Małe gminy też są smart

Płock, Nysa, a wkrótce Wałbrzych — to kolejne po Krakowie miasta, które organizują hackathony.

Formuła jest zawsze podobna — uczestnicy, czyli programiści, projektanci, graficy, aktywiści, społecznicy i inni specjaliści z różnych dziedzin spotykają się na wielogodzinnej rywalizacji. Drużyny tworzą autorskie aplikacje na zadany temat. Najczęściej takie wydarzenie, zwane hackathonem, jest organizowane z pomocą firm technologicznych. Dotychczas jednak nie zabierały się za to — poza Krakowem — gminy. Zwłaszcza takie, których nikt nie kojarzy z technologiami.

Zobacz więcej

INFORMACJA DLA LUDZI: W nyskim heckathonie wzięło udział 39 osób. Wygrał zespół, który opracował aplikację udostępniającą urzędowe dane wszystkim mieszkańcom. Fot. ARC

— Pogląd, że tylko duże miasta przyciągają firmy z branży nowoczesnych technologii, jest już nieprawdziwy. A hackahtony to idealny pomysł na przyciągnięcie do gminy dużych firm technologicznych i zatrzymanie młodych inżynierów — uważa Tomasz Turczynowicz z firmy Soflab, która była partnerem merytorycznym hackatonu w Nysie w ostatni weekend października. To 50-tysięczne miasto w województwie opolskim słynęło kiedyś z fabryki samochodów dostawczych. Fabryka upadła, a samorząd robi wiele, by zatrzymać w mieście młodych ludzi. Jako jeden z nielicznych oferuje bon wychowawczy (przypomina to rządowy program 500+, ale pieniądze przyznaje się rodzicom co najmniej dwójki dzieci na nieco innych zasadach), by zwiększyć przyrost naturalny i zapobiec migracji młodych do większych miast. Podczas 40-godzinnego hackathonu prawie 40 młodych ludzi, którym samorząd udostępnił swoje dane, pracowałao nad aplikacjami z zakresu m.in. transportu publicznego i angażowania mieszkańców w życie gminy. Wygrał zespół, który opracował aplikację udostępniającą dane urzędowe wszystkim mieszkańcom. Inni nagrodzeni opracowali aplikacje do monitorowania jakości powietrza, do planowania wycieczek po mieście, a także portal EduNysa informujący o placówkach edukacyjnych.

— Mimo niewielkiego budżetu na organizację wydarzenia miasto stanęło na wysokości zadania. Nie przeszkodziło nawet to, że przez kilka godzin z powodu huraganu byliśmy pozbawieni prądu. Uczestnicy nie zniechęcili się, co świadczy o ich dojrzałym podejściu. Młodzi programiści, głównie studenci, ale też uczniowie, mieli do dyspozycji wiele udogodnień, m.in. specjalistki od rehabilitacji pokazywały techniki relaksacji i udzielały wskazówek, jak zadbać o kręgosłupy, a burmistrz sam rozdawał kanapki i herbatę — opowiada Monika Hałupczak z Kancelarii Prawnej BWHS, która podobnie jak Soflab była partnerem merytorycznym wydarzenia. Tomasz Turczynowicz przyznaje, że dla jego firmy hackathony to przede wszystkim szansa na wyłowienie przyszłych pracowników.

— Nie wykluczamy, że w ciągu kilku lat stworzymy nawet do kilkudziesięciu miejsc pracy dla informatyków właśnie w Nysie. Dla młodych ludzi to szansa na dobrze płatną pracę bez konieczności opuszczania rodzinnego miasta. Korzysta też gmina, bo prezentuje się jako atrakcyjne miejsce na mapie nowoczesnych technologii, a podczas hackathonów powstają konkretne i często bardzo profesjonalne aplikacje, które może wdrożyć — ocenia przedstawiciel Soflabu. Współorganizatorami wydarzenia były m.in. Wyższa Szkoła Zawodowa w Nysie i Agencja Rozwoju Nysy. Przy okazji nawiązano współpracę szkoły i Soflabu. Po konsultacjach z firmą uczelnia może w przyszłości dostosować program nauczania do potrzeb rynku pracy. Kolejny podobny hackathon ma się odbyć w Wałbrzychu w województwie dolnośląskim.

— To może być jedno z największych takich wydarzeń organizowanych przez gminę w skali Europy. Już zapisało się 150 osób — mówi Tomasz Turczynowicz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksandra Rogala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Samorządy / Małe gminy też są smart