Z danych Metrohouse wynika, że 46 proc. klientów, którzy w ostatnich 12 miesiącach kupili mieszkania za pośrednictwem agentów tej firmy, to przedstawiciele pokolenia milenialsów.
— Mamy w Polsce silnie utrwaloną potrzebę posiadania nieruchomości na własność, dlatego też milenialsi stanowią tak istotną grupę nabywców mieszkań, co wyróżnia ich w porównaniu z rówieśnikami z Europy zachodniej — mówi Marcin Jańczuk, dyrektor ds. marketingu i PR Metrohouse. Natomiast Ewelina Strzałkowska z olsztyńskiego oddziałutej firmy podkreśla, że milenialsi nie są grupą jednolitą.
— Wśród nich są na przykład studenci i absolwenci studiów, którzy preferują wynajem — ze względu na koszty, ale również ze względu na odkładanie w czasie decyzji, czy obecna lokalizacja stanie się docelową. Milenialsi po 30. roku życia czują jednak potrzebę stabilizacji i szukają nieruchomości do zakupu. Z naszych obserwacji wynika, że nie mają wygórowanych potrzeb. Poszukują małych mieszkań dwupokojowych albo kawalerek, tanich w zakupie i eksploatacji. Co ciekawe, w lokalach najczęściej nie ma miejsca np. na pokój dla dziecka. Większą uwagę zwracają na kwestie lokalizacyjne i komunikacyjne — tłumaczy Ewelina Strzałkowska.
Jeśli chodzi o sposób finansowania zakupów, to młodzi Polacy najczęściej posiłkują się kredytem. Chętnie korzystają też z dopłat w ramach wygaszanego już programu Mieszkanie dla Młodych. Pokolenie milenialsów zawiesza coraz wyżej poprzeczkę pośrednikom i deweloperom.
— Nowe technologie wymuszają zmianę kanałów komunikacji z klientami. E-maile i telefony odchodzą do przeszłości na rzecz komunikatorów czy mediów społecznościowych. W komunikacji liczy się czas. Jest to o tyle istotne, że milenials nie ma żadnych skrupułów, by przy pierwszej lepszej okazji w razie problemów z firmą lub produktem wybrać ofertę konkurencyjną — przekonują eksperci Metrohouse.