PLOTKI Z PARKIETU I OKOLIC
Były prezes KGHM nadal wzbudza emocje
Jedną z osób, która wzbudza na Dolnym Śląsku ogromne kontrowersje, jest Stanisław Siewierski, były prezes KGHM Polska Miedź. Ostatnio znów rozgorzały emocje wokół eks-szefa miedziowego giganta. Tym razem miały one podłoże polityczne, a związane były z wręczeniem mu nagrody miasta Lubina Anno Domini 98. Wybrany w ubiegłym roku samorząd przyznał ją właśnie Stanisławowi Siewierskiemu. Swą decyzję Dariusz Milka, prezydent miasta, umotywował tym, że były szef KGHM był jednym z najbardziej profesjonalnych i skutecznych prezesów grupy, który uchronił jej pracowników przed masowymi zwolnieniami. Ta decyzja spotkała się z protestami Tadeusza Maćkały, byłego prezydenta miasta, posła z ramienia AWS i zaciętego przeciwnika poprzedniego zarządu KGHM. Złośliwi komentatorzy wytykają eks-prezydentowi, że jego kadencja — w przeciwieństwie do czasu szefowania Siewierskiego — niczym ciekawym się nie wyróżniła. TM
Liczy się nie tylko zysk
Jerzy Starak, przewodniczący rady nadzorczej firmy Terpol-Płyny Infuzyjne w Chociwiu i Carlos del Salto, wiceprezes Baxter International (na zdjęciu po prawej), podpisali umowę dotyczącą wspólnego przedsięwzięcia. Zakłady w Chociwiu skorzystają przede wszystkim z amerykańskiego know-how. Możliwe będzie także rozszerzenie oferty m.in. na płyny stosowane w dializie otrzewnowej, możliwej do przeprowadzania w domu.
— Dziś szacujemy rynek na 2,5 mln USD — za kilka lat to będzie 150 mln USD. Podejmując produkcję w kraju, łagodzimy skutki deficytu bilansowego w handlu zagranicznym. Dzięki temu nie będziemy wozić wody przez Alpy. Przewidujemy także eksport płynów infuzyjnych, na razie tylko do Czech i na Węgry. Tu jednak nie chodzi tylko o pieniądze, raczej o ulżenie chorym, umożliwienie im normalnego funkcjonowania, kontynuowania pracy zawodowej — to jest misja do spełnienia. To wstydliwa sprawa, żeby 40-milionowy kraj do tej pory nie wprowadził metody dializowania w domu, podczas gdy stosują ją już np. Czesi i Węgrzy — podkreśla Jerzy Starak. RZ
Dyrektor też człowiek, potrzebuje relaksu
Jak stresująca jest praca w agencjach reklamowych, każdy może sobie wyobrazić. Współpracownicy Chrisa Matyszczyka, dyrektora kreatywnego Ammirati Puris Lintas, znaleźli na to sposób. Swojemu szefowi sprawili miłą niespodziankę — kupili mu zabawkę w postaci piłkarzyków.
— Okazuje się, że jest to gra nie tylko dla dzieci. Przy niej świetnie się relaksuję. W trakcie gry również wpadam na pomysły nowych reklam — tłumaczy Chris Matyszczyk.
Jego pracownicy wiedzieli co robią. Od momentu gdy piłkarzyki stanęły w gabinecie Chris Matyszczyk mniej się na nich denerwuje. MAZ
Trzeba ćwiczyć umysł
Opracowaną na Uniwersytecie Bundeswehry w Hamburgu metodę nauczania m.in. języków obcych, wykorzystującą zwiększoną chłonność umysłu w stanie relaksu, zaprezentowano w Polsce po raz pierwszy w 1991 roku. Specyficzne urządzenia pojawiły się na polskim rynku ponad cztery lata temu, a pierwsze centra nauki Sita rok później. Hasło reklamowe Sita obiecuje osiągnięcie efektów „roku nauki w tydzień”. Niedawno opublikowane wyniki badań prof. Reinera Dietricha z Wydziału Psychologii na Uniwersytecie Bundeswehry w Hamburgu mają potwierdzać, że jesteśmy w stanie w tym czasie przyswoić sobie średnio 1138 obcych słów i zwrotów, a więc zakres rocznego kursu.
— Skuteczność tej metody testowałem na sobie. Zacząłem w 1990 r. od nauki języka niemieckiego. Poświęciłem na to trzy tygodnie. Nie twierdzę, że od razu osiągnąłem perfekcję, ale umożliwiło mi to kontakty, a w efekcie wzbogacenie moich umiejętności. Sprawnie posługuję się tym językiem do tej pory. Dopiero bowiem możliwość komunikowania się sprawia, że język zaczyna być doskonały. Toteż nie polecam metody Sita osobom, którym brak motywacji, które nie zamierzają korzystać z nowo zdobytej wiedzy, choćby czytając lub oglądając filmy w oryginale — mówi Jerzy Kowalewski, prezes Sita. RZ