Jan (władca), Elżbieta (zaborcza siostra), Anna (siostra z innej bajki). Dwóch „szwagrów”. Ten dwór, zdaniem NIK, zubożył kilka sprywatyzowanych spółek o setki milionów złotych!
Ile to pracy dla prokuratury...
O Elżbiecie B. stało się głośno w lipcu 2004 r. Najwyższa Izba Kontroli ogłosiła wówczas, że — wraz z podmiotami zależnymi — wyprowadziła z 7 spółek (w tym z Kolmexu) majątek przekraczający 270 mln zł!
Jan B. bohaterem mediów stał się 29 września 2004 r. Wtedy w siedzibie Kolmexu, w centrum Warszawy, przed samym gabinetem prezesa — jego gabinetem — wybuchła bomba, nie czyniąc zresztą większych strat.
Elżbieta i Jan B. to rodzeństwo, które — jak wykazało nasze śledztwo — było częścią większej struktury. Inne postacie orszaku to: Anna Błaszczuk-Oparowska (w cieniu, siostra Elżbiety i Jana) oraz dwóch „szwagrów”: Jarosław Kuprjanowicz, były konkubent Elżbiety B., i Jerzy K., towarzysz życia drugiej z sióstr.
Role
— Jan B. był władcą z wielkimi ambicjami i wizjami, ale niezbyt zainteresowanym codziennym rządzeniem. Elżbieta stanowiła przykład znanego z historii i legend motywu siostry władcy: wywierała na Jana olbrzymią presję, przekonując go, że wszyscy (przede wszystkim członkowie zarządów spółek z grupy) nieustannie knują przeciw niemu. Była przeciwieństwem drugiej z sióstr, Anny, która stała z boku i wydawała się z innej bajki. Obaj „szwagrowie” zaś to ludzie do specjalnych poruczeń: namawiania, proszenia, a często — grożenia współpracownikom — obrazowo tłumaczy menedżer, pracujący do niedawna dla rodzeństwa B.
W latach 1997-2001 to rodzeństwo za ponad 70 mln zł zakupiło od skarbu państwa 7 spółek. W Warszawie Kolmex zajmował się handlem taborem kolejowym i wynajmem nieruchomości, a Polfer — wytwarzaniem „elementów indukcyjnych”. Lubelski Agram to przedsiębiorstwo chłodnicze, Weldoro z Bielska-Białej — przędzalnia wełny, olsztyński Pref-Bud produkował elementy budowlane, krakowski Montin — instalacje przemysłowe, a poznańska Wiepofama — obrabiarki. Firmy te — wraz z kilkunastoma szybko pączkującymi spółkami córkami — stworzyły sieć, oplatającą cały kraj. Jedyną wspólną cechą nabytków były atrakcyjne nieruchomości w centrach dużych miast. Myliłby się jednak ten, kto pomyślałby, że Jan B. przejmował firmy z myślą o szybkiej sprzedaży działek.
W ziemi siła
— Myślał tak — kupuję spółkę (znaczy: nieruchomość), która co roku będzie zyskiwać 10 proc. wartości. W 10 lat odzyskam zainwestowane pieniądze. Proste... Ale nie brał pod uwagę, że ta spółka przynosi straty — wyjaśnia były szef jednej ze spółek z grupy.
— Kiedy cała grupa zaczęła mieć problemy, zaproponowałem Jankowi, by sprzedać poznańskie nieruchomości Wiepofamy — i te pieniądze wykorzystać na rozwój innych firm. Nie chciał o tym słyszeć! Nie lubił rozstawać się z majątkiem, który zgromadził. Chciał mieć więcej i więcej, a nie mniej... — tłumaczy jego były bliski współpracownik.
Wedle naszych informacji, właśnie ten za duży apetyt Elżbiety i Jana B. stał się jedną z decydujących przyczyn ich upadku. W 2002 r. wystartowali oni (formalnym kandydatem był Kolmex) w przetargu prywatyzacyjnym na zakup Bogdanki, zyskownej podlubelskiej kopalni węgla kamiennego. Analitycy nie kryli zaskoczenia: Kolmex chciał kupić spółkę znacznie większą od siebie! Drugi raz Kolmex jak królik z kapelusza wyskoczył kilka miesięcy później, składając ofertę zakupu Kozienic, największej w kraju elektrowni, opalanej węglem kamiennym.
— Inwestycjami Janka w dużej mierze rządził przypadek... Warunek był jeden: kwoty musiały być siedmiocyfrowe. Kiedy się nie udało (jak z zakupem wierzytelności krakowskiej firmy Code, zamieszanej w sprawę Wieczerzaka), nie lubił się do tego przyznawać. Ale po każdej porażce odradzał się jak feniks z popiołów — mówi były członek rady nadzorczej spółki z grupy.
Niepowodzenia prywatyzacyjne to nie był wówczas jedyny problem rodzeństwa B.
Na początku 2003 r. w katastrofalnej sytuacji finansowej znalazł się lubelski producent mrożonek Agram. Bankructwo przyspieszyły wydarzenia z lutego 2003 r., kiedy to — za niezapłacone rachunki — Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji odcięło dostawy wody, a Łęczyńska Energetyka (ŁE) — ciepła. Jan B. próbował interweniować (przywiózł z Warszawy w walizce pieniądze na zapłatę za trzymiesięczne dostawy), ale szefowie MPWiK i ŁE byli nieprzejednani. Energetycy złożyli wkrótce potem wniosek o upadłość Agramu, który sąd uwzględnił (w grudniu 2003 r.). Większościowym udziałowcem ŁE (76,67 proc.) jest Bogdanka
— To jedna z największych firm na Lubelszczyźnie. Jej wieloletni szef, Stanisław Stachowicz, ma tu bardzo silną pozycję. Trudno, by mu się podobało, że Jan B. jeździ po regionie i rozpowiada, że Bogdankę przejmuje. Tym bardziej że o akcje kopalni starała się też spółka założona przez zarząd i pracowników Bogdanki. Prezes zatem kontratakował. Skutecznie! Jan B. był w naszym regionie skończony — wyjaśnia jeden z lubelskich biznesmenów.
Nie udało nam się uzyskać komentarza Stanisława Stachowicza (przebywał za granicą). Jedno pewne: to nie twarda postawa ŁE zdecydowała o bankructwie Agramu, lecz wyprowadzanie z niego majątku. Potwierdzają to akta prokuratorskie...
Koniec fartu
Organa ścigania (i prokuratura, i ABW) od kilku lat śledziły poczynania Elżbiety i Jana B. Bez efektów. W otoczeniu dwojga krewnych
nadal utrzymuje się przeświadczenie, że to kontakty ze światem polityki zapewniały rodzeństwu „bezpieczeństwo” interesów. Jan B. ma raczej prawicowe poglądy, ale jego grupa jest kojarzona z SLD. We władzach Kolmexu zasiadali m.in. były poseł tej partii Jan Chaładaj i Maciej Leśny (wiceminister gospodarki, a potem infrastruktury).
Te spekulacje wzmaga też fakt, iż postępowania prokuratorskie nabrały tempa dopiero, gdy interesy rodzeństwa B. (dzięki raportowi NIK i wybuchowi bomby w Kolmeksie) stały się publicznie znane. Efekt? Jan i Elżbieta B. od stycznia przebywają w areszcie.
Janowi B. postawiono zarzut łapownictwa. Otóż w 2002 r. jako szef Kolmexu kupił od Waldemara G., prezesa Przedsiębiorstwa Budownictwa Kolejowego Exkol, wierzytelności PKP wartości około 12 mln zł, płacąc mniej niż 70 proc. tej kwoty. Waldemar G. zgodził się na taki upust — prokuratura zarzuca mu działanie na szkodę spółki — choć w momencie transakcji było jasne, iż PKP spłaci zobowiązania w całości! Według naszych informacji, Jan B. z „wdzięczności” wręczył mu około 130 tys. zł, a kiedy Waldemar G. stracił pracę w Exkolu — zatrudnił go jako wiceprezesa Agramu. Najprawdopodobniej panowie poróżnili się w chwili „rozliczania” tej transakcji... Prokuratura wciąż sprawdza, czy to nie owe niejasności w rozliczeniach stoją za wybuchem bomby w Kolmeksie we wrześniu 2004 r. Udało nam się dowiedzieć, że zarzuty w tej sprawie postawiono już pięciu mężczyznom.
— Z uwagi na specyfikę i charakter tego postępowania, a także „stan dowodowy”, nie udzielamy bliższych informacji, dotyczących osób podejrzanych w tej sprawie — zastrzega się Andrzej Jeżyński, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
Zgodnie z niedawną decyzją Prokuratury Krajowej, to właśnie lubelska prokuratura koordynuje śledztwa, dotyczące rodzeństwa B. i osób z nim związanych. A jest co koordynować...
Od siebie — dla siebie
Najszybciej, bo już w czerwcu 2005 r., powinno się zakończyć najbardziej zaawansowane z postępowań, dotyczące wyprowadzania majątku z Agramu. To wskutek ustaleń z tego śledztwa w areszcie przebywa Elżbieta B. (oprócz niej jest jeszcze pięciu podejrzanych, m.in. jeden ze „szwagrów” — Jerzy K.). Sprawa dotyczy m.in. relacji Agramu ze spółką C&H Centrum Handlowe, którego właścicielem była Elżbieta B. Chodzi o ustanowienie na nieruchomościach Agramu hipoteki wysokości 5 mln zł, celem zabezpieczenia kredytu, zaciągniętego przez C&H oraz niezasadne wyksięgowanie wierzytelności wysokości 4,8 mln zł, jaką Agram miał w stosunku do tej spółki.
Bardzo nietypowe relacje łączyły też Agram z warszawską spółką Vestimetal (eksport metali). Na konto tej firmy lubelska chłodnia przelała m.in. pożyczkę (ponad 4 mln zł), otrzymaną wcześniej od Kolmexu. Inne 5 mln zł trafiło do Vestimetalu jako kredyt zaciągnięty przez Agram w BZ WBK. Te pieniądze wypłacano Vestimetalowi na podstawie faktur za transporty mrożonek, których nigdy nie dostarczono. Pełnomocnikiem zarządu Agramu był wówczas Jerzy K. Sprawdziliśmy akta rejestrowe Vestimetalu: w czasie, gdy do spółki wpływały kolejne pieniądze z Agramu, jej prezesem był... tenże sam Jerzy K.
Prokuratura Okręgowa w Lublinie (wraz z ośrodkiem zamiejscowym w Chełmie) prowadzi jeszcze kilka postępowań, dotyczących interesów Elżbiety i Jana B. Śledczy badają m.in. gospodarność władz Agramu (w innym niż wspomniany sensie), Weldoro i Kolmexu. Na efekty przyjdzie zaczekać. Do zbadania pozostają niezwykle skomplikowane relacje (pożyczki, gwarancje, zastawy, wielokrotne cesje wierzytelności), łączące firmy z grupy. Organa ścigania mają kłopot z dotarciem do części dokumentacji, która zaginęła w czasie przeprowadzek i tajemniczych włamań (w siedzibach spółek z grupy było ich w ostatnich latach co najmniej kilka). O skali trudności wcześniej przekonali się już audytorzy, dla których problemem okazało się dotarcie do kluczowych umów.
Sprawy nie ułatwiają też krzyżowe powiązania kapitałowe pomiędzy spółkami. To właśnie te zależności pomagały w zarządzaniu grupą (pieniądze można było przelewać z firm posiadających nadmiar gotówki do narzekających na jej brak, rodzeństwo mogło też „wspomagać” swoje inwestycje pożyczkami od przejętych spółek). Owe zawiłe powiązania przyczyniły się jednakże i do kłopotów, a w końcu utraty przez oboje B. kontroli nad częścią grupy.
Pod koniec 2002 r. Tomasz Karp, likwidator Spółdzielni Pracy Społem Mazowszanka (produkowała wodę mineralną o tej samej nazwie) próbował odzyskać pieniądze od spółki Elżbiety B., C&H Centrum Handlowe. Z dużym zaangażowaniem. Poszukiwania majątku w C&H podjęło się kilku komorników. Rodzeństwo B. w marcu 2003 r. sprzedało więc 52 proc. akcji jednej ze spółek grupy — warszawskiego Polferu innej firmie, będącej nie tak dawno w orbicie ich wpływów — giełdowej Lubawie.
Lubawą zarządzali — i zarządzają do dziś — Zbigniew Paduch i Witold Jesionowski, ludzie zasiadający wcześniej w zarządach i radach nadzorczych spółek z grupy Jana i Elżbiety B. Stopniowo między nimi a rodzeństwem narastał konflikt. Paduch i Jesionowski postanowili wykorzystać sytuację: posiadając większość udziałów w Polferze, wymienili jego radę nadzorczą, „sekując” Elżbietę B. A potem odsprzedali zakupione wcześniej akcje Polferu inwestorom, których znalazł Mirosław Opałka, prezes Polferu. I on także chciał wybić się na samodzielność — cel osiągnął: Polfer nie należy dziś do grupy.
Dziś główną spółką w grupie pozostaje Kolmex. Na gruzach dawnej kolejowej centrali handlu zagranicznego powstała grupa kapitałowa. Najważniejszą spółką jest nie matka (w 2003 r. zaledwie 7,5 mln z przychodów, głównie z leasingu wagonów dla PKP Cargo), ale jedna z córek: Kolmex Inwest (KI), zarządzająca biurowcem położonym na warszawskiej Woli. W księgach Kolmexu wartość jej akcji to 94 mln zł. Kolejne 19,7 mln zł to wartość akcji Wiepofamy (większościowego akcjonariusza Kolmexu). W strukturze grupy tkwią też powołane stosunkowo niedawno: Kolmex Wagony, Kolmex Nieruchomości, Kolmex Sped, Kolmex Oil. Oraz Kolmex Venture, którego udziałowcami — poza Kolmexem — są: jeden ze „szwagrów” — Jarosław Kuprjanowicz (po aresztowaniu Jana B. pełni obowiązki prezesa Kolmexu, zarządza też Kolmexem Inwest) oraz Siergiej Pugaczew — rosyjski biznesmen, właściciel banku i wielu firm, jeden z 50 najbogatszych ludzi Europy Środkowej i Wschodniej. Kolmex Venture — jak inne nowo powołane spółki — miał zająć się handlem i przewozem ropy naftowej, paliw i gazu, sprowadzanych zza wschodniej granicy. Taki był plan Jana B. (WZA Kolmexu z jego udziałem jeszcze w grudniu 2004 r. podejmowało uchwały o rozszerzeniu przedmiotu działalności). Zza więziennych krat raczej go nie zrealizuje. Czy jego zamierzenia chce kontynuować Jarosław Kuprjanowicz? Nie wiadomo. Bo — jak wielu innych byłych i aktualnych współpracowników Elżbiety i Jana B. — nie chciał z nami rozmawiać.
