Poniedziałkową sesję w USA można określić jako przejściową, która nic nie wniosła do obrazu rynku. Obroty były małe, bo większość graczy wstrzymywała się z decyzjami czekając na to, co powie wyrocznia, czyli Alan Greenspan. Jednak nawet na nudnej sesji można było potwierdzić spostrzeżenia z zeszłego tygodnia. Rynkowi niewiele pomogły doskonałe wyniki Eli Lilly, Wachovii czy 3M. Kursy rosły, ale nie pociągnęły za sobą całego rynku. Wyniki nadal nie są najważniejsze, chociaż jeśli będzie ich dużo, to mogą chwilowo podbić wartość indeksów.
Inwestorzy wpatrują się w rynek obligacji, a tam nie mogą znaleźć pociechy. Rentowność papierów rosła, bo dane o indeksie wyprzedzający wskaźników (LEI) były zgodne z prognozami. W ciągu ostatnich 12 miesięcy indeks wzrósł najmocniej od 20 lat. Zachowanie rynku obligacji i walutowego nie było spójne. Obligacje sygnalizowały zaniepokojenie tym, że stopy procentowe będą rosły, a słabnący dolar pokazywał, że rynek walutowy przestał się obawiać szybkiej podwyżki. W sytuacji gdy nie bardzo wiadomo, czego się trzymać, to bywa, że indeksy tak się zachowują. Wczorajsza i dzisiejsza sesja powinny na dłużej pokazać indeksom kierunek.
Dziś na początku sesji w Eurolandzie zobaczymy reakcję na wyniki Motoroli, ale nie to będzie najważniejsze. Zarówno przed sesją, jak i po niej, w USA mnóstwo spółek podaje raporty kwartalne. To wpłynie na indeksy, ale największy wpływ na nie będzie miał dziś amerykański bank centralny (Fed). Alan Greenspan, szef Fed, zeznaje przed połączoną komisją kongresu ds. gospodarki. Inwestorzy będą z napięciem czekali na to, co powie. Powinien próbować uspokoić rynki, sygnalizując, że Fed na razie nie będzie podwyższał poziomu stóp procentowych, jednocześnie sugerując, iż musi już taki ruch zacząć rozważać. To będzie jak chodzenie po linie bez zabezpieczenia.
Nie wiadomo, czy szefowi Fed uda się rynek uspokoić. Zazwyczaj stara się wypowiadać tak enigmatycznie, że czasem następnego dnia musi coś prostować. Nie ma gwarancji, że rynek rzeczywiście zareaguje pozytywnie, chociaż uważam, że jest duże prawdopodobieństwo. Ale to nie koniec. O 20.00 naszego czasu zostanie opublikowana Beżowa Księga, czyli raport Fed o stanie gospodarki. Ta publikacja będzie miała miejsce po wystąpieniu Alana Greenspana, więc może mieć jeszcze większy wpływ na rynek. Wystarczy jedno nieostrożne słowo, sygnalizujące, że bank bardziej niż ostatnio skłania się do rozważenia podwyżki stóp, i będzie niedobrze. W sumie sytuacja jest niejasna, ale lekki optymizm na rynku powinien panować.
U nas byki dostały wczoraj drugą szansę, by podnieść indeksy, i ją wykorzystały. Tym razem rynki Eurolandu zachowywały się „byczo” — indeksy rosły w wyniku pozytywnego zakończenia sesji w USA i w nadziei na to, że szef Fed pomoże giełdom. Nawet złe dane makro (indeks ZEW) nie przeszkadzały inwestorom. Na początku martwiło zachowanie rynku węgierskiego, który po poniedziałkowym dużym spadku nadal się osuwał. Potem jednak i ten rynek zaczął wzrastać. Ale uwaga — gdy międzynarodowe fundusze dojdą do wniosku, że ze względu na rosnące stopy procentowe hossa na rynkach światowych może się kończyć, to realizację zysków zaczną od rynków rozwijających się. Jedyną nadzieją może być to, że rynki krajów wchodzących do Unii będą traktowane nieco lepiej, chociaż wczorajsze zachowanie GPW takiego twierdzenia nie uzasadnia. Rynek był bez życia i dopiero na finiszu sesji doszło do ożywienia. Jednak obraz techniczny nie uległ zmianie.
Nadal trzeba koncentrować się na wybranych spółkach, i to raczej z drugiej ligi, i czekać na pojawienie się zdecydowanego ruchu na dużym obrocie. Taki ruch powinien na dłużej pokazać indeksom kierunek. Na razie trend wzrostowy nie jest zagrożony, ale można już wyczuć napięcie. W przypadku problemów na świecie podaż gwałtownie wzrośnie.