W resorcie zdrowia powstaje projekt zmian w prawie, który uderzy w palaczy i koncerny. Te tradycyjnie są przeciwne restrykcjom.
Wiele wskazuje na to, że Polska pójdzie w ślady niektórych krajów zachodnich i zaostrzy prawo regulujące warunki palenia papierosów w miejscach publicznych. To nie najlepsza wiadomość dla producentów tytoniu, bo na rynku, gdzie i tak sporo do powiedzenia mają przemytnicy, panuje stagnacja.
Odstraszyć obrazem
— W Ministerstwie Zdrowia powstaje projekt nowelizacji ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych, który ma m.in. poszerzyć strefy wolne od dymu tytoniowego (dołączą do nich jednosalowe lokale gastronomiczne), uregulować kwestię palenia w środkach transportu publicznego (wprowadzić osobne wagony dla palących w pociągach) i zmodyfikować formę ostrzeżeń znajdujących się na opakowaniach papierosów (wprowadzić ilustracje graficzne) — informuje Tadeusz Parchimowicz, który zajmuje się w resorcie sprawami zdrowotnych skutków palenia tytoniu.
Prace nad projektem są średnio zaawansowane. Ma on zostać poddany konsultacjom społecznym jesienią. Okazuje się jednak, że nie będzie to jedyny projekt zmian mających ograniczyć palenie. Nad alternatywną koncepcją pracuje bowiem Tadeusz Cymański, poseł PiS. Prace są na wstępnym etapie.
Szok czy edukacja
Plany resortu zdrowia nie wywołują entuzjazmu firm tytoniowych.
— Jesteśmy przeciwni regulacjom prawnym, które wykluczają osoby palące z otoczenia. Na projektowanych zmianach na pewno stracą też np. restauratorzy, a wprowadzenie obrazkowych ostrzeżeń na opakowaniach to kosztowna i skomplikowana operacja — mówi Jerzy Skiba, prezes Krajowego Stowarzyszenia Przemysłu Tytoniowego.
— Problemy dotyczące palenia w miejscach publicznych można rozwiązać, stosując zdrowy rozsądek, a także wprowadzając praktyczne rozwiązania, takie jak dobrze wentylowane strefy dla palaczy i niepalących — uważa Grażyna Sokołowska, dyrektor ds. korporacyjnych i prawnych w Imperial Tobacco Polska.
Jej zdaniem, ostrzeżenia graficzne też nie są konieczne.
— Takie ostrzeżenia zmierzają wyłącznie do napiętnowania palaczy. Nie wnoszą wkładu do publicznej wiedzy na temat ryzyka związanego z paleniem, które, o czym jesteśmy przekonani, jest już dobrze znane — dodaje Grażyna Sokołowska.
— Przepisy powinny zapewniać równowagę między zabezpieczeniem niepalących przed biernym paleniem a zapewnieniem osobom palącym możliwości palenia w niektórych miejscach publicznych — dodaje Hubert Zawadzki, reprezentujący Philip Morris Polska.
Kraje bez dymku
Projektowane przez resort zdrowia zmiany wydają się jednak dość liberalne w porównaniu z przepisami przyjętymi w niektórych krajach zachodnich. Całkowity zakaz palenia w miejscach publicznych wprowadziły m.in. Irlandia, Norwegia i Nowa Zelandia. W Irlandii nie można palić nawet w samochodach służbowych.
— Oczywiście zdajemy sobie sprawę z tego, że niektórzy będą próbować obchodzić radykalne przepisy. Mamy jednak nadzieję, że wraz z programami edukacyjnymi i kampaniami społecznymi na temat szkodliwości palenia będą one stymulować zmiany obyczajowości, które nie tylko doprowadzą do spadku liczby osób palących, ale także ucywilizują współistnienie osób palących i niepalących — podsumowuje Tadeusz Parchimowicz.