O, to mój przodek!

Monika Witkowska, Agnieszka Kobylińska
opublikowano: 2004-02-06 00:00

Do ślubu poszła w czarnym surducie Alfonsa Surzyckiego — pradziadka przyszłego męża. W wewnętrznej kieszeni metka: Kraków, 23 sierpnia 1917 rok. Krawiec Z. Siemek.

Ich wspólny dom pełen jest rodzinnych pamiątek: zabytkowe pianino w salonie, na którym leżą napisane ręcznie przez pradziadka nuty poloneza, znalezione na strychu po 170 latach, na stole robiona na kołeczkach koronka — prezent dla młodej synowej, porcelana z Ćmielowa, rodzinne srebra, meble — jak mówi pan domu — nie antyki, tylko autentyczne. Na ścianie herb rodziny — Abdank/Awdaniec — jeden z najstarszych w Polsce.

Pokazują indygenat z 1846 roku, podpisany przez syna Napoleona, hrabiego Aleksandra Walewskiego — potwierdzający, że wszyscy potomkowie rodu bez względu na płeć i miejsce zamieszkania mają prawo do używania herbu.

Andrzej Skowron herbu Abdank — nazywany po staropolsku przez członków rodziny Jędrzejem — jest architektem zieleni, właścicielem firmy projektującej ogrody. Od dzieciństwa interesował się historią rodu, ale do uporządkowania dokumentów i pamiątek rodzinnych skłoniła go żona Barbara — dyrektor marketingu firmy ECC, właściciela warszawskiej Promenady. Pomogła mu zorganizować pierwszy zjazd rodziny w Zakopanem w willi Tytusa Chałubińskiego — prapradziadka Jędrzeja.

Od kilku lat razem odkrywają nieznaną wcześniej historię rodziny. Odwiedzają wiejskie parafie, cmentarze, biblioteki, archiwa.

Wśród starych kart

W Archiwum Głównym Akt Dawnych przy ulicy Długiej w Warszawie ożywienie. W zeszłym roku z Pracowni Naukowej AGAD korzystały codziennie 24 osoby, przeprowadzono 784 kwerendy genealogiczne (czyli poszukiwania rodowodu)! Aż uruchomiono samodzielne stanowisko ds. kwerend. Wzrasta też liczba prowadzących poszukiwania rodowodów drogą internetową.

Przed rokiem 1989 z zasobów archiwum korzystali głównie naukowcy i Polacy mieszkający za granicą. Przedstawiciele rozproszonej po świecie Polonii szukali pamiątek rodzinnych, dokumentów, archiwaliów w AGAD, gdyż po wojnie wszedł on w posiadanie akt rodzinnych i rodowych wielu polskich rodów. Dekret PKWN o nacjonalizacji przemysłu i reformie rolnej, a także włączenie ziem wschodnich do ZSRR pozbawiło wielu ludzi ich majątków. W tym także zbiorów muzealnych, bibliotecznych i archiwalnych. Decyzją władz znalazły się w Archiwum Głównym Akt Dawnych.

AGAD przechowuje ocalałą dokumentację kilku największych archiwów prywatnych w Polsce — m.in. Radziwiłłów, Branickich, Potockich, Zamoyskich i Przeź-dzieckich, a także kilkudziesięciu mniejszych.

— W powojennej Polsce, szczególnie w latach stalinowskich, genealogia była niemile widziana ze względów ideologicznych. Polacy musieli ukrywać swe pochodzenie, swoją przeszłość trzeba było przemilczeć — mówi Maria Sierocka, kierownik działu informacji i udostępniania zbiorów AGAD.

— Z powodu pochodzenia nie byliśmy zbytnio szykanowani w PRL. Choć mój ojciec miał problemy w Polsce Ludowej, gdyż był synem przedwojennego dyplomaty, zajmującego się stosunkami z Rosją sowiecką — mówi Paweł Zalewski, herbu Jelita, prezes firmy doradztwa personalnego. I zaraz dodaje:

— Nasze pamiątki rodzinne krążą gdzieś po świecie. Wojna zastała dziadka w Teheranie, gdzie był charge d’affaires polskiej ambasady. Nie wrócił już do kraju. Zmarł w Iranie w niewyjaśnionych okolicznościach. Pociąg z jego prywatnymi rzeczami: meblami, dokumentami, fotografiami jechał do Polski przez Rosję, ale z powodu wojny nigdy tu nie dotarł. Wiele pamiątek rodzinnych straciliśmy też w Powstaniu Warszawskim... Przetrwała za to historia rodziny, w postaci ustnego przekazu, przekazywana z pokolenia na pokolenie. Dlatego udało mi się odtworzyć genealogię rodziny, a nawet odszukać przodków z XVIII wieku.

Na początek

Na pytanie o eksplozję genealogicznych poszukiwań Maria Sierocka odpowiada krótko: przecież człowiek nie bierze się znikąd i warto osadzić się w przeszłości. Parę tygodni temu przedsiębiorcy z Gdańska udało się znaleźć — na podstawie ksiąg sądu ławniczego — wzmianki o rodzinie z 1450 roku! Pewien procent stanowią ci, których poszukiwania przodków wiążą się z udokumentowaniem, że są spadkobiercami majątku.

Do rozpoczęcia poszukiwań genealogicznych niezbędna jest znajomość: nazwiska poszukiwanej osoby lub rodziny, jej wyznania, miejsca urodzenia lub zamieszkania i jakiejkolwiek daty: narodzin, ślubu czy zgonu — jeżeli chce się korzystać z ksiąg metrykalnych.

— Jeśli rodzina jest pochodzenia szlacheckiego, może też wystąpić w publikacjach genealogicznych — przypomina Maria Sierocka.

Czy w Koronie?

Poszukiwania rodzinnych korzeni należy zacząć od generaliów: ustalenia, czy rodzina mieszkała w Koronie czy na Litwie, z jakiego województwa lub guberni pochodziła.

Można też kierować się kryterium narodowościowym (są opracowania dotyczące np. szlachty pochodzenia tatarskiego) czy wyznaniowym (dotyczące np. kalwinów, luteranów).

Nie zawsze odnalezienie nazwiska w publikacjach genealogicznych musi dowodzić szlacheckiego pochodzenia. Często nazwiska szlacheckie (zakończone na -cki i -ski) nosili mieszczanie i chłopi. Zdarza się i tak, że kuzyni z jednego rodu mają inne nazwiska, gdyż przyjmowali je od nazwy wsi, w której mieszkali.

W Polsce są naturalnie luki w archiwach. Przez nasz kraj przetoczyły się przecież wojny, najazdy, rozbiory, oderwanie Kresów od Rzeczypospolitej. Wszystko to spowodowało, że archiwa, w szczególności państwowe, są niepełne. Znaczna ich część znalazła się poza granicami dawnej Rzeczypospolitej.

Obecnie dokumenty AGAD są — w porównaniu z okresem przedwojennym — zaledwie cząstką: 90 procent zniszczono w 1939 roku i podczas Powstania Warszawskiego.

Inni z rodu

— Z rodzinnych pamiątek pozostała mi tylko płaskorzeźba Matki Boskiej, rozbita kolbą bolszewicką, kiedy 17 września czerwonoarmiści weszli do naszego majątku w Rzepińcach. Nasi chłopi uratowali ją i przekazali mi po 50 latach — mówi Andrzej Rafał hrabia Potocki, herbu Szreniawa ze Złotego Potoku, dziennikarz „Newsweek Polska”.

Potoccy otrzymali szlachectwo w 1320 roku.

— W moim rodzie był poeta Wacław Potocki, autor „Wojny Chocimskiej” — przypomina Andrzej Potocki.

Genealogii rodziny szukał w archiwum Biblioteki Jagiellońskiej, gdyż pochodzi z Potockich z Małopolski (nie mylić z Potockimi —Pilawitami, z których wywodzi się Stanisław Kostka Potocki). Mieli majątki na Ukrainie, w Buczaczu. Dziadek był starostą w Stryju i Rohatynie, ojciec — zawodowym oficerem armii. Brał udział w kampanii wrześniowej. Po wojnie oficerowie „z takim” nazwiskiem nie mieścili się w formule socjalistycznej armii. Ojciec został tłumaczem przysięgłym języka angielskiego i niemieckiego.

— Do poszukiwań genealogicznych potrzebna jest znajomość historii, ale i języków obcych. Jeżeli miałem informację o pochówku przodka z 1850 roku, to te akta są w archiwum kurii i to po rosyjsku, bo prababcia urodziła się w zaborze rosyjskim. Była córką Tytusa Chałubińskiego, znanego lekarza, „odkrywcy” Zakopanego. Jego imieniem nazwane jest Muzeum Tatrzańskie w Zakopanem — twierdzi Jędrzej Skowron.

Andrzej Skowron za dzieło życia uważa stworzenie drzewa genealogicznego trzech rodów, z których pochodzi: Surzyckich, Chałubińskich i Leszczyńskich (spowinowaconych z królem Stanisławem Leszczyńskim). Zajęło mu to dwa lata. Ale opłaciło się, bo na zjeździe rodzinnym w Zakopanem trzy osoby przywiozły swoje drzewa i okazało się, że są takie same.

Zjazd rodzinny zorganizowano w 50. urodziny Jędrka i 90. matki. Ktoś przywiózł srebrny dzbanuszek z Warszawskiej Fabryki Platerów pradziadka Surzyckiego, ktoś inny — zdjęcia, informacje o rodzinnym majątku, o miejscach pochówku przodków. Jędrek na cześć rodzinnego majątku Potażnia pod Łodzią nazwał tak swoją inwestycję — wybudowany dla 34 rodzin dom w Pruszkowie.

Na zebraniu lokatorów zapytał, czy zgadzają się na taką nazwę. Ktoś z sali krzyknął: „Może być i Potażnia, a co mi tam, grunt żebyście w terminie oddali mieszkania”.

Pamiątki w szufladach

Materiały potwierdzające szlachectwo mogą się znajdować w pamiątkach rodzinnych — np. nobilitacje i indygenaty nadane przez Sejm czy królów polskich (szczególnie szczodrobliwy w tym względzie był Stanisław August Poniatowski). Szlachectwo nadawali też Polakom carowie.

Potwierdzenia szlachectwa można szukać w piśmiennictwie genealogicznym, np. „Herbarzu polskim” Bonieckiego (17 tomów, ale nazwiska tylko do litery M), „Polskiej encyklopedii szlacheckiej” Pekosińskiego czy „Rodzinie, herbarzu szlachty polskiej” Uruskiego. Przydatne jest zapoznanie się z podręcznikiem genealoga amatora Rafała Prinke i publikacją Włodzimierza Dworzaczka „Genealogia”.

— Poszukiwanie szlacheckich korzeni w dużej mierze podyktowane jest snobizmem. Szlachta to pojęcie archaiczne. Dla mnie i mojej rodziny wyznacznikiem szlachectwa było pojęcie honoru jako zachowania etycznego i to w każdej sferze — zarówno publicznej, jak i osobistej. Rodzice wpajali mi ideały bezinteresownej pracy dla innych. Ojciec zawsze powtarzał: będąc w służbie publicznej, możesz wydawać swoje pieniądze, ale nie dorabiać się — twierdzi Paweł Zalewski.

— Ludzie z arystokratycznych rodów mieszają się we własnym sosie. Nie dlatego, że muszą, ale dlatego, że dobrze się znają i rozumieją. Stąd te wszystkie zjazdy, bankiety, na których prezentacje odbywają się poprzez nazwiska, koligacje i majątki. Mimo że pochodzę ze znakomitego rodu, nie szukam na żonę arystokratki. Ważne, by była arystokratką ducha... — mówi Andrzej Potocki.