Nie wskrzeszajmy umarłych!

Radosław Górecki
opublikowano: 2004-07-02 00:00

Co jest najwartościowsze w Warszawie? Zieleń, stare miasto, a zwłaszcza budowle z epoki stalinowskiego socjalizmu. Przynajmniej dla architekta takiego jak Guillermo Vazquez Consuegra.

Spod hotelu Novotel (dawniej Forum) startujemy w stronę Pałacu Kultury i Nauki.

„Puls Biznesu”: Hiszpan w Warszawie. I to pierwszy raz... I co, pięknie tu?

Guillermo Vazquez Consuegra: Nie tak sobie Warszawę wyobrażałem... To wprawdzie nie najpiękniejsze miasto Polski, ale jest lepiej, niż się spodziewałem. Ile architekt może w nim zrobić! Rzuca się w oczy mnóstwo zieleni — co rzadko w takich aglomeracjach spotykane. Wielkie wrażenie wywarło na mnie stare miasto — także dlatego, że patrzyłem na nie w deszczu, podczas burzy z piorunami. Z punktu widzenia architektonicznego bardzo ciekawe są też budowle z epoki socjalizmu.

W Polsce słychać, że komunizm skrzywdził Warszawę — także pod względem architektonicznym.

Tego akurat nie należy tak surowo oceniać. Najlepsza współczesna architektura we Włoszech powstała w czasach faszyzmu — choćby dzielnica EUR w Rzymie.

Z samochodu wysiadamy pod PKiN.

Na początku lat 90. pojawiały się głosy, by zrównać z ziemią Pałac Kultury i Nauki. Słusznie?

Rozumiem: symbol represyjnego systemu, emocje wywołane polityką... Ale dla mnie to po prostu architektura... Historia winna zostawiać ślad. Wszyscy kolonizatorzy i najeźdźcy pozostawiali w państwach, które podbili, swe monumenty, budynki. Po co to niszczyć? A co do Pałacu Kultury i Nauki... Ma niewątpliwie wartość architektoniczną (to wokół niego wyrosło sporo budynków, które bardziej nadawałyby się do wyburzenia niż Pałac). Przydałaby się może jedynie jakieś niewielkie zmiany wokół — dzieła warszawskiego architekta — by pałac z miastem zrósł się jeszcze bardziej. Na świecie pełno dobrej architektury z czasów totalitaryzmu i fatalnej z czasu demokracji.

O! W takim razie odwróćmy się — i popatrzmy na budynki z lat demokracji: hotel Intercontinental i biurowiec Warsaw Financial Center. Proszę, symbole różnych epok stoją przy jednej ulicy...

Nie przeszkadza, że konstrukcje z czasów totalitarnych współistnieją z nowoczesnymi obiektami. Miasto to przeobrażająca się magma. Miejska architektura po prostu musi pochodzić z różnych okresów. Ale, owszem, winien istnieć plan, pomysł, który pozwoliłby, by powstawały obiekty, które mogą ze sobą współistnieć bez dysonansu. I podnieść jakość życia w mieście. Nie tylko rynek powinien decydować, co i gdzie stanie.

Wsiadamy do samochodu i ruszamy Al. Jerozolimskimi w kierunku Dworca Zachodniego. Centrum stolicy wciąż się formuje. Szybko rosną Złote Tarasy, dyskutuje się, co dalej z placem Defilad... Podjąłby się Pan zmiany charakteru serca Warszawy?

Tak, tak! O, to byłoby wyzwanie! Ale tylko jeśli to problem czysto architektoniczny. Jeżeli to problem polityczny — powinny rozwiązać go władze. Bo wtedy szkoda czasu.

Otwiera Pan w Warszawie pracownię. Czego się Pan spodziewa? Praga lub Budapeszt wydają się ciekawsze.

Praga czy Budapeszt są miastami prawie skończonymi. A Warszawa... No, tu są szanse na ciekawe architektoniczne rozwiązania, chociaż, fakt...

Mijamy hotel Sobieski (przyciąga uwagę Consuegry).

....władze miasta powinny lepiej wykorzystać to, co oferuje ich miasto. Da się wtedy uniknąć takich pomyłek jak hotel Sobieski! Podobne budynki powstawały 30 lat temu w Holandii, w Niemczech..

Przed nami kopuła centrum handlowego Blue City.

To jedno z większych centrów handlowych w Warszawie, zaprojektowane przez tureckiego architekta Vahapa Toya. Fajne, co?

Oto globalny już, rozpowszechniony rodzaj, banalnej amerykańskiej architektury, który — na nieszczęście dla Europy — i na ten kontynent się przenosi. Podobne kompleksy zawsze wchodzą w konflikt z powstałą o dziesiątki lat wcześniej częścią miasta, rażąco od niej odstają.

Właśnie wjeżdżamy w obszar, który zabudowano w całości po 1990 r. Centra handlowe, parki biznesowe — tylko nowoczesna architektura. Czy tak właśnie będą wyglądać miasta przyszłości? I czy tak wyglądać powinny?

Teraz powstają miasta bez ulic, placów. Bez niczego, co by pozwoliło tym kwartałom zachować miejski charakter: taka jest sztampowa architektura, obrastająca ważne ciągi komunikacyjne. Autostrady, wielkie parkingi, McDonald’sy, stacje benzynowe... Zaciera się granica pomiędzy tym, co jest miastem, a tym, co jest jedynie jego infrastrukturą.

Takie procesy wymykają się architektom spod kontroli. Sami nie wiedzą, co z tym zrobić...

Stoimy na parkingu przy centrum handlowym Reduta.

Niezbyt się tu Panu podoba.

Niezbyt. Ale tak samo jest w Madrycie, Barcelonie, Paryżu. To się zdarza na obrzeżach miasta.

Problem w tym, że my nie jesteśmy na obrzeżach.

A to, niestety, dowód, że miasto rozrasta się bez udziału urbanistów i architektów — mamy wówczas albo takie centra, jak teraz wokół widać, albo obszary zabudowane domkami jednorodzinnymi. To — po prostu — rzeczywistość naszych czasów. Zatrważająca.

To co robić z Warszawą i podobnymi aglomeracjami?

Najpierw przekształcać, adaptować obszary postindustrialne. I wykorzystywać grunty w samym mieście. Nie pozwalać na rozrastanie się miasta wzdłuż dróg. Warszawa powinna się „dopełniać” właśnie w pustych przestrzeniach — jest ich mnóstwo! Idzie o to, by peryferia wciągnąć w miasto. Nie sposób przecież ich projektować jako peryferia... Chętnie zająłbym się przekształcaniem peryferyjnych rejonów Warszawy.

Ruszamy w kierunku centrum.

Jakich wyzwań poszuka Pan w Polsce? Skończy się na biurowcu czy może liczy Pan na większy projekt?

Nie jestem urbanistą, ale też nie interesuje mnie konstruowanie wyizolowanych obiektów. Chciałbym wziąć się za coś, co zmieni charakter Warszawy. Architektura powinna być interakcyjna. Nasza pracownia... Nie jesteśmy architektami, którzy szczególnie specjalizują się w określonej dziedzinie. Chcielibyśmy na przykład stworzyć obiekt, który mógłby rozwiązać jakiś problem społeczny.

Wjeżdżamy na plac Teatralny. Consuegra spogląda na siedzibę Citybanku przy Senatorskiej.

Widziałem to już. Znów przykład, czego nie powinno się robić. Budynek to nie sama elewacja. Architektura nie może niczego udawać.

A nie warto odbudowywać zabytków? Tu kiedyś był ratusz.

Jestem pod wrażeniem odbudowy Warszawy po wojnie. A teraz... To wznoszenie od nowa ratusza trąci fałszem. Powstanie makieta. Odbudowanie Warszawy tuż po okupacji świadczyło o optymizmie. To, co tu niedawno powstało, świadczy o braku wiary w nową, współczesną, dobrą architekturę.

Wysiadamy z samochodu między Teatrem Wielkim a biurowcem Metropolitan.

Poczekajcie! Architekturę sir Norma Fostera trzeba oglądać w marynarce...

Robi wrażenie?

Życzyłbym sobie, by wszystkie budynki w Warszawie miały taką jakość! Ten biurowiec spełnia to, o czym mówiłem, gdy byliśmy w Al. Jerozolimskich. Tam też mieliśmy obiekty komercyjne, ale nie dawały one miastu nic! Dobrze, że przez ten budynek można — dosłownie — przejść, że jest częścią miasta.

Modelowy przykład?

Nie ma modelu, który da się powielać. To nie stempel do nieustannego powtarzania. Każdy budynek winien nawiązać dialog z otoczeniem. Pewnie Foster w innym miejscu stworzyłby zupełnie coś innego.

Przechodzimy na plac Defilad.

I to miejsce w Warszawie wywołujące dyskusję. Warto zabudować ten plac? Może odtworzyć pałac?

Absolutnie nie należy odbudowywać pałacu! Z miasta nie można robić mumii. Nie można wskrzeszać umarłych.

Consuegra żegna się. Pędzi na pl. Trzech Krzyży. Spotka się tam z kolejnym już deweloperem...

Możesz zainteresować się również: