Płacenie bez pieniędzy

Dorota Czerwińska
opublikowano: 03-10-2008, 00:00

Dodatkowe świadczenia są elementem systemu motywacyjnego, a także skutecznym sposobem na zatrzymanie pracownika w firmie.

Szkolenia, rozwój, zdrowie, elastyczna praca

Dodatkowe świadczenia są elementem systemu motywacyjnego, a także skutecznym sposobem na zatrzymanie pracownika w firmie.

Rosnąca rola dodatków pozapłacowych to coraz bardziej widoczny trend w zarządzaniu ludźmi. Zmienia się także pakiet świadczeń. Najbardziej popularny obecnie bonus to szkolenia. Z badań płacowych przeprowadzanych przez firmę doradczą Hay Grup wynika, że 95 proc. pracodawców oferuje pracownikom samochody służbowe, coraz częściej także do prywatnego użytku, przede wszystkim dla handlowców i menedżerów. Już 78 proc. firm oferuje również dodatkowe świadczenia zdrowotne — abonamenty medyczne lub ubezpieczenia. Tymi świadczeniami coraz bardziej interesują się sami pracownicy.

Co by kto chciał

Prawie 60 proc. firm oferuje zatrudnionym służbowe telefony komórkowe również do celów prywatnych, a ponad 60 proc. karnety na zajęcia sportowe. Co druga firma pozwala zabierać służbowe laptopy do domu, a 46 proc. dofinansowuje pracownikom naukę.

Lista świadczeń oferowanych przez firmy jest długa. Ale jest też problem z wdrażaniem systemów motywacyjnych. Najczęściej dotyczy określenia, co motywuje konkretnego pracownika. Nie wszystkich przecież uszczęśliwia darmowy karnet na basen, za to woleliby np. rozszerzony pakiet medyczny dla członków rodziny. Tymczasem zaledwie 11 proc. firm w Polsce proponuje swoim ludziom tzw. systemy kafeteryjne (polegają na możliwości wyboru przez pracownika z listy kilku lub kilkunastu świadczeń tych, które chce otrzymywać). Tymczasem w USA ma je 50 proc. przedsiębiorstw, w Wielkiej Brytanii ponad 20 proc., a na Węgrzech ponad 35 proc. Zdaniem specjalistów, takie systemy najlepiej sprawdzają się tam, gdzie liczy się indywidualizm, a wynagrodzenia są ponadprzeciętne.

Tylko nie odchodź

Przez ostatnie trzy lata odsetek pracowników, którzy odeszli z firm, wzrósł prawie dwukrotnie. Przyczyny to przede wszystkim niesatysfakcjonujące wynagrodzenie i brak możliwości awansu. Rzadziej chodzi o konflikt z przełożonym, czyli czynnik, który jeszcze kilka lat temu był na pierwszym miejscu.

Pracodawcy nie dają za wygraną i starają się zatrzymać najlepszych ludzi. W jaki sposób? Z badania Hay Group wynika, że 30 proc. firm ma i stosuje sformalizowany program (niezależny od standardowej polityki zatrudnienia), który ma powstrzymać pracowników przed zmianą pracodawcy (są to tzw. systemy retencyjne). Część przedsiębiorstw kieruje je do wszystkich grup pracowników, ale zdecydowana większość tylko do wybranych, najczęściej finansistów, informatyków, inżynierów, logistyków i pracowników produkcji. Zdaniem specjalistów z Hay Group, chodzi o to, że są to grupy, które najtrudniej i najkosztowniej pozyskać dziś na rynku pracy.

Programy retencyjne bazują głównie nie na dodatkowych pieniądzach, jakie pracownik miałby otrzymywać, ale na szkoleniach i możliwościach rozwoju (24 proc.), dodatkowych świadczeniach medycznych (16 proc.) i elastycznych formach pracy (13 proc.). Podwyżki, czyli tzw. premie retencyjne, np. za ukończenie projektu, stosuje 10 proc. badanych firm, a podwyżki retencyjne 8 proc.

To profilaktyka. Gdy natomiast pracownik zaskakuje szefów decyzją o odejściu, aż 62 proc. pracodawców próbuje go zatrzymać. Specjaliści mówią wtedy o retencji ad hoc. Najczęściej stosowaną zachętą jest oferowanie szkoleń i podwyżek płac zasadniczych. Najrzadziej proponuje się samochód służbowy i możliwość elastycznego czasu pracy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Czerwińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu