Czwarta generacja Toyoty Highlander jest zarazem pierwszą, która trafiła do oficjalnej sprzedaży w Europie. Nic więc dziwnego, że Europejczycy nie znają tego modelu. No, może z widzenia. Nawet to, że w ramach prywatnego importu do Europy (i pewnie do Polski) trafiło kilka Highlanderów poprzednich generacji, nie czyni z Europejczyków obeznanych w highlanderowych zwyczajach. A te są nad wyraz amerykańskie.
Przekonujący spacer

Highlander produkowany jest od 2000 r. Głównie z myślą o klientach z USA, lecz także Kanady i Australii. Dotąd nie był w Europie dostępny, więc zdecydowani na dużą Toyotę z napędem na obie osie mieszkańcy Starego Kontynentu mieli do dyspozycji Land Cruisera. Do niedawna również Land Cruisera V8. Ten ostatni model został wyproszony z Europy przez normy, a przedostatni jest autem terenowym. Prawdziwym: z reduktorem, ramą i blokadami. Sprawdza się doskonale w terenie, ale na trasie… powiedzmy, że korzystanie z terenowej konstrukcji na trasie niesie konsekwencje. No i jest dostępny włącznie z dieslem. Innymi słowy, chcąc mieć największego rodzinnego SUV-a od Toyoty, jesteś skazany na terenowego diesla. Do teraz, bo od teraz największym SUV-em Toyoty dostępnym w naszym kraju jest właśnie Highlander. Mierzy 496,6 cm długości, 193,0 cm szerokości i 175,5 cm wysokości, co czyni go o 12,6 cm dłuższym i 4,5 cm szerszym od Land Cruisera. Ale uwaga – Highlander nie ma nic, poza rozmiarem, wspólnego ze swoim terenowym bratem. Przez chwilę myślałem, że ma. Kilkukilometrowy spacer i konieczność wydania flaszki traktorzyście przekonały mnie jednak, że nie mam racji. Highlander nie ma nic wspólnego z Land Cruiserem. Dosłownie nic! (Nie licząc japońskiego matecznika).
Lista „zupełnie nie”

Różnica pierwsza – napęd. Zupełnie nie terenowy. Napęd na cztery koła jest, ale nie mechaniczny. Highlander nie ma wału, tylne koła w razie potrzeby napędza silnik elektryczny. Na śliskie drogi czy szutrowe przecinki wystarczy. Na śnieg po kolana i błotniste przeprawy… zupełnie nie. Auto nie ma oczywiście blokad mostów ani reduktora. Nie ma też żadnego trybu do jazdy poza utwardzonymi drogami. Są tryby Eco, Normal, Sport i służący do holowania przyczepy Trail.
Po wtóre – silnik. Zupełnie nie diesel. To hybryda (i tylko hybryda). Klasyczna. Auto zasila współpraca silnika benzynowego o pojemności 2,5 l i mocy 190 KM z dwoma elektrykami. Współpraca generuje moc 248 KM. W odróżnieniu od terenowego brata, szczególnie Land Cruisera V8, który żadnej stacji benzynowej nie omija, Highlander… zupełnie nie. Wystarczy mu 8,7 l na 100 km (trasa 500 km).
Po trzecie – prowadzenie. Nie kołysze jak bracia „na ramie”. W prowadzeniu przypomina duże kombi. Jest pewnie i spokojnie. Jest też cicho. I o ile na komfort podróżowania w Land Cruiserze można by narzekać, o tyle w Highlanderze zupełnie nie. W porównaniu z terenowym modelem jest wręcz salonką. Wygodną i bezpieczną. Z kompletem systemów bezpieczeństwa oferowanych przez Toyotę (Toyota Safety Sense). Warto zwrócić uwagę np. na aktywny tempomat, który nie tylko utrzymuje bezpieczną odległość od poprzedzającego nas pojazdu, lecz także potrafi ocenić sytuację na drodze i zwolnić przed zakrętem.
Wsiadając do Highlandera po raz pierwszy, warto wiedzieć, że konstruktorzy zaprojektowali w nim aż cztery wyświetlacze: między zegarami, główny 12,3-calowy, HUD na przedniej szybie i czwarty – w lusterku wstecznym. Ten ostatni przyda się, gdy załadujemy do Highlandera wszystko, co da się do niego załadować, bo uratuje nas w sytuacji, gdy widok klasycznego lusterka zasłonią klamoty lub osoby. Lusterko, wykorzystując kamerę na tylnej klapie, cały czas będzie wyświetlać obraz tego, co się dzieje za autem. Toyota Highlander może zabrać na pokład siódemkę dorosłych pasażerów, ale wtedy muszą się ograniczać z bagażem – gdy wszystkie fotele są zajęte, do dyspozycji pozostają tylko 332 l, i to tylko wtedy, gdy walizki ułożymy po sam dach. Przy piątce pasażerów na pokładzie i złożonym trzecim rzędzie foteli jest już znacznie lepiej – na bagaże ułożone pod dach mamy 865 l. A gdy Highlanderem podróżują dwie osoby, to mają do dyspozycji 1909 l przestrzeni bagażowej. Auto może też ciągnąć przyczepę (z hamulcem najazdowym) o masie do dwóch ton.
Pamiętaj o flaszce

Dzięki temu, że Highlander nie ma ramy, wału, reduktora i innych terenowych gadżetów, w środku jest… przeogromny, a dowolna aranżacja przestrzeni czyni zeń auto diabelnie uniwersalne. Z pewnością to połączenie tych cech sprawia, że w USA jest popularnym modelem. W 2020 r. zajął 14. miejsce na liście najchętniej kupowanych nowych aut w tym kraju. Jak będzie w Polsce? Nie jesteśmy rynkiem dużych SUV-ów, co najwyżej średnich. W USA model ten rzeczywiście klasyfikowany jest jako średni – Toyota ma w ofercie większy model Sequoia – jednak w Polsce i Highlanderem trudno się zmieścić w wyznaczonych miejscach parkingowych. Być może zdecydują się na ten model ci, którzy dziś jeżdżą Land Cruiserami i jeżdżą nimi nie dla terenowych cech tego modelu, lecz jego gabarytów. Być może tak jak debiutujący niedawno Ford Explorer, Toyota poszuka na górala zupełnie nowych klientów. Fakt jest taki, że Toyota ma w planie sprzedaż w 2021 r. około 1 tys. Highlanderów.
Jeśli choć przez chwilę pomyślałeś, że to może być auto dla ciebie, pamiętaj (i ucz się na moich błędach): góral ma więcej wspólnych cech z kombi czy minivanem niż z autem terenowym. Po co masz po ciągnik biegać (że o flaszce nie wspomnę).









