Na całym świecie w każdym ustroju głównym ich celem jest pompowanie samochwalby przyjmujących parady władców, zaś przy okazji również podbudowywanie narodowej dumy poddanych. W PRL odbywały się potężne – rekord rozmachu ustanowiła defilada 1000-lecia w 1966 r. – natomiast po zmianie ustroju długo nie były w III RP nikomu potrzebne. Wznowił je w skromnym wymiarze dopiero w 2007 r. prezydent Lech Kaczyński, potem odbywały się w kratkę, zaś ostatnio zyskały kontekst ściśle wyborczy. W 2019 r. władcy zorganizowali aż dwie, jedną w Warszawie przed wyborami europejskimi, a drugą w Katowicach przed krajowymi. Potem nastąpiła dłuższa przerwa, którą pandemia uzasadniała jedynie w roku 2020.
Reaktywowana w Święto Wojska Polskiego defilada tegoroczna miała wymiar nie tylko wyborczy. Od ponad roku tuż za wschodnią granicą trwa napastnicza wojna Rosji z Ukrainą. Jednym z jej skutków stało się przyspieszenie derusyfikacji sprzętu polskiej armii, ponieważ sporo poradzieckiego przekazaliśmy Ukrainie. Najlepiej to widać na przykładzie czołgów. Od wznowienia w III RP defilad poradzieckie konstrukcje T-72M nie prezentowały się nigdy, natomiast spolonizowane pod nazwą PT-91 Twardy – jak najbardziej, ostatnio w Katowicach. 15 sierpnia 2023 r. portfolio czołgowe już bez naleciałości rosyjskich było bogate jak nigdy – defilowały pochodzące z Bundeswehry Leopardy 2 dwóch typów, kompania sprowadzonych z amerykańskiego demobilu starszych Abramsów oraz kompania koreańskich K2 Czarna Pantera. Te dwie ostatnie formacje stanowiły próbki ogromnych zakupów, dlatego MON stanęło na rzęsach, by przynajmniej 14-czołgowe kompanie z egzotycznego importu zostały już wcielone, do brygad w Warszawie Wesołej oraz Bartoszycach. Poniemieckie Leopardy 2 starszego typu A4 po polonizacji w Łabędach nazywają się już 2PL i także miały defiladową premierę w sile kompanii. Zdumiewający był natomiast występ Leopardów 2 nowszego modelu A5 – otóż nie udało się zebrać choćby 14 sprawnych (z ponad 100 posiadanych!) i zamiast standardowej kompanii pierwszy raz defilowało „piątek” zaledwie… 8. Notabene Ukraina otrzymała z Polski w składkowej dostawie pomocowej Leopardów 2 właśnie kompanię.
Niezależnie od kontekstu politycznego, zachodni sprzęt bije poradziecki technologicznie. Bardzo zasadne jest porównanie samochodowe – to jak zestawienie Mercedesa z toporną Wołgą. Tym bardziej zdumiewa, że derusyfikacja defiladowego nieba postępuje znacznie wolniej. Od początku tzw. dobrej zmiany największym sprzętowym zaniedbaniem obecnych władców jest brak nowoczesnych śmigłowców. Wciąż użytkowane są konstrukcje radzieckie, przy czym ich część została wyprodukowana w PRL. W tym roku pierwszy raz nie frunęły już niszczycielskie Mi-24, ponieważ zostały przekazane Ukrainie. Mieszankę sprzętową symbolizowały defiladowe zestawy hybrydowe – poradzieckie Mi-17 sparzone z amerykańskimi śmigłowcami Black Hawk czy Apache. Być może ostatni raz, ale dopuszczone zostały poradzieckie myśliwce Su-22 oraz MiG-29 – skoro wciąż pełnią w Polsce służbę, to wyeliminowanie ich byłoby afrontem wobec lotników. Na niebie gościły także samoloty sojuszników, w tym amerykańskie – dopiero kiedyś mają być polskie – maszyny piątej generacji F-35. Nietypowymi uczestnikami parady były dwa Eurofightery, czyli myśliwce, o których kolejne polskie rządy nie chcą słyszeć, stawiając na maszyny amerykańskie, zaś ostatnio również koreańskie. Były to samoloty włoskie, które okresowo już bazowały w Polsce i hipotetycznie mogłyby stać się pomocową pomostówką NATO w zamian za przekazane Ukrainie nasze maszyny MiG-29.

