Patku Philippie, spadaj!

Najbardziej skomplikowany patek spadł, lecz nic mu się nie stało. W branży tak się mówi, kiedy obiekt nie znajduje nabywcy na aukcji

Skoro taki skomplikowany, trudno się dziwić, że go nie sprzedali — można pomyśleć, mając w pamięci jedno z tych psujących się urządzeń, które za niską cenę obiecywały połączyć funkcje budzika, latarki i radia. Tym razem nic podobnego — na rynku kolekcjonerskich zegarków już samo hasło „komplikacja” budzi zachwyt, bo oznacza nie tyle udziwnienie, ile dodatkową funkcję podnoszącą wartość. Niekoniecznie chodzi o szumiące radio czy latarkę, ale prawdziwy rekordzista w tej dziedzinie pokazuje nawet datę świąt wielkanocnych i aktualny układ gwiazd na genewskim niebie. Ten właśnie patek o 33 komplikacjach nie został sprzedany na ostatniej głośnej aukcji w Szwajcarii — czyli spadł, jak mówią eksperci, do tej pory niedowierzając. Inwestora, który bardzo chciałby włączyć do kolekcji jakiś obiekt niedostępny przy jego budżecie, wiadomość o spadku może pokrzepić, bo jego naturalną konsekwencją jest zwykle obniżenie ceny. W tym przypadku popyt i tak będzie jednak ograniczony, bo mimo że patka bez spektakularnych komplikacji można zdobyć za kilka tysięcy franków, tego z trzydziestoma trzema wyceniono na 6,5-10 mln CHF (25,1-38,7 mln zł). Z uwagi na to, że waży ponad 1 kg, noszenie go w kieszeni obarczone byłoby ponadto ryzykiem, że spadnie po raz drugi, tym razem ciągnąc spodnie ze sobą.

Zobacz więcej

NIE NA RĘKĘ: Calibre 89 to zegarek kieszonkowy, a jego właściciel może być niezadowolony. Najbardziej rozbudowany model marki Patek Philippe nie został sprzedany na aukcji, a to istotny powód do obniżenia ceny przy sprzedaży w galerii. SOTHEBY’S

Upadły anioł

Rzadko kiedy na rynkach aktywów alternatywnych udaje się znaleźć jakąś kategorię dóbr, których wartość inwestycyjna jest nie do podważenia. Owszem, malarstwo drożeje — jak konie, wina, dizajn i diamenty — ale o popycie w dużym stopniu decydują sezonowe wahania i przejściowe tendencje. Jak wynika z opinii ekspertów, takiego prawie idealnie inwestycyjnego obiektu można szukać na rynku zegarków z genewskiegowarsztatu Patka Philippe’a, którego klientów obowiązuje już nawet proces aplikacji. W związku z wyjątkowo niską podażą, zakup skomplikowanego modelu od producenta nie jest łatwy, ale zazwyczaj bardzo się opłaca, bo zyskowna odsprzedaż na rynku wtórnym bywa możliwa od razu. Jak wspomina John Reardon, ekspert Christie’s, niektóre modele osiągały prawie dwukrotność ceny detalicznej na licytacjach, mimo że trafiały na nie natychmiast po zakupie w butiku. Z czasów, w których rynek aukcyjny nie był jeszcze tak rozwinięty, specjalista przytacza liczne wartości, które dzisiaj mogłyby się tylko przyśnić kolekcjonerom — przykładowy model Nautilus z lat 70. dostępny był kiedyś w sklepie za mniej niż 3 tys. USD (11 tys. zł), a dzisiaj jego cena w obiegu przekracza 50 tys. USD (190 tys. zł). Zwyżki wynikają głównie z tego, że patków przybywa w niezwykle wolnym tempie, a część podaży i tak trafia przecież na nadgarstek zamiast na aukcję. Według szacunków Johna Reardona, od 1839 r. pracowni nie opuścił nawet 1 mln zegarków, a to w końcu mniej niż roczna produkcja niektórych szwajcarskich marek, również z bardzo wysokiej półki. Przez niezwykle precyzyjne dopracowanie detali najprostsze wykonuje się w dziewięć miesięcy, a bardziej skomplikowane w ponad dwa lata. Złożenie tego, który tak spektakularnie spadł z majowej aukcji, zajęło prawie dekadę.

Niebo nad Genewą

Żeby kieszonkowy zegarek o dwóch tarczach miał aż 33 mechanizmy, w kopercie o średnicy niecałych 9 cm musiało się zmieścić 1728 elementów. Czteroletnią produkcję poprzedziło więc pięć lat przygotowawczych obliczeń i projektów, które pozwoliły w 1989 r. wypuścić na rynek najbardziej skomplikowany model, na jaki producent mógł się zdobyć. Calibre 89 ma 4 cm grubości i zdecydowanie nie jest przeznaczony do noszenia pod mankietem, mimo że niektóre z funkcji dobrze byłoby mieć na co dzień pod ręką. Duma warsztatu wyposażona jest w końcu we wszystko, czego można oczekiwaćpo skomplikowanym zegarku — funkcji tak praktycznych, jak możliwość ustawienia alarmu czy pokazywanie temperatury i daty. Calibre 89 raczej nie powstał jednak po to, żeby zwiększać użyteczność, tylko dla uczczenia 150. rocznicy marki Patek Philippe czymś popisowym, odznaczającym się na rynku precyzją i trudnością wykonania. W zegarki o takim potencjale nie inwestuje się dla surowca, ale warto zauważyć, że ręcznie wykonana złota koperta na dwie masywne tarcze waży aż 0,5 kg. Ten element zegarka z reguły produkowany jest maszynowo i poza warsztatem — jak podaje katalog Christie’s, wykonawcy patków oddzielają jednak kawałki szlachetnego metalu ręcznie i na miejscu, posługując się metodami stosowanymi w XIX w. W niecałe 10 lat takiej żmudnej pracy zdołali wyposażyć model w mechanizmy pokazujące wschody i zachody Słońca, fazy Księżyca, a nawet niewielki model sfery. Na imitującym niebo szafirowym dysku umieszczono 2,8 tys. złotych gwiazdek w pięciu rozmiarach, stosownie do stopnia jasności, a po drugiej stronie przezroczystego szafiru — Mleczną Drogę usypaną pyłem ze złota. Wiadomość, co każdej nocy migocze nad Szwajcarią, nie jest może kluczowa dla inwestora, ale przyszły właściciel, który prawdopodobnie będzie mógł liczyć na obniżkę, i tak skorzysta. Bez znaczenia, czy trafi na praktyka, kolekcjonera z sejfem czy srokę bez umiaru.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Patku Philippie, spadaj!