Październik zamroził ceny. Inflacja bazowa w Polsce najniższa od 2019 roku

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2025-10-31 18:52

Po zaskakująco niskich danych o inflacji w październiku wraca temat kolejnej obniżki stóp procentowych w Polsce. Rada Polityki Pieniężnej ma twardy orzech do zgryzienia.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

W ostatnich miesiącach ceny konsumpcyjne w Polsce praktycznie przestały rosnąć. Miniony październik mógł być nawet pod pewnymi istotnymi względami najmniej inflacyjnym październikiem od szesnastu lat, jak można wyczytać ze wstępnych danych GUS. Bank centralny szykował się do dłuższej przerwy w luzowaniu polityki pieniężnej, ale po spojrzeniu na te dane może to jeszcze przemyśleć. Decyzja nie jest łatwa.

Z szybkiego odczytu powstającego na podstawie niepełnych danych wynika, że ogólna inflacja konsumencka w październiku wyniosła 2,8 proc., wobec 2,9 proc. we wrześniu. Krok po kroku zbliżamy się do celu inflacyjnego NBP (2,5 proc.).

Ale jak zwykle najwięcej ciekawych rzeczy widać głębiej w danych. Inflacja bazowa, czyli ta nieuwzględniająca żywności i energii, na którą Rada Polityki Pieniężnej patrzy szczególnie uważnie, spadła prawdopodobnie do 3 proc. z 3,2 proc. we wrześniu. Piszę „prawdopodobnie”, bo GUS nie podaje szczegółowych wyliczeń, więc bazuję na moich niedoskonałych szacunkach. Tym samym ten wskaźnik mógł się znaleźć na najniższym poziomie od listopada 2019 r. Obniża się on systematycznie.

Jeszcze ciekawsze jest spojrzenie na miesięczną zmianę cen. Szacuję, że inflacja bazowa liczona miesiąc do miesiąca mogła wynieść zero lub odnotować zaledwie minimalny plusik. Jeżeli ostateczne dane to potwierdzą, to będzie to najmniejsza miesięczna zmiana cen bazowych w październiku od 2009 r. Październik przynosi zwykle sezonowe podwyżki, ale tym razem ich nie widać.

To, co dzieje się z cenami, dowodzi, że fala inflacji jest całkowicie za nami. Jedyną jej pozostałością jest podwyższona dynamika płac, która przekracza jeszcze 7 proc. w ujęciu rok do roku. Ale ewidentnie nie przekłada się to na ceny. W obecnym cyklu bowiem to płace podążają dwa kroki za cenami, a nie odwrotnie. Firmy miały jeszcze założone w budżetach podwyżki na ten rok, ale plany na 2026 r. – jak pokazują badania z Szybkiego Monitoringu NBP – zakładają najniższe podwyżki wynagrodzeń od połowy 2020 r. Jeszcze ciekawsze jest to, że plany podwyżek wynagrodzeń są mniejsze niż średnio w latach 2016-19. Naprawdę trudno dziś mówić o presji cenowej ze strony rynku pracy.

Czy jest więc sens utrzymywać stopy procentowe na podwyższonym poziomie? Na to pytanie musi sobie odpowiedzieć Rada Polityki Pieniężnej, która we wtorek, 4 listopada, zaczyna swoje posiedzenie.

Jest jednakowoż kilka argumentów za tym, by nie spieszyć się z dalszą redukcją kosztu pieniądza po trzech z rzędu obniżkach. Gospodarka wykazuje ostatnio oznaki przyspieszenia. Cykl inwestycji publicznych rozkręca się. Bezrobocie (mierzone badaniami ankietowymi) nie rośnie. Nastroje konsumentów są dobre, a nastroje firm lekko się poprawiły.

Jeżeli gospodarka wchodzi na trajektorię wzrostu w okolicach 4 proc. – czego nie można wykluczyć – to gdzieś za rogiem jakaś nowa presja inflacyjna może się pojawić.

Możesz zainteresować się również: