Ministerstwo skarbu nie przejmuje się zamieszaniem w hazardowym gigancie. A do spółki wracają współpracownicy Władysława Jamrożego.
Czwartkowy tekst „PB” o zamieszaniu, wywołanym uruchomieniem przez PO kadrowej miotły w Totalizatorze Sportowym, wywołał burzę. Do decyzji sądu, który uznał, że radę nadzorczą hazardowego giganta (co roku wpłacającego do budżetu ponad 1 mld zł) wymieniono niezgodnie z prawem, odniosło się Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP), wydając specjalne oświadczenie.
— Jesteśmy zaskoczeni postanowieniem sądu. W naszej opinii zmiany dokonane w składzie rady nadzorczej TS są zgodne z prawem, a sama rada jest władna podejmować prawomocne decyzje — mówi Michał Chyczewski, wiceminister skarbu, odpowiedzialny za sektor hazardu.
Jego zdaniem, potwierdza to fakt, że sąd wykreślił z rejestru spółki odwołanych przez nową radę prezesa Jacka Kalidę i członka zarządu Sławomira Łopalewskiego. Tyle że — zdaniem prawników, z którymi rozmawialiśmy — ta druga decyzja sądu to oczywisty błąd.
Rada bez mocy
— Jeśli sąd stwierdził wadę prawną przy powołaniu rady,
to nie może uznawać za wiążącą jej decyzji. Także dotyczących zmian w zarządzie.
Te decyzje są bowiem nieskuteczne. To niekonsekwencja, która powinna zostać
uchylona — twierdzi jeden z ekspertów.
O braku konsekwencji sądu przekonany jest też Grzegorz Sołtysiński, jedyny nieodwołany członek zarządu TS, który w tej sprawie też konsultował się z prawnikami. Tyle że zdaniem hazardowej spółki (tak jak MSP) do rejestru powinny być wpisane zmiany i w zarządzie, i w radzie.
Prawnicy, z którymi się konsultowaliśmy, są innego zdania. Powód? Zgodnie z ustawą o komercjalizacji i prywatyzacji w spółkach, których jedynym udziałowcem jest skarb państwa (jak w TS), 2/5 składu rad nadzorczych powinni obsadzić pracownicy. A w nowej radzie TS jest dwóch pracowników i aż czterech przedstawicieli MSP.
— Stosunek dwa do pięciu to nie to samo, co dwa do sześciu — podzielił te wątpliwości sędzia w uzasadnieniu postanowienia, do którego dotarł „PB”.
W oświadczeniu MSP przekonuje, że w przeszłości w przypadku innych spółek skarbu państwa naruszenie proporcji 2/5 było akceptowane przez sądy rejestrowe. Nie podaje jednak żadnych przykładów.
Wszystko już było
Przypadek samego TS nie jest optymistyczny. Obecne
zamieszanie jako żywo przypomina to z 2006 r., ujawnione przez „PB”. Po wyborach
wygranych przez PiS skład rady TS został zmieniony, a sąd rejestrowy tych zmian
nie uznał. Właśnie ze względu na naruszenie ustawy o komercjalizacji (w radzie
TS nie było przedstawicieli pracowników).
W rezultacie przez blisko rok tak wielka spółka jak TS działała z władzami niewpisanymi do rejestru handlowego. Ostatecznie w wyjściu z impasu pomógł MSP błąd formalny sędziego, który nie podpisał się pod kluczową decyzją.
Chaos w TS przełożył się nie tylko na wymierne straty dla spółki (spadek udziału w rynku hazardu o blisko 10 proc.), ale też budżetu państwa. Hazardowy gigant w 2006 r. wpłacił do budżetu ponad 100 mln zł mniej niż rok wcześniej.
Na razie zarówno MSP, jak i Grzegorz Sołtysiński zapewniają, że TS działa normalnie. Zamieszanie z władzami, które zafundowała spółce PO, z pewnością nie wpłynie dobrze na jej sytuację. Tym bardziej że kontrowersji wokół zmian w radzie nadzorczej jest więcej. Na krótką listę kandydatów do niej trafiły trzy osoby, którym w przeszłości zarzucano działania niezgodne z interesem TS. Kiedy napisały o tym media, wybrano trzy nowe osoby, w tym Andrzeja Rzońcę, znajomego… Michała Chyczewskiego.
Doradca od Jamrożego
To nie wszystko. Jak ustaliliśmy, jedna z trzech
osób, które wypadły z krótkiej listy, właśnie została zatrudniona w…
Totalizatorze Sportowym. Chodzi o Piotra Staronia, który pracował już w TS w
latach 2000-02, za prezesury Władysława Jamrożego, przez którego — według
prokuratury — TS stracił ponad 50 mln zł. MSP zrezygnowało z kandydatury
Staronia do rady po tym jak media przypomniały, że brał udział w podpisaniu
umowy na zakup obligacji spółki Code, na których TS stracił kilkadziesiąt
milionów złotych.
— Gazety będą musiały te informacje sprostować. W sprawie Code, na polecenie przełożonego, przygotowałem tylko jedną mało istotną notatkę — zapewnia Piotr Staroń.
Przyznaje, że pracuje w TS jako doradca. O swojej pensji (według naszych informacji — ponad 10 tys. zł) nie chciał rozmawiać. Sprawę jego zatrudnienia w TS obiecał sprawdzić Michał Chyczewski, który dowiedział się o tym od nas.



