Choć wydaje się, że do sylwestra jeszcze daleko, to warto się zastanowić, gdzie spędzić ostatnią noc w roku. Już niebawem może zabraknąć miejsc.
Sylwester ważną nocą jest. Koniec i kropka. Więc trzeba go uczcić. Ale co zrobić, gdy nie za bardzo chce się wciskać w garnitur lub modną suknię i przez cały wieczór grzecznie się uśmiechać? Gdy, między Bogiem a prawdą, marzy się o odrobinie spokoju? Wyjechać. Zwłaszcza że moda na huczne imprezy odeszła do lamusa.
— Wielkie bale przebrzmiały i nic nie wskazuje na to, by wróci- ły — zapewnia Monika Brzyw- czy, redaktor naczelna magazynu „Café”.
W świat
Skoro nie bal, to co? Można połączyć przyjemne z pożytecznym. Czyli świętować nadejście Nowego Roku wystarczająco daleko, by całkowicie zapomnieć o pracy, a przy okazji podreperować skołatane nerwy.
— Polacy odkryli, że okres świąteczno-noworoczny idealnie się nadaje na urlop i coraz więcej z nich świętuje poza domem — mówi Magdalena Plutecka z biura podróży Neckermann.
Dokąd wyjechać?
— Coraz częściej łączy się zabawę sylwestrową ze zwiedzaniem egzotycznych regionów świata. Polacy, jeśli wybierają luksusową imprezę na Malediwach lub w Dubaju, rezerwują hotele najwyższej klasy, zapewniając sobie dostęp do ekskluzywnych rozrywek — wymienia Marta Radzicka z portalu Wakacje.pl.
Powodzeniem cieszą się też mało znane egzotyczne kierunki.
— Potwierdza to duże zainteresowanie w tym roku naszymi nowymi ofertami: Marokiem, Dżerbą czy mniej znanymi Wyspami Kanaryjskimi: Fuerteventurą i Lanzarotte — podsumowuje Magdalena Plutecka.
Ofert jest tyle, że każdy znaj- dzie coś dla siebie. Choćby Rzym. Romantyczne noce, małe kafejki. A
wokół spontaniczni Włosi. I oczywiście zabytki. Albo Hiszpania. Flamenco i najmodniejsze sklepy. Tu znajdą coś dla siebie miłośnicy i wąskich uliczek, i miejscowych knajpek, i przyjęć w luksusowych hotelach. Można też odwiedzić Laponię, ojczyznę św. Mikołaja. Co prawda, już będzie po gwiazdce, ale może da się przekonać tego świętego, by w przyszłym roku bardziej się postarał.
Za blisko? To może Meksyk. Przyjazna temperatura. Kaktusy. A do tego tajemnicze piramidy Azteków i Świątynia Pierzastego Węża. Albo antypody. Po powrocie zdjęcia z kangurem w tle będą doskonałym ubarwieniem opowieści.
Jeszcze komórka ma zasięg? To może Antarktyda. Przecież nikt nie słyszał, by pingwiny miały telefony.
Za zimno? Za ekstremalnie? I na to znajdzie się rada. Można przecież, po prostu, wyjechać do ciepłych krajów. I gdy inni szczękają zębami z zimna, wygrzewać się w słońcu nad brzegiem basenu lub oceanu. Albo zafundować sobie odrobinę luksusu. I to są kierunki, które Polacy bardzo polubili.
— Dużym zainteresowaniem klientów cieszą się wyjazdy do Egiptu i na Wyspy Kanaryjskie. Klienci decydują się również na połączenie wypoczynku aktywnego z witaniem Nowego Roku, rezerwując wyjazdy narciarskie na przełomie grudnia i stycznia — wymienia Marta Radzicka.
Odrobina spokoju
Głusza. Wyjątkowo modna w tym sezonie. Kameralna leśniczówka na Mazurach, gospodarstwo agroturystyczne na Kaszubach lub pensjonat w górach.
— Popularny jest sylwester w głuchej puszczy przy kominku i grzanym winie. Tak, by uciec od tłumu i hałasu — mówi Monika Brzywczy.
Wystarczy zapakować do walizki szampana, ciepły sweter, trochę jedzenia i wybrać kierunek. W Polsce najpopularniesze od wielu lat są góry. Ale w kurortach raczej nie ma co szukać spokoju. Na zakopiańskich Krupówkach wieczorem trudno się przecisnąć. Ale już w Bieszczadach o ciszę łatwiej. Jednak to nie jedyne miejsce w kraju, gdzie można znaleźć ciche pensjonaty. Wystarczy uciec kilkanaście kilometrów od modnych miejscowości. A jest w czym wybierać, bo właściciele pensjonatów wabią gości dodatkowymi atrakcjami: zjazdem na miotle, kuligiem czy pieczeniem prosiaka. I lepiej się pospieszyć, bo coraz częściej się słyszy: Przykro mi, ale wszystkie pokoje są już zajęte.
Na pewno gwarancję spokoju dają Kaszuby. Ta część Polski nawet latem nie dorównuje popularnością Mazurom czy Tatrom. A jest tu wszystko — lasy, jeziora, blisko do morza. Dodatkowo z roku na rok rośnie liczba pensjonatów i gospodarstw agroturystycznych. Większość działa również w zimie. Podobnie nad Biebrzą. A tam dodatkowo można sobie urządzić bezkrwawe polowanie na łosia.
Bez względu na to, który kierunek się wybierze, istotne jest jedno — uciec od zgiełku.
— Aby nie spotkać tłumu, jedzie się bardzo daleko w egzotyczną podróż, np. do Zanzibarze lub w mało znane zakątki Azji, albo z grupą znajomych, np. na Kaszuby — mówi Monika Brzywczy.
Zostaje jeszcze jedno bardzo istotne pytanie — łoś czy pingwiny?
