Pojawiła się druga szansa na współpracę między PKP a holenderskim przewoźnikiem. Tym razem w zakresie transportu towarowego.
Urzędnicy z polskiego i holenderskiego ministerstwa transportu rozmawiają o możliwościach obsługi kolejowej portu w Rotterdamie przez działających w naszym kraju przewoźników. W grę wchodziłoby m.in. uruchomienie pociągów wahadłowych, łączących port z jego środkowoeuropejskim zapleczem. Mogłyby się tym zająć spółki z grupy PKP lub firmy prywatne. Tym ostatnim sprzyjają nowe, bardziej liberalne przepisy unijne.
— Gdyby polskie firmy włączyły się w ten łańcuch logistyczny, mogłyby liczyć na wysokie marże. Jednak na razie to tylko plany. Nie doszło do żadnych ustaleń ani na szczeblu międzyrządowym, ani wśród samych przewoźników — mówi Krzysztof Kulesza z Departamentu Kolejnictwa w resorcie transportu.
To już drugie podejście Holendrów do polskiego rynku kolejowego. Trzy lata temu próbowali na nim zaistnieć, obsługując przewozy pasażerskie. Na początek w województwie zachodniopomorskim. Obsługą pociągów regionalnych i pospiesznych miała się zająć spółka Nedkoleje, joint venture PKP i ich holenderskiego odpowiednika — Nederlandse Spoorwegen.
Holendrzy chcieli też zmodernizować tabor PKP. Plany były ambitne i zaawansowane, ale została po nich tylko sterta dokumentów. Dlaczego?
— Rozmowy z przedstawicielem kolei holenderskich prowadziliśmy od 2002 r. Niestety, brak chęci współpracy ze strony PKP w tworzeniu spółki Nedkoleje spowodował, że Holendrzy wycofali się z projektu — twierdzi Józef Jastrzębski z Urzędu Marszałkowskiego Województwa Zachodniopomorskiego.
Zdaniem Michała Wrzoska, rzecznika PKP, strona holenderska sama zrezygnowała, kiedy zobaczyła, że stworzony przez nią biznesplan nie ma szans realizacji.
— Przygotowali go na podstawie własnych stawek dostępu do infrastruktury, kilkakrotnie niższych od obowiązujących w Polsce. Założyli też, że wjadą na polskie tory, jeśli poziom dofinansowania do przewozów ze strony państwa będzie taki jak w Holandii. Czyli kilkakrotnie wyższy. Kiedy okazało się, że musieliby dopłacać do deficytowych połączeń regionalnych, projekt upadł — wyjaśnia Michał Wrzosek.
Deficyt obecnie dotuje Grupa PKP. Jej najbiedniejsza spółka, Przewozy Regionalne, miała w ubiegłym roku 600 mln zł straty.