Optimus bis, czyli jak fiskus utopił zdrową firmę

Skarbówka zablokowała legalny biznes eksportera i wyczyściła mu konto. Sąd skarcił urzędników, ale firmy nie udało się uratować

Przedstawiamy sprawę jeleniogórskiej firmy Kordex, która padła ofiarą takich samych bezprawnych działań organów skarbowych, jak słynny Optimus. Okazuje się, że totalna porażka fiskusa w sprawie Romana Kluski niczego nie nauczyła urzędników skarbowych.

Mieczysław Kodź
Zobacz więcej

Mieczysław Kodź

Logika skarbowa

Tuż po upadku socjalizmu w Polsce Mieczysław Kodź postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i w 1989 r. założył działalność gospodarczą. Słusznie liczył, że dzięki liberalnej ustawie Wilczka jego firma Kordex szybko rozwinie skrzydła. Postawił na eksport.

— Czułem, że nadchodzi mój czas. Miałem smykałkę do handlu, więc uznałem, że najlepiej będzie, jeśli zajmę się eksportem. Moim pierwszym biznesem były drewniane karmniki dla ptaków. Niemcy sporo ich kupowali. Później zacząłem sprzedawać na Sycylię płyty pilśniowe. Na zasadzie barteru dostawałem za nie pomarańcze i cytryny, na które był popyt u nas — opowiada Mieczysław Kodź.

Wkrótce zajął się poważniejszym towarem. Niemieckim koncernom samochodowym dostarczał konstrukcje budowy maszyn. Postanowił też spróbować sił na Wschodzie.

— Miałem dobre kontakty w Rosji, na Litwie i Łotwie. Grzechem byłoby ich nie wykorzystać. Wymyśliłem, że na tamtejsze rynki będę sprzedawał herbatę — mówi szef Kordeksu.

Przez 9 lat herbaciany interes kwitł. Biznesmen nie miał żadnych problemów ani z kontrahentami, ani ze skarbówką. Nie spodziewał się, że zwykła czarna herbata wkrótce okaże się gwoździem do trumny jego firmy.

— Nic nie zapowiadało kłopotów. W 2001 r. była pierwsza kontrola. Nie stwierdziła żadnych nieprawidłowości. W 2002 r. pojawili się ponownie. Siedzieli w firmie pół roku. Uznali, że mój eksport herbaty był pozorny i miał na celu obchodzenie prawa w celu wyłudzeń VAT — mówi właściciel Kordeksu.

Jeleniogórski urząd kontroli skarbowej blokuje mu konto, by wyrwać 130 tys. zł.

— W tamtym czasie to były spore pieniądze, szczególnie dla takiej małej firmy jak nasza. Mimo że nie zgadzałem się z zarzutami, musiałem zapłacić. Firma straciła płynność finansową — opowiada Mieczysław Kodź.

Herbatę do Polski importowała firma Omega. Sortowała ją, mełła, aromatyzowała i pakowała. Gotowy produkt kupował Kordex z 22-procentową stawką VAT i pod swoją marką eksportował za granicę. Fiskus stwierdził, że ten eksport był niezgodny z logiką obrotu gospodarczego, bo... to Omega powinna sprzedawać bezpośrednio towar za granicę.

— Na rynku nie jest niczym dziwnym, że jedna firma wytwarza wyroby dla innej. Omega produkowała herbatę, którą my od niej kupowaliśmy i eksportowaliśmy. Ustawa pozwalała nam korzystać z 0-procentowej stawki VAT i uzyskiwać zwrot podatku. Działaliśmy zgodnie z prawem — mówi Mieczysław Kodź.

Fiskus uważał inaczej. Stwierdził, że umowa Kordeksu z Omegą była pozorna i miała na celu uzyskiwanie nienależnego zwrotu VAT (taki sam zarzut dostał Optimus eksportujący komputery na Słowację).

Zaplątani urzędnicy

Mieczysław Kodź się nie poddał. Poszedł do sądu. W 2005 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu w dwóch wyrokach przyznał mu rację. Orzekł, że decyzje skarbówki były niezgodne z prawem. Ostro skrytykował UKS za pomieszanie pojęć: nie można zarzucać podatnikowi obejścia prawa poprzez dokonanie czynności pozornych.

To nielogiczne — wytknął sąd urzędnikom. Organa skarbowe błędnie oceniły, że transakcje między Omegą a Kordeksem były pozorne. Sąd podkreślił, że ich rzetelność wynika z dokumentów celnych. Eksport herbaty przez Kordex potwierdzały dokumenty wywozowe SAD. Ponadto zarzucił urzędnikom niekonsekwencję: przyczepili się do eksportu czarnej herbaty, nie widzieli zaś nic złego w takim samym eksporcie herbaty owocowej i ziołowej. Sąd rozprawił się też z zarzutem obejścia prawa.

„Z żadnej normy prawnej nie wynika obowiązek podatnika działania dla zapłacenia podatku w najwyższej możliwej wysokości” — czytamy w uzasadnieniu wyroku.

Sąd potwierdził też prawo Kordeksu do uzyskiwania zwrotu podatku VAT. Michał Kaczmarczyk, rzecznik wrocławskiego UKS (nadzorującego jeleniogórski UKS), odmówił komentarza do wyroków sądu i oceny działań urzędników wobec Kordeksu. Zasłonił się tajemnicą skarbową. — Przepisy o tajemnicy skarbowej są nadużywane przez urzędników. Mają chronić interes podatnika, a nie skarbówki — mówi prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów. Kordex się nie obronił.

— Z winy fiskusa firma straciła możliwość działania, utraciła rynek zbytu. Przyczyny upatruję w braku materialnej odpowiedzialności urzędników za błędne decyzje — mówi Mieczysław Kodź. Nie zamierza starać się o odszkodowanie. — Nie mam siły kilka lat walczyć w sądach. Gdyby odszkodowanie nie było wypłacane z budżetu państwa, czyli z kieszeni wszystkich Polaków, tylko winnych urzędników, to może powalczyłbym, żeby drani ukarać — mówi Mieczysław Kodź.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Prawo / Optimus bis, czyli jak fiskus utopił zdrową firmę