Miasto Gustawów

Emil Górecki
17-08-2007, 11:17

Zabytki, polskie ślady, zgrabne blondynki na stylowych rowerach. Warto jechać do Sztokholmu.

Pierwsze wrażenie: drogo. Inne doznania neutralizują szok. Zwłaszcza wizualne: pałace, muzea, zatoka z jachtami i tramwajami wodnymi.
Od ponad pięciuset lat Sztokholm pozostaje siedzibą monarchów. Jego królewskość widać na każdym kroku. Na Starym Mieście (Gamla Stan) stoi największy w Europie pałac królewski, a wśród uliczek i placów łatwo natknąć się na pomniki i obeliski na cześć rozmaitych władców, głównie z dynastii Wazów.
Na przedmieściach wzniesiono kolejny pałac - Drottningholm, a na Wyspie Rycerskiej - Riddarholmskyrkan, monarszą nekropolię w nieczynnym już gotyckim kościele franciszkanów. A to tylko kilka przejawów stołeczności miasta z trzema koronami w herbie.


Sekret baldachimu
W pałacu królewskim raczej nie spotkamy Karola XVI Gustawa ani jego pięknej córki księżniczki Madeleine, ale warto go zwiedzić, choćby po to, żeby obejrzeć bogate kolekcje strojów, orderów, butów, klejnotów i powozów. Żaden z trzystu autoryzowanych sztokholmskich przewodników, oprócz Polki - pani Basi, nie zdradzi turystom sekretu wspaniałego baldachimu królowej Krystyny. W rzeczywistości przyjechał on z Polski. Należał do Katarzyny Jagiellonki, córki Zygmunta Starego. Dopiero później Krystyna, ostatnia z rodu Wazów, nakazała wyprucie z cennego materiału inicjałów poprzedniczki i wszycie własnych.
Plan zwiedzania warto ułożyć tak, aby obejrzeć uroczystą zmianę warty przed wejściem na pałacowy dziedziniec. W środy i soboty odbywa się ona w samo południe, a 6 czerwca, w narodowe święto Szwecji, o 13.00. Wtedy jest okazja, by obejrzeć reprezentacyjny oddział wojska szwedzkiego i posłuchać marsza granego na bębnach oraz hymnu państwowego.
Po zwiedzeniu pałacu czas na krótki wypad do miasta. Przy odrobinie szczęścia spotka się kogoś z królewskiej rodziny w Drottningholm, godzinę drogi promem z centrum Sztokholmu. To jedna z ważniejszych rezydencji panującej rodziny Bernadotte. Niewielką część wspaniałego ogrodu w stylu francuskim zagrodzono tylko dla VIP-ów, resztę można, a nawet trzeba, obejrzeć. Ogrodami dochodzi się do pawilonu chińskiego - prezentu urodzinowego dla Gustawa III. Trzeba przyznać, że był to dar kosztowny, bo w owym czasie (XVIII w.) szalenie modny. Niestety, król wkrótce zginął zastrzelony na balu maskowym, ale pawilon w upalne popołudnia stał się ulubionym miejscem wypoczynku całego dworu.
Po spacerze warto zajrzeć do wnętrza rezydencji. Sporą jej część udostępniono zwiedzającym. W środku - pamiątki po dziadkach króla i członkach rodziny królewskiej, ciekawe zbiory obrazów - wśród nich portret Katarzyny Jagiellonki. Ale nie to jest najważniejszym polskim akcentem pałacu. Jedna z bocznych sal, omijana przez każdą wycieczkę, to galeria batalistyczna z okresu szwedzkich najazdów na Polskę. Płótna, o powierzchni niemal dziesięciu metrów kwadratowych, przedstawiają dokładne plany bitew, głównie w okolicach Warszawy: usytuowanie wojsk, postaci hetmanów i szwedzkich dowódców. Kto wytęży wzrok, dostrzeże nawet sylwetkę Zamku Królewskiego.


Objazd muzealny
Po odpoczynku na przedmieściach warto wrócić na Stare Miasto. Zostało tu wiele do zobaczenia: między innymi kilkadziesiąt muzeów. XVII-wieczne najazdy na Polskę bardzo się Szwedom opłaciły, bo z pieniędzy zdobytych za morzem zbudowali większość kamienic i pałaców, m.in. na Wyspie Rycerskiej, a ze zrabowanych dóbr kultury stworzyli pierwsze w Skandynawii muzea.
Zwiedzanie zacząć trzeba od Muzeum Narodowego, na wprost przez wodę od pałacu królewskiego. Wizyta tu będzie ucztą dla miłośników światowego malarstwa - obrazy Renoira, Rubensa, Rembrandta czy Maneta wiszą na ścianach obok siebie. Coś ze sztuki współczesnej? Spacerkiem przez most na wyspę Skeppsholmen, do Muzeum Sztuki Nowoczesnej, gdzie czekają obrazy Picassa, Salvadora Dalego i innych twórców XX w. Na pobieżny przegląd kolekcji tych muzeów trzeba sobie zarezerwować cały dzień. W obydwu zebrano łącznie ponad 50 tys. eksponatów, z których jedynie część udostępniono zwiedzającym.
Inne ciekawe dla turysty miejsca znajdują się nieopodal Starego Miasta. Koniecznie trzeba zobaczyć skansen - jedno z pierwszych tego typu muzeów na świecie, czy Junibacken - quasi-muzeum, świat dziecięcych bohaterów skandynawskiej literatury. No i koniecznie muzeum Vasa, prawdziwą atrakcję dla marynistów. Jego główny eksponat to wydobyty z dna morza królewski galeon z początków XVII w. Nowe, wspaniałe cacko, oczko w głowie Gustawa Adolfa zatonęło po dwudziestominutowym rejsie. Niestety, bądź na szczęście, bo na pokładzie wieziono 64 działa wymierzone przeciwko Rzeczypospolitej.
A co potem? Jeśli zostanie trochę czasu, warto wybrać sobie miejsce zgodnie z własnym i zainteresowaniami. Do zobaczenie pozostaje jeszcze ponad 60 muzeów i galerii.


Szwedki z pudlami
Chyba najbardziej znanym na świecie Szwedem jest Alfred Nobel. Muzeum jego imienia otwarto w samym sercu Gamla Stan. Wstęp nie jest drogi, a zobaczyć można pamiątki nie tyle po wynalazcy, ile po laureatach nagrody jego imienia: na przykład naczynia laboratoryjne Marii Skłodowskiej i jej męża Piotra Curie.
Warto przy okazji zajrzeć do neogotyckiego ratusza, w którym król co roku wręcza Nagrody Nobla. Przewodnik pokaże dokładnie ceremonialną drogę króla i laureatów, Złotą Salę, w której odbywa się bankiet, ceglaną Salę Błękitną, gdzie król podejmuje laureatów kolacją. Jedyny warunek - trzeba zachowywać się bardzo cicho, bo to przecież miejsce pracy urzędników. Zwiedzając Złotą Salę, warto zwrócić uwagę na sceny ze szwedzkiej historii i poszukać tam polskich śladów.
Wieczorny Sztokholm zaprasza na spacer. Warto sprawdzić godziny odpływania ostatnich promów - od strony wody rozświetlone miasto wygląda jeszcze piękniej. A potem zjeść kolację w którejś z urokliwych knajpek na Gamla Stan. Żeby wczuć się w klimat, można zamówić wędzonego łososia, inną rybę morską czy po prostu kawior. Rachunek słony, ale smaki morskiej kuchni skandynawskiej - niezapomniane. Potem można przechadzać się wzdłuż brzegów po starych granitowych chodnikach. Nie przypadkiem chodnikowe płyty przypominają gdańskie. Szwedzcy żeglarze używali bloków granitu jako balastu, który potem zostawiali w portach. Kamień ten wykorzystywano także do budowy schodów i wykańczania najbogatszych kamienic. Ba, niemal całe wnętrze pałacu królewskiego - ściany, posadzki, rzeźby - zostały wykonane z tego wydobywanego w okolicy twardego surowca.
Spacerując wybrzeżem wzdłuż parku Nobla warto skręcić w którąś z urokliwych uliczek Ostermalm. To wyjątkowo ładna, uporządkowana i zadbana dzielnica z pięknymi XIX-wiecznymi kamienicami. Apartamenty, których okna wychodzą na zatokę i starówkę, należą do najdroższych nie tylko w Szwecji, lecz także w Europie. Mieszkają tu podobno członkowie grupy Roxette. Szwedzi śmieją się, że na mieszkanie w tym miejscu mogą sobie pozwolić jedynie bogate emerytki ze swoimi pudelkami. Ile w tym prawdy? Sami sprawdźcie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Emil Górecki

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / Miasto Gustawów