy, leżąc na plecach, mogli naprawiać ciężarówki. Rynek wszystko chłonął — opowiada Gołąbiewski.

Czas na szybki rozwój

Na początku lat 90. wyrób opracowany przez inżynierów Promotechu zwrócił uwagę producentów z Europy Zachodniej. W Białymstoku po raz pierwszy na świecie zastosowano podstawkę elektromagnetyczną z dwiema okrągłymi cewkami. Z łatwością się ją przełączało na 110 V i 220 V.

— Opatentowaliśmy ją, ale niestety tylko w Polsce. Wtedy patent za granicą kosztował — jak na nasze możliwości — kolosalne pieniądze. Nasze rozwiązanie po paru latach stosowane było przez firmy na całym świecie. Mówi się „trudno” — opowiada Zbigniew Gołąbiewski.

Firma postanowiła skupić się na eksporcie. Zaczęło się od współpracy z firmami angielskimi i niemieckimi — a potem przyszedł czas na kolejne kraje. W 1993 r. Promotech spłacił kredyty i zadłużenia.

— Zaczęliśmy kupować przylegające działki i stawiać nowe budynki, niebawem nabyliśmy pierwszą obrabiarkę sterowaną cyfrowo — opowiada prezes Gołąbiewski.

Te wydatki się zwracają

Firma buduje kolejne hale i wprowadza nowoczesne linie do produkcji cieplnej. Zachód zdobywają ergonomiczne wiertarki do montażu konstrukcji stalowych, w których do mocowania elementów obrabianych używa się elektromagnesów. Wzrastała produkcja, a wraz z nią zatrudnienie. Obecnie wraz z filią w Łapach jest ponad 220 pracowników — co czwarty ma wyższe wykształcenie. To głównie inżynierowie.

— Ich świeże spojrzenie to potencjał firmy. To w ich głowach powstają te wszystkie innowacje — podkreśla Tomasz Małachowski, dyrektor ds. handlowych Promotechu.

Dzięki nim firma w 2006 r. wprowadziła na rynek m.in. nowe typy nożyc i pras. Szczególnie są dumni z nowego typu frezarki.

— Nasza nowa frezarka z automatycznym posuwem to jedyne tego typu rozwiązanie na rynku. Do obsługi dotychczas istniejących urządzeń operator musiał używać siły. Teraz pracuje bez wysiłku fizycznego, tylko nadzorując pracę urządzenia — tłumaczy Tomasz Małachowski.

W 2006 r. z różnych kursów skorzystało 100 proc. załogi!

— To oczywiste, że wykształceni mają większe możliwości. Te wydatki zwracają się w efektach pracy zakładu — mówi prezes Gołąbiewski.

— To był rok usprawnień. Aby podołać zamówieniom, musieliśmy zreorganizować pracę. Dzięki temu mamy nowy system organizacji produkcji, który dał nam usprawnienie montażu. A to dopiero początek zmian — dodaje dyrektor Małachowski.

Zapowiada się dobry rok

Jeszcze w tym półroczu zostanie oddana do użytku nowa hala o powierzchni blisko 1200 mkw. Pozwoli to na nowoczesny montaż wiertarek z podstawami elektromagnetycznymi i frezarek. By mogła lepiej funkcjonować, spółka tworzy w jednej z hal magazyn wysokiego składowania o powie- rzchni 800 mkw na ponad 1200 palet.

— Zapowiada się dobry rok. Budowa nowej hali podniesie wydajność i skróci cykl produkcyjny, co z kolei ma poprawić terminowość dostaw do odbiorców. Zamierzamy też zwiększać wydatki na inwestycje z 2 mln zł w ubiegłym do 3 mln zł w tym roku — mówi Tomasz Małachowski.

Firma często odwiedza targi.

— Bez nowych odbiorców nie idzie się do przodu, a żaden e-mail ani faks nie da tyle co osobisty kontakt z klientem — mówi prezes Gołąbiewski.

Dziś wyroby Promotechu trafiają do 32 krajów. Najwięcej do Niemiec, Stanów Zjednoczonych, Danii i Holandii, a na wschodzie — na Białoruś.

— W najbliższym czasie chcemy zaistnieć na bardzo obiecujących rynkach wschodnioazjatyckich. Interesują nas Zjednoczone Emiraty Arabskie. Stawiamy też na Norwegię. Do obu tych krajów trafią nasze specjalne linie spawalnicze dla przemysłu stoczniowego — mówi Tomasz Małachowski.

Promotech przygotowuje na rynek absolutnie nowe produkty. Jakie?

— Chodzi o wręcz prekursorskie projekty nowych narzędzi. Jeśli nasze założenia się sprawdzą, to może być hit na skalę światową — mówi Tomasz Małachowski.

Sylwester Sacharczuk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwester Sacharczuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy