Ostateczna i wieczna likwidacja Polski

aktualizacja: 26-01-2017, 14:49

Seria rozbiorów Rzeczypospolitej stała się precedensem. Po raz pierwszy w wyniku negocjacji dyplomatycznych a nie konfliktów zbrojnych, państwa europejskie podzieliły się terytorium swego sąsiada z powodów czysto ekonomicznych, a nie w obronie swych interesów. Państwa zaborcze nie tylko zniszczyły Polskę, ale również chciały za wszelką cenę uniemożliwić jej odrodzenie.

Zobacz więcej

Dylemat carycy Katarzyny: wybrać Warszawę czy Konstantynopol? Karykatura angielska z XVIII wieku.

O ile pierwszy rozbiór Rzeczypospolitej spotkał się z zainteresowaniem całej Europy, o tyle ostateczne, trzecie jej rozparcelowanie, przeszło prawie bez echa. Kontynent miał w tym czasie inne problemy, przede wszystkim francuską rewolucję, przed którą drżały królewskie stolice obawiając się losu ściętego króla Ludwika.

Od momentu powstania państwa pruskiego, likwidacja Rzeczpospolitej traktowana była jako racja stanu. Drobnymi krokami osiągano ten cel, poprzez zrzucenie zależności lennej, połączenie Prus Książęcych z Brandenburgią, utworzenie niezależnego Królestwa i wreszcie zagarnięcie polskiego Pomorza oddzielającego dwie prowincje. To właśnie Hohenzollernowie byli inicjatorami rozbiorów i uparcie do nich zachęcali pozostałe dwory, przede wszystkim petersburski.

Pierwsza koncepcja ostatecznego podziału sondowana była w 1793 r., tuż po wybuchu Powstania Kościuszkowskiego. Nasi sąsiedzi mieli prawo się niepokoić, bowiem wśród insurgentów zauważalne były nastroje jakobińskie, otwarcie rewolucyjne, nawołujące do krwawej rozprawy z tyranami. Upadek buntu, niestałość króla Poniatowskiego i przejście na stronę Kościuszki polskich wojsk ostatecznie przypieczętowało los kraju.

Niecały rok po upadku insurekcji, 24 października 1795, monarchowie Rosji, Prus i Austrii (a właściwie imperium Habsburgów) uzgodnili wzajemnie traktat, zgodnie z którym przeprowadzili ostatni, pełny, III rozbiór Rzeczypospolitej. 25 listopada król Stanisław August Poniatowski opuścił Warszawę i w Petersburgu abdykował na rzecz Rosji. W ten sposób, teoretycznie, władcy tego kraju mogli ogłosić się również królami Polski, co zagrażało posiadłościom zagarniętym przez Prusy i Austrię. Dlatego też te dwa dwory wymogły na Petersburgu traktat, który podpisano 26 stycznia 1797 r. Najważniejszym jego zapisem były zdania:

Gdy przez obydwa dwory cesarskie, jak również przez Jego Królewską Mość Króla Pruskiego, uznana została konieczność uchylenia wszystkiego, co może nasuwać wspomnienie istnienia Królestwa Polskiego, skoro uskutecznione zostało unicestwienie tego ciała politycznego, przeto wysokie strony, zawierające umowę, postanowiły i zobowiązują się odnośnie do trzech dworów, nie zamieszczać w tytule miana i nazwy łącznej Królestwa Polskiego, która zostanie odtąd na zawsze skasowana. Wszelako wolno im będzie używać tytułów częściowych, które należą się władzy różnych prowincji tegoż Królestwa, jakie przeszły pod ich panowanie.
(tłum: Jan Kucharzewski, Od białego do czerwonego caratu s. 142)

To właśnie ten traktat zmusił Napoleona Bonaparte do nazwania nowego państwa Księstwem Warszawskim. Cesarz Francuzów zbyt bał się urażenia cara Aleksandra I i jego ewentualnej odpowiedzi militarnej. Sam Aleksander nie miał już takich wątpliwości, gdy po pokonaniu Korsykanina przyjął tytuł Króla Polski.

W latach I wojny światowej traktat z 1797 r. został anulowany ze względu na rozpad wcześniejszego sojuszu trzech czarnych orłów. Okazał się być jednak o wiele bardziej żywotny niż mogłoby nam się zdawać. Wszak Królestwo Polskie do dziś nie powróciło na mapy Europy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Dobrowolski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu