Najwyższy stopień podróbki

Joanna Barańska
23-11-2007, 00:00

Ludzie wymyślają najróżniejsze sposoby, żeby podpiąć się pod cudzy produkt. Najprostszym i najmniej subtelnym jest kradzież logo. Trochę subtelniejsze — zastrzeżenie go w Urzędzie Patentowym jako znaku towarowego i liczenie na to, że podrabiany się nie połapie. Ale wziąć cudzy, niezastrzeżony towar i zarejestrować go na siebie to szczyt bezczelności.

Pewna firma produkuje kawę rozpuszczalną. Robi własną, pakuje cudzą, a na swojej stronie internetowej chwali się, że jej specjaliści podróżują po świecie w poszukiwaniu surowców. Dotarli też do mieściny Boffzen w środkowych Niemczech, pięknie położonej nad Wezerą. Mieści się tam huta szkła. Firmie spodobały się słoiki robione przez hutę, nawiązano więc współpracę i kawa z Żor w opakowaniach z Dolnej Saksonii zaczęła jeździć po Polsce i świecie. Jeździłaby dotąd, gdyby firmie nie strzeliło do głowy zastrzec słoik z Boffzen jako własny znak towarowy. Przestrzenny. Huta zaprotestowała.

Spadajcie — odrzekła firma — to nasze produkty są w tym słoiku, a wy nie macie na nie żadnego prawa ochronnego. Takie słoiki stosowano już w XVIII w. i każdy może je wprowadzać do obrotu. Huta może by odpuściła. Ale okazało się, że kiedy chciała sprzedać słoiki innemu polskiemu kontrahentowi, zaatakowała go pierwsza firma za naruszanie jej znaku towarowego. Sprawa skończyła się w sądzie. Firma została oskarżona o łamanie zasad współżycia społecznego i ograniczanie swobody gospodarczej huty przez zablokowanie jej rynku zbytu w Polsce.

Nieprawda — broniła się firma. Nie my zaatakowaliśmy tamtego kontrahenta, tylko on nas, bo spóźnił się odrobinę z zastrzeżeniem słoika dla siebie. Ach, więc to obaj polscy partnerzy huty wpadli na ten wspaniały pomysł?

— skomentował zgryźliwie sąd.

W wyroku nie zostawił na firmie suchej nitki. Co prawda nie była to sprawa o nieuczciwą konkurencję, lecz o unieważnienie znaku towarowego. Urząd Patentowy na żądanie huty unieważnił prawa firmy do nieszczęsnego słoika, od tego firma odwołała się do sądu. Ale to właśnie zła wola wykazana przez firmę była argumentem huty za unieważnieniem.

Sąd pojąć tego nie może. Huta robi słoiki i z tego żyje. Sprzedaje je dwóm polskim partnerom. Obaj wpadli na genialny pomysł, żeby wykorzystać stosunek zaufania łączący ich z hutą, żeby wykorzystać prawo innego podmiotu do jego wyrobu, nieważne, że nigdzie niezarejestrowane? Jeśli coś od kogoś kupuję, to nie robię mu takich rzeczy, to są elementarne zasady współżycia i uczciwości kupieckiej — znęcał się sąd. Teraz zobaczymy, czy firma została wystarczająco zbesztana, żeby nie składać kasacji.

Joanna Barańska

j.baranska@pb.pl

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Joanna Barańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Najwyższy stopień podróbki