Petropolacy poszybowali

Grzegorz Nawacki
opublikowano: 2010-03-30 00:00

Liczyli na ropę i wielkie zyski. Na razie są wściekli, rozczarowani i liczą straty

Błędna strategia, naiwność, brak odwagi — tak eksperci mówią o inwestujących w Petrolinvest.

"Co pan sobie wyobrażał, pozwalając na publikacje tak jednoznacznych komentarzy i informacji na temat Petrolinvestu? Wielu ludzi, którzy cenili wasze zdanie i opinie, straciło przez was tysiące złotych. Co, dostaliście dolę od Ryśka K., żeby nagonić leszczy? Powinien się wami zająć KNF!" — takiego e-maila dostał redaktor naczelny "Pulsu Biznesu". Dotyczył on głośnych publikacji o Petrolinveście. Najpierw, 10 marca, "Puls Biznesu" jako pierwszy napisał o wejściu do spółki Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOR). Kilka dni później obszernie opisaliśmy nawiązanie współpracy z Totalem, francuskim potentatem z branży naftowej. Informacje, potwierdzone komunikatami ze spółki podziałały na wyobraźnię inwestorów — w kilka dni akcje zdrożały z 18,7 zł do 42,9 zł, czyli o blisko 130 proc. To był szał zakupów — w szczytowym momencie obroty przekroczyły 264 mln zł. Żadną spółką nie obracano tak chętnie.

Wściekłość inwestorów wywołało to, co wydarzyło się później. Od 18 marca kurs zaczął ostro zjeżdżać i na zamknięciu wczorajszej sesji akcje kosztowały jedynie 19,11 zł.

— Gram na giełdzie od wielu lat. Inwestowałem w Elektrim, ale to przy Petrolinveście pikuś. Nigdy w życiu nie widziałem czegoś takiego, takich wahań przy takich obrotach. Na dodatek wbrew płynącym ze spółki informacjom. Do tego tajemnicze fundusze, emisje akcji, obietnice prezesa, plotki i spekulacje — narzeka Wojtek z Katowic.

Szał zakupów

Na sesji przed pojawieniem się informacji o wejściu EBOR dokonano 1,4 tys. transakcji, a obroty sięgnęły 20 mln zł. W dniu publikacji było to odpowiednio 7 tys. i 136 mln zł. Potem spirala się nakręcała — 15 marca zawarto ponad 10,5 tys. transakcji o wartości blisko 190 mln zł. Na dwóch spadkowych sesjach liczba transakcji przekraczała już 12,5 tys. Kto handlował?

— To nie jest homogeniczna grupa. Ciekawe było to, że Petrolinvest obudził wielu śpiących inwestorów. Akcje kupowały osoby, które przez wiele miesięcy, a niekiedy nawet lat, nie dokonywały żadnych transakcji. Mieli tylko zapisane akcje kupione w IPO, a teraz skusili się na Petrolinvest — mówi przedstawiciel jednego z domów maklerskich.

Rozmawialiśmy z kilkoma z nich, internautami z portalu pb. pl, którzy zadawali spółce pytania w ramach Akcji Inwestor. W Petrolinvest zainwestowali w różnym czasie i różne kwoty, ale ich historie mają podobny scenariusz.

— Spółką interesuję się od października 2007 r., wtedy kupiłem pierwsze akcje w cenie około 300 zł, które podrożały do 390 zł. Zdarzało mi się na głębszych przecenach dokupić trochę akcji w celu uśrednienia portfela — obecnie dysponuję całkiem sporym, jak na swoje możliwości, pakietem akcji w średniej cenie wyższej niż ostatnie maksima 40-42,50 zł, ale jednak dużo niższej niż 300 zł. Od maja 2009 r. zacisnąłem zęby i cierpliwie czekałem na rozwój wydarzeń i komunikaty dotyczące uzyskiwania finansowania. Inwestycję traktowałem długoterminowo i nie prowadziłem gry typu daytrading, ale, niestety, także nie chroniłem kapitału zleceniami stop-loss — przyznaje Marek.

Zimny prysznic

Od debiutu kurs spadał i spadał, aż doszedł do dna — około 13 zł w lutym. Eksperci wytykają, że niestosowanie stop-loss to spory błąd.

— W każdej instytucji zarządzającej aktywami obowiązuje mechanizm, który wymusza zamykanie pozycji po określonym spadku w celu minimalizowania strat. Nie wiem, co przyświeca niektórym ludziom, że w każdej chwili potrafią uzasadnić trzymanie akcji, mimo że kurs ciągle spada — mówi Adam Ruciński, doradca inwestycyjny.

Ci inwestorzy nie tylko nie chronili kapitału, ale sięgali do portfeli. Tak było w przypadku Marka Ussa, który przygodę z Petrolinvestem zaczął na początku 2008 r. od kupna 100 akcji w cenie 300 zł.

— Skuszony niskim kursem akcji spółki oraz zapowiedziami wejścia EBOR i partnera strategicznego postanowiłem uśrednić cenę akcji, dokupując w różnych okresach jeszcze 300 akcji. Z drżeniem serca obserwowałem, jak kurs pikuje i osiąga cenę poniżej 13 zł. W pewnym momencie postanowiłem, że gdy kurs spółki spadnie do wartości nominalnej akcji, 10 zł, dokupię jeszcze 500. No i przyszły informacje o zaangażowaniu EBOR i Totala. Żałowałem, że nie dokupiłem po 13 zł, ale pomyślałem: trudno, teraz kurs będzie powoli szedł do góry i chociaż odzyskam pieniądze — mówi Marek Uss.

Nie był jedyny. W marcu w serca wielu drobnych akcjonariuszy Petrolinvestu wstąpiła nadzieja.

— Mimo tak głębokiego spadku kursu nie sprzedałem akcji. W końcu pojawiły się informacje o wejściu EBOR, Totala i funduszy. Odżyły nadzieje na lepsze jutro i odrobienie strat — mówi Wojtek z Katowic.

— Informacja o EBOR bardzo mnie ucieszyła i trochę uspokoiła. Kurs zaczął ładnie odbijać i szybko pokonał poziom 20 zł, potem 30 zł. Towarzyszyły temu wysokie obroty. Kilka dni później, około północy, pojawiła się na stronach portalu pb.pl informacja o podpisaniu umowy z Totalem. Wtedy nabrałem jeszcze bardziej pozytywnego nastawienia i sądziłem, że kurs na dobre zmienił kierunek i rozpoczął trend wzrostowy. Na zamknięciu obronił 40 zł i było dużo więcej zleceń kupna niż sprzedaży. I to także mnie uspokoiło — opowiada Marek W.

W ciągu dwóch kolejnych sesji kurs spadł o 22,5 proc. i 19,5 proc. przy obrotach około 200 mln zł.

— To, co się działo z kursem, doprowadzało mnie do palpitacji serca. Wiadomo, że co szybko urosło, musi też spaść, ale zakres wahań i niepewność co do dalszej drogi kursu jest zatrważająca — mówi Marek Uss.

Magia nazwiska

Co ich skłoniło do zainteresowania się Petrolinvestem? Wszyscy rozmówcy zapewniają, że analizowali spółkę, przedstawiają się jako długoterminowi inwestorzy, którzy liczą na zysk z wydobycia ropy. Z pewnym ale.

— Inwestycja jest długoterminowa, ale jeżeli w międzyczasie uda się trochę zarobić na spekulacji, to tym lepiej — mówi inwestor o nicku j.w.

— Spadek kursu wykorzystam na pewno do zakupu akcji, chociażby do krótkoterminowej spekulacji — zapowiada Marek Uss.

Eksperci sugerują, że nie tylko czarne złoto przyciąga do spółki.

— To inwestorzy, którzy przyjęli strategię inwestowania w osoby. Jedni ślęczą nad raportami, szczegółowo analizując dane, inni kierują się analizą techniczną, a ta grupa głęboko ufa, że przy tak znanych i zamożnych osobach nie można stracić. Jak pokazuje historia, strategia ta nie zawsze się sprawdza — mówi Adam Ruciński.

Wspólny wróg

Mariusz kupił akcje rok temu.

— Kupiłem spekulacyjnie, wierząc, że spółka w końcu zacznie wydobycie, co obiecywał prezes Gricuk, a w perspektywie był dawno obiecywany EBOR. Impulsem do zakupu była też informacja o wejściu funduszu GEM po 60 zł za akcję. Wejście GEM, jak się później okazało, to było skubanie drobnych akcjonariuszy — mówi Mariusz.

GEM to jeden z najbardziej znienawidzonych przez drobnych graczy inwestor na GPW. Ten amerykański fundusz obejmuje akcje, a następnie je sprzedaje, dołując kurs. Tak było m.in. w Centrozapie.

— Skala ostatnich spadków mnie rozczarowała. Zakładałem, że będą dużo mniejsze. No, ale jeżeli GEM gra na krótko, to czego można się spodziewać. Źle oceniam obecność funduszu GEM i jemu podobnych, ponieważ jest w pozycji uprzywilejowanej, jeżeli chodzi o możliwość pożyczania akcji i gry na krótko — mówi j.w.

Ale GEM nie jest jedynym wrogiem drobnych akcjonariuszy Petrolinvestu.

— Zawsze mnie irytowały zagmatwane redakcje komunikatów ze spółki, niezrozumiałe ruchy na akcjach — mówi Marek.

Inwestorów irytuje także brak komunikacji ze spółką — Petrolinvest to jedna z nielicznych spółek, która nie odpowiada na pytania w Akcji Inwestor. A dostała ich kilkadziesiąt.

Nie przebierają w słowach, gdy mówią o Pawle Gricuku, prezesie spółki, i Ryszardzie Krauzem, głównym akcjonariuszu. Zarzucają im manipulowanie informacjami i rozwadnianie kapitału przez wiele emisji z wyłączeniem prawa poboru.

— Obserwując poczynania tych dwóch panów, uważam, że powinni być postawieni przed sądem za manipulowanie informacjami i kursem w celu osiągnięcia korzyści majątkowych kosztem drobnych akcjonariuszy, których traktują jak dawców kapitału — uważa Mariusz.

Tłumaczenie straty wynikiem działania innych jest, zdaniem psychologów, naturalne.

— Obwiniając innych, wzbudzają w sobie poczucie krzywdy, które redukuje lęk. Lubią czuć się pokrzywdzeni, bo poczucie krzywdy usprawiedliwia sytuację, w której się znaleźli — tłumaczy Leszek Mellibruda, psycholog biznesu.

Zaślepienie ropą

Wszyscy nasi bohaterowie stracili na tej inwestycji i czują się oszukani. Mimo że na giełdzie jest kilkaset innych spółek, są jednak wierni Petrolinvestowi.

— Jest grupa inwestorów, która szuka wysokich stóp zwrotu w krótkim czasie. Gdy się nie uda i kurs spadnie o kilkadziesiąt procent, stają się inwestorami długoterminowymi. Liczą, że odrobią straty, a nadzieja jest podsycana przez wszelkie dobre informacje. Wtedy często dokupują akcje, by uśrednić cenę, i grzęzną w spółce jeszcze bardziej. W końcu starają się wyprzeć tę inwestycję, zapomnieć o spółce, licząc, że kiedyś kurs wróci do poprzednich poziomów. W odróżnieniu od instytucji drobni inwestorzy nie stosują okresowego przeglądu portfela. Instytucje nie patrzą na stopy zwrotu, ale na perspektywy — komentuje Roland Paszkiewicz, dyrektor biura analiz CDM Pekao.

To zaślepienie w przypadku Petrolinvestu ma też inne wytłumaczenie.

— To zjawisko określane mentalnym księgowaniem — każdą inwestycję rozpatrują osobno, nie myślą o tym, że mogą się wycofać i na innej inwestycji zarobić, odrabiając stratę. Tkwią w jednej inwestycji — mówi Leszek Mellibruda.

Wycofać się nie jest łatwe.

— Inwestując, złożyli swego rodzaju deklarację i mają kłopot z wycofaniem się. Nie postępują racjonalnie. Mała elastyczność w podejmowaniu decyzji to odruch mało kontrolowany, ludzie wychwytują wszelkie, nawet najdrobniejsze informacje utwierdzające ich w przekonaniu, że trzeba poczekać, że passa się odwróci, osłabiające i spłycające argumenty za wycofaniem się. To byłoby przyznanie się do błędu. Takim ludziom towarzyszy dziwne uczucie, coś pomiędzy chciwością a lękiem. Z jednej strony chcą wiele zarobić, a z drugiej boją się podjąć ryzyko, wyjąć i stracić. Ich myślenie przestaje być racjonalne — mówi Leszek Mellibruda.

Akcjonariusze marzą o jednym.

— Mam nadzieję, że skończy się produkcja akcji i zacznie rzetelne informowanie o postępach w pracach poszukiwawczych i w końcu wydobywczych, bo bez wydobycia się nie zarabia — mówi Marek Uss.

Między wierszami przebija się jednak inne marzenie — by powtórzył się taki rajd, jaki zdarzył się od 10 do16 marca, ale by trwał dłużej.