Plusy dodatnie i ujemne

Paweł Mazurkiewicz
opublikowano: 12-12-2006, 00:00

Mam wspaniałą wiadomość dla wszystkich czytelników „PB”: PIT pójdzie ostro w dół! Zostaną tylko dwa progi podatkowe oraz stawki 18 proc. i 32 proc.

Wnikliwi czytelnicy oczywiście zwrócili uwagę na czas przyszły użyty w powyższych zdaniach. Biorąc pod uwagę odległy horyzont czasowy planowanych zmian w PIT (1 stycznia 2009 r), jest on tu szczególnie zasadny.

Ale po co w ogóle obiecywać obniżenie podatku za dwa lata? Dlaczego nie można wprowadzić tych zmian natychmiast? Rządowa koalicja odpowiada: bardzo byśmy chcieli, lecz dzisiaj nas nie stać. Niestety, nikt nie wyjaśnił, co takiego ma się wydarzyć w najbliższych dwóch latach, że w 2009 r. już nas „będzie stać”. Logika rozumowania wydaje się dość prosta: jak obniżymy podatki, to może nam w budżecie zabraknąć, a jak zostawimy na tym samym poziomie, to niezależnie od tego, co się stanie i tak nikt nie będzie miał pretensji.

W zderzeniu z takim sposobem myślenia dyskusja staje się bezprzedmiotowa. Dlatego warto zadać pytanie, które pozwoliłoby na otwarcie dyskusji o obniżeniu podatków z innej perspektywy: czy ktokolwiek z oponentów szybkiego obniżenia podatku dochodowego od osób fizycznych próbował przeanalizować, czy i jakie może nastąpić podwyższenie wpływów podatkowych na skutek obniżenia stawki PIT?

Materiał porównawczy, i to czysto empiryczny, już mamy — w 2003 r. dokonano bardzo ostrej obniżki stawki CIT (z 27 proc. na 19 proc.). Jak wynika z publicznie dostępnych analiz, nie przełożyło się to wcale na obniżkę wpływów z tego podatku. Wręcz przeciwnie, w ostatnich latach wpływy z CIT rosną. Oczywiście istotnie wpływa na to dobra koniunktura w gospodarce, jednak sytuacja ta powinna nakłonić analityków resortu finansów do zbudowania modelu korelacji między obniżeniem stawek podatku, a wysokością wpływów z tego podatku. Wobec braku takiego modelu, dyskusja o obniżeniu podatków nie ma dzisiaj po prostu rzetelnych podstaw merytorycznych. W dyskusji publicznej wskazuje się tylko na możliwe zmniejszenie wpływów z PIT, bez uwzględnienia skutku w postaci podwyższenia wpływów.

Taka arytmetyka przypomina rozumowanie jednego z bohaterów kultowej komedii „Nie ma róży bez ognia”: byłem ci winny stówę, a ty mnie dwie stówy, no to razem wisisz mi trzysta złotych. W filmie sentencja ta śmieszy, w życiu gospodarczym państwa — niestety znacznie mniej.

Paweł Mazurkiewicz

doradca podatkowy, partner w MDDP Michalik Dłuska Dziedzic i Partnerzy

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Mazurkiewicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy