Piractwo a sprawa polska

Janusz Lewandowski
opublikowano: 12-12-2008, 00:00

Wolność mórz, jak każda wolność, przestaje być wartością, gdy jest nadużywana. Ogłaszając wiekopomne tezy "Mare liberum" w roku 1609, Hugo Grotius otwierał złoty wiek handlu morskiego, ale nie mógł przewidzieć piractwa i innych zagrożeń. Takich choćby, jak morska wizyta w Polsce w roku 2003 pływającej kliniki aborcyjnej "Langerort", która służy do eksportowania poglądów holenderskich emancypantek. Lecz inwazja "Kobiet na falach" to pół biedy, w porównaniu z morskim najazdem terrorystów na Bombaj, a przede wszystkim z renesansem piractwa u wybrzeży Afryki.

Powrót piratów na morskie szlaki — w epoce nawigacji satelitarnej i wszechobecności NATO — należy do niemiłych sensacji XXI wieku. Kiedyś nowożytni piraci nękali statki w rejonie Moluków, ale przejściowo. Somalia daje piratom oparcie na lądzie. Na razie są bezkarni, a świat bezradny. Być może odpowiedzią będą konwoje przypominające ochronę alianckich transportów przed U-Bootami w czasie II wojny światowej.

Działalność kryminalno-terrorystyczna, zwana piractwem morskim, ma przykre skutki ekonomiczne. Zwiększa koszty ubezpieczeń, wydłuża trasy, podnosi koszty dostaw i tym samym ceny towarów. Przyspiesza dekoniunkturę w handlu morskim, która i tak nadchodzi. Objawi się z większą siłą i zaciąży nad zamówieniami armatorów akurat wtedy, gdy nasze stocznie — po końskiej kuracji — będą szukały klienteli. Oto skutek marnowania czasu koniunktury. Tak ma się piractwo do sprawy polskiej.

Janusz Lewandowski

europoseł Platformy Obywatelskiej

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Janusz Lewandowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu