Rynek zareagował wzrostem kursu nawet o 5
proc.. Kurs podjął kolejną próbę zbliżenia się do 14 zł, z którymi nie może się
uporać od dwóch miesięcy. Czy tym razem są na to szanse?
Wyniki Millennium są na pewno bardzo dobre. Nie licząc nadzwyczajnych zysków ze sprzedaży akcji PZU i portfela kredytów samochodów w przeszłości, zysk netto okazał się najwyższy w historii. Pomógł mu znakomity wynik na prowizjach (140,5 mln zł), o blisko jedną czwartą wyższy niż w pierwszym kwartale. Wzrósł także wynik z odsetek (w ciągu kwartału z 169 do 179 mln zł), a koszty - mimo ekspansji banku - pozostały nieznacznie powyżej 264 mln zł. Rekordowo wysoka okazała się sprzedaż kredytów hipotecznych, kart kredytowych, pożyczek gotówkowych, funduszy inwestycyjnych i leasingu. Sztandarowym produktem banku pozostają kredyty hipoteczne, których wartość w ciągu roku podwoiła się (wśród świeżo udzielanych Millennium ma 15-procentowy udział w rynku).
Wyniki to jedna sprawa. Inną pozostaje wycena.
Mimo świetnych rezultatów, po poniedziałkowym wzroście wskaźnik cena/wartość
księgowa banku wynosi 5,2. To poziom zbliżony do wyceny PKO BP, BRE, BZ WBK czy
Pekao (więc spółek z indeksu WIG20), ale znacznie wyższy niż w Handlowym, INB
BSK czy Kredyt Banku, które - podobnie jak Millennium - zasilają indeks mWIG40.
Wskaźnik zwrotu z kapitału banku wzrósł już w prawdzie do wysokich 19,2 proc.,
ale przy tej dynamice konieczny może się okazać zastrzyk kapitału, który
"rozwodni" zyski (współczynnik wypłacalności spadł na koniec czerwca w pobliże
12 proc.).