Miliardy na ulgi dla energożerców

opublikowano: 26-02-2019, 22:00

Prawie 20 mld zł pochłoną rekompensaty dla firm energochłonnych w ciągu dekady. Chyba że urzędnicze wyliczenia okażą się wadliwe…

Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii (MPiT) zaproponowało już w ubiegłym roku wprowadzenie rekompensat dla przedsiębiorstw energochłonnych. Kilka miesięcy trwały kuluarowe rozmowy z branżowymi organizacjami. Wczoraj na stronie Rządowego Centrum Legislacji (RCL) pojawił się projekt ustawy. Datowany jest na 24 stycznia 2019 r. i poprzedzony pismem Jadwigi Emilewicz, kierującej MPiT. Wnioskuje w nim o pominięcie oficjalnych konsultacji, ze względu na pilną potrzebę wdrożenia ulg (patrz ramka). Stefan Dzienniak, prezes Hutniczej Izby Przemysłowo- -Handlowej, nie widzi przeciwwskazań. Ma nadzieję, że w czwartek, 28 lutego, projekt zaopiniuje Komitet Stały Rady Ministrów (KSRM), a wkrótce trafi on pod obrady rządu i wejdzie w życie do czerwca tego roku.

— Branże energochłonne już od wielu lat zabiegają o rekompensaty związane z wysokimi kosztami energii elektrycznej. Cieszymy się, że propozycja takich rekompensat zaczyna przyjmować konkretne kształty — wtóruje Renata Auchimik, przewodnicząca Forum CO2.

Lista energożerców

Projekt przewiduje wypłatę rekompensat m.in. dla producentów stali oraz stalowych rur, ołowiu, cynku, cyny i miedzi, papieru, tektury, nawozów, produktów chemicznych czy odzieży skórzanej. Będą finansowane z wpływów ze sprzedaży uprawnień do emisji CO 2. Pieniądze z tych transakcji mają trafiać do Państwowego Funduszu Celowego, który 75 proc. odda do krajowego budżetu, a 25 proc. przeznaczy na wypłaty dla firm energochłonnych oraz Banku Gospodarstwa Krajowego, który będzie go obsługiwać. W sumie w ciągu dekady koszty rekompensat dla firm i obsługi systemu sięgną prawie 20 mld zł.

Z opublikowanego projektu wynika, że rekompensaty za 2018 r. zostaną wypłacone 30 września 2019. Do tego czasu fundusz ma zebrać 2 mld zł, a na wypłaty dla energożerców przekazać 540 mln zł, choć autorzy projektu zakładają, że nie wszyscy uprawnieni zgłoszą się po pieniądze. Szacują, że faktycznie będą wnioskować o 376 mln zł.

Całkowite tegoroczne wpływy ze sprzedaży uprawnień do emisji CO 2 są szacowane na prawie 11,5 mld zł. Wypłaty za bieżący rok firmy dostaną jednak we wrześniu 2020 r. Z projektu wynika, że fundusz będzie wówczasdysponował 2,47 mld zł, a podmiotom energochłonnym może przekazać maksymalnie 1,28 mld zł (1,42 mld zł doliczając np. koszty obsługi w BGK). Autorzy projektu zakładają jednak równocześnie, że wnioski od firm będą opiewać na niższe kwoty i faktycznie znajdą się chętni tylko na 818 mln zł rekompensat.

Pod lupą urzędników

Nasi rozmówcy twierdzą jednak, że w ostatnich tygodniach prowadzone były uzgodnienia międzyresortowe, w ramach których pojawiło się wiele uwag, dotyczących m.in. dokładności wyliczeń zamieszczonych w projekcie, ale nie udało się nam ustalić, które kwoty budzą wątpliwości. Pojawiły się też sugestie, że projekt może kolidować z tzw. ustawą o cenach energii elektrycznej z 28 grudnia 2018 r., zakładającą wsparcie finansowe dla wielu grup społecznych i biznesowych, mające chronić przed wzrostem cen prądu. Z naszych informacji wynika, że opublikowany wczoraj projekt może zostać zmodyfikowany, a na czwartkowym KSRM resort przedsiębiorczości przedstawi tekst znacząco różniący się od aktualnie dostępnego. W nowym projekcie znaleźć mają się nowe liczby oraz korekty związane z grudniową ustawą o cenach prądu.

Drogo, drożej, najdrożej

Uzasadnieniem dla wprowadzenia rekompensat jest, według MPiT, specyfika polskiego rynku energii. To z jej powodu ceny prądu silnie zależą od cen CO 2. „W Polsce wytwarzanie energii elektrycznej oparte jest przede wszystkim na węglu kamiennym, przez całą dobę” — czytamy w projekcie.

MPiT podkreśla też, że Polsce brakuje importu energii elektrycznej. „Polski rynek jest izolowany od rynków krajów sąsiednich, brak jest efektywnych połączeń transgranicznych. W efekcie nie ma zewnętrznej presji konkurencyjnej na ceny energii. Tymczasem w krajach sąsiednich widoczna jest wyraźna korelacja zmian cen np. w Niemczech i Czechach” — tłumaczy MPiT w uzasadnieniu projektu.

Resort przedsiębiorczości przypomina też, że ceny energii na rynku hurtowym w Polsce należą do najwyższych w porównaniu z uprzemysłowionymi krajami sąsiednimi. „W latach 2015-2018 ceny w Polsce były wyższe średnio o 20 proc. w stosunku do Niemiec, 23 proc. — Czech, 18 proc. — Słowacji, oraz o 5 proc. w stosunku do Rumunii” — wylicza MPiT. W firmach energochłonnych koszty energii mogą stanowić nawet 40 proc. kosztów i są kluczowym czynnikiem wpływającym na międzynarodową konkurencyjność polskiego przemysłu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska, Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu