Niewesołe będzie życie staruszka

Grzegorz Nawacki
27-02-2007, 00:00

Pierwszy projekt wypłat z OFE obnaża brutalną prawdę o starości

Pracodawcy postanowili wyręczyć rząd. Ich projekt jest realistyczny aż do bólu. Emerycie! Tu nie ma miejsca na kokosy.

Jest pierwsza propozycja tego, jak będą wypłacane emerytury z otwartych funduszy emerytalnych (OFE). Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan proponuje, by miały one formę dożywotniego świadczenia otrzymywanego z zakładów ubezpieczeniowych. Rola Zakładu Ubezpieczeń Społecznych byłaby ograniczona do technicznej obsługi wypłat.

— Nasza propozycja to założenia do ustawy, które łatwo mogą zostać przekształcone w ustawę. Podjęliśmy ten temat, bo rząd niewiele w tej sprawie robi. Wydaje się, że nie ma woli politycznej zmierzenia się z tą skomplikowaną problematyką — tłumaczy Jeremi Mordasewicz, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan.

Licz na siebie

Eksperci Lewiatana pokusili się też o wyliczenie przyszłych emerytur. Wykazali, że osoba, która zgromadzi na rachunku w OFE 100 tys. zł, będzie otrzymywała miesięcznie 578 zł brutto. Wygląda fatalnie. Rzecz w tym, że według naszych wyliczeń zarabiając na poziomie średniej krajowej (w styczniu wynosiła 2663,55 zł), w ciągu 40 lat uzbieramy w OFE około 236 tys. zł. To daje emeryturę z drugiego filara wysokości 1311 zł miesięcznie. Do tego należy doliczyć to, co wypłaci ZUS — według naszych wyliczeń 825 zł. Razem emeryt otrzymywałby ponad 2100 zł.

Jednak to nie wysokość emerytur z OFE eksperci uznają za ich największy atut.

— Ten system jest sprawiedliwszy niż poprzedni, bo dostaje się tyle, ile się uzbierało. Podatnicy nie będą dokładać do emerytur — mówi Jeremi Mordasiewicz.

Zapomnijcie o Las Vegas

Nie mamy dobrych wieści dla tych, którzy liczyli, że odłożone przez nich pieniądze będzie mogła dziedziczyć rodzina.

Upadła koncepcja swobodnego gospodarowania kapitałem z OFE. Nie będzie możliwości jednorazowego wyjęcia zgromadzonych tam pieniędzy czy uzyskania świadczenia wypłacanego przez określony czas. Jedyną formą ma być dożywotnia miesięczna emerytura. Jeśli emeryt umrze, niewykorzystany kapitał przepadnie.

— Ten kapitał będzie finansował świadczenia tych, którzy będą żyli dłużej, niż przyjął to zakład wypłacający emerytury — tłumaczy Zygmunt Kostkiewicz, prezes Polskiego Związku Pracodawców Prywatnych Zakładów Ubezpieczeń, Towarzystw Emerytalnych i Towarzystw Funduszy Inwestycyjnych, jeden z autorów koncepcji.

Zniknie waloryzacja świadczeń. Zastąpi ją udział w zyskach, jakie ze zgromadzonego kapitału wypracuje zakład wypłacający emeryturę.

W koncepcji Lewiatana wypłatą zajmować się powinny wyłącznie zakłady ubezpieczeniowe, które działają w Polsce i mają aktywa własne na poziomie co najmniej 15 mln EUR. ZUS przejąłby jedynie rolę techniczną przekazywania pieniędzy. Przechodzący na emeryturę otrzymywałby oferty, jaką emeryturę może uzyskać. Konkurencja między zakładami miałaby skutkować wyższymi świadczeniami. Zakłady nie prowadziłyby akwizycji, co według Lewiatana znacząco obniży koszt ich funkcjonowania. Decyzję emeryt podejmowałby na podstawie materiałów otrzymanych od ZUS.

Bo rząd nic nie robi

Dyskusję o wypłacie emerytur z OFE rozpoczęła Anna Kalata, minister pracy i polityki społecznej, która zgłosiła propozycję, by pieniądze z OFE trafiły do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Od tego momentu to państwowa instytucja zarządzałaby kapitałem i wypłacała emerytury. Pomysł ostrej krytyce poddała większość ekspertów, wątpliwości zgłosiła nawet koleżanka z rządu Zyta Gilowska, minister finansów. Problem w tym, że nawet tego pomysłu ministerstwo pracy nie wciela w życie. Do komisji trójstronnej nie trafił projekt systemu wypłat emerytur.

— W komisji trójstronnej straciliśmy rok na dyskusję nad głupim projektem państwowego, monopolistycznego towarzystwa emerytalnego — mówi Jeremi Mordasiewicz.

Według Lewiatana, tej sprawy nie można odwlekać.

— Z punktu widzenia towarzystw ubezpieczeniowych sprawa nie jest skomplikowana. Na przygotowanie się do wypłacania emerytur wystarczy im kilka miesięcy. Dużo trudniejsze zadanie: przygotowanie systemu, stoi przed Zakładem Ubezpieczeń Społecznych. Samo stworzenie systemu informatycznego potrwa minimum jeden rok.

— Rząd sprawia wrażenie, jakby tego nie rozumiał — mówi Zygmunt Kostkiewicz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Niewesołe będzie życie staruszka