Nie udało się znaleźć inwestora w pilotażowym programie prywatyzacji jednego oddziału. Zaszkodziło stanowisko NFZ?
Zarząd szpitala wojewódzkiego im. Rydygiera w Krakowie przygotował pilotażowy program prywatyzacji oddziału ginekologiczno–położniczego. Z planu nic jednak nie wyszło, bo do konkursu ogłoszonego przez szpital nie zgłosił się ani jeden podmiot. Pilotaż miał być ważnym punktem programu restrukturyzacji nierentownej placówki, której długi przekraczają 70 mln zł.
Wahanie NFZ
Szef szpitala uważa teraz, że restrukturyzować można i bez tej prywatyzacji. Urząd Marszałkowski Małopolski, który nadzoruje obiekt, jest jednak innego zdania.
— Inwestor miałby dzierżawić majątek szpitala, korzystać ze sprzętu i wykonywać usługi zakontraktowane w umowie z Narodowym Funduszem Zdrowia. Wolne „moce” mógłby wykorzystywać, świadcząc usługi pełnopłatne. Chodziło nam o to, żeby podmiot zarządzający poprawił działanie tego oddziału, który jest jednym z najbardziej stratnych. Moim zdaniem, podmioty prywatne nie przystąpiły do konkursu z powodu negatywnej opinii NFZ w tej sprawie. Fundusz uznał, że prawo zakazuje oddania całego kontraktu na usługi podmiotowi prywatnemu, ale też że nie wyraża się zbyt precyzyjnie. Chcemy to wyjaśnić i powtórzyć konkurs — mówi Andrzej Sasuła, wicemarszałek województwa małopolskiego.
Aby uniknąć prywatyzacji, rozumianej jako oddanie majątku, Kraków chciał wprowadzić prywatnego operatora do publicznego szpitala, inaczej niż to robiły inne organy założycielskie. Zwykle tam, gdzie pojawiają się inwestorzy, najpierw jest likwidowany publiczny ZOZ, a w jego miejsce powstaje spółka komunalna. W niej większość udziałów przejmuje prywatny partner powiatu czy gminy.
Powtarzamy czy nie?
Możliwością podnajęcia oddziału w Rydygierze interesowało się pięć podmiotów: w tym niepubliczny ZOZ utworzony przez pracowników szpitala. Żaden nie złożył oferty. Być może zniechęcił ich także jeden z głównych warunków — przejęcie wszystkich pracowników oddziału, a co za tym idzie — także kosztów wymaganej restrukturyzacji zatrudnienia.
— Niewykluczone, że ten element zostanie zmieniony — dodaje marszałek Sasuła.
Pilotaż miał być początkiem wielkich zmian w szpitalu. Urząd marszałkowski liczył, że w ten sam sposób uda się wprowadzić prywatne firmy do 15 z 22 oddziałów.
Krzysztof Kłos, dyrektor szpitala, przyznaje, że prywatne podmioty mogłyby pomóc, ale na razie nie chce powtarzać konkursu.
— Inwestorzy się nie pojawili, bo to ostatni rok trzyletniego kontraktua. Horyzont działalności był zbyt krótki. Po zawarciu umowy na kolejny okres, w przyszłym roku, rozważymy ponowny konkurs. Na razie spróbujemy sami ograniczyć koszty i stratę. Ubiegły rok zamknął się 16 mln zł na minusie. Liczę, że w tym roku strata nie przekroczy 6 mln zł — mówi Krzysztof Kłos.
W ciągu kilku miesięcy szpitalowi udało się spłacić zobowiązania wymagalne. Pozostało jeszcze 30 mln zł długu krótkoterminowego i 40 mln zł długoterminowego.
Okiem eksperta
Ograniczone pole manewru
Rozporządzenie o warunkach kontraktowania świadczeń daje szpitalowi, który ma kontrakt z NFZ, możliwość zlecania usług podwykonawcom, ale jest ograniczane. Przepis mówi, że zakres zlecenia nie może obejmować wszystkich świadczeń określonych w umowie z NFZ. Autorzy tego prawa chcieli, aby szpital zachowywał kontrolę i odpowiedzialność za wykonanie kontraktu, nawet jeśli zleca go innemu podmiotowi. Należy się jednak zastanowić, co to znaczy „pełny zakres świadczeń” skoro kontrakt dotyczy całego szpitala, jeden oddział nie stanowi 100 proc. usług realizowanych w tym szpitalu.
Andrzej Ryś, dyrektor Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Prywatnej Służby Zdrowia