reportaŻ Słodka i ziołowa. Elegancka i z fasonem. Trzy kolory, tyleż smaków. Cóż to? Polska wódka. Na New Connect.
Właściciele marki ViaGuara pół żartem mówią, że zanim zabrali się do biznesu alkoholowego, znali go już dobrze od strony konsumenckiej.
— Pan Wedel robił czekoladę pod swój smak. Pan Lindt w Szwajcarii — pod swój. A my postanowiliśmy zrobić własną wódkę kolorową — opowiada Mirosław Wierzbowski, reprezentujący firmę MW Investments, głównego akcjonariusza ViaGuary.
I to w trzech smakach. Wytrawna w czarnej butelce, słodka — z migdałami w białej i ziołowa — z nutką jägermeistera w zielonej. Do wszystkich dodano szczyptę brazylijskiej guarany.
Wódka na giełdę
Ostatniego sierpnia ViaGuara — wśród pięciu spółek — zadebiutowała na nowym warszawskim rynku giełdowym New Connect — w zamierzeniu: platformie rozwoju małych i średnich firm.
— Kiedyś komuś pożyczyłem pieniądze, potem nie mogłem ich odzyskać. Wtedy padła propozycja, bym za długi wziął ViaGuarę. I tak zostałem właścicielem ładnej nazwy na wódkę. Nie miałem jednak pozwolenia na jej sprzedaż — wspomina Wierzbowski.
Firma zaczęła działać w 2002 r., najpierw jako spółka z o. o., a potem w formie spółki akcyjnej.
— Wyszliśmy z prostego założenia: żeby się napić piwa, nie trzeba kupować browaru. Jesteśmy właścicielami marki wódki i czuwamy nad jej dystrybucją — dodaje Wierzbowski.
Trunek na zlecenie produkowała Warszawska Wytwórnia Wódek Koneser. Potem wytwarzanie przeniesiono do Polmosu w Józefowie.
— Nie byliśmy zadowoleni z jakości usług. Podpisaliśmy umowę z Polmosem w Siedlcach — opowiada Krzysztof Berzyński, prezes zarządzający ViaGuary.
Wschód z Zachodem
Koleje losu prezesów ViaGuary są nie mniej ciekawe niż sposób, w jaki zostali jej właścicielami.
— Z Polski wyjechałem w 1977 r. — z przekonaniem, że nie wrócę. Trafiłem najpierw do Wiednia, potem do Australii, by w końcu wylądować w Salt Lake City w USA. Jako elektronik zajmowałem się tam m.in. produkcją terminali i komputerów dla wojska. Potem rok jeździłem też na tirach — wspomina Wierzbowski.
Pracował jeszcze w Redioniksie, firmie tworzącej pierwsze systemy ostrzegania przeciwpożarowego z wykorzystaniem mikroprocesorów. Do przełomu w jego karierze doszło w 1984 r.
— Przeszedłem wówczas do Sun MicroSystems. Osiem lat pracowałem w Australii, Japonii, Hongkongu i Niemczech. A potem poznałem słynnego Mike’a Della i przeniosłem się do filii jego firmy w Warszawie. I tak w 1991 r. wróciłem do Polski — dodaje Wierzbowski.
Po wygaśnięciu trzyletniego kontraktu zaproponowano mu wyjazd do Moskwy. Odmówił. Przez dwa lata miał zakaz pracy dla konkurencji. Pół roku jeździł po Europie. Potem zaczął inwestować w nieruchomości.
— Stworzyłem Europejski Fundusz Hipoteczny, który kupuje hotele i oddaje je w dzierżawę na 20 i więcej lat — wyjaśnia Wierzbowski.
A kariera drugiego prezesa? Takich jak on w poprzednim systemie nazywano prywaciarzami.
— Po studiach założyliśmy z żoną firmę produkującą sztuczną biżuterię. Wysyłaliśmy ją m.in. do Związku Radzieckiego i na Kubę. Do początku lat 90. interes szedł świetnie. Wtedy postanowiłem postawić na — pierwszy w Warszawie — sklep z serami, przy ul. Dobrej. A potem? Poszedłem krok dalej i usadowiłem się na rynku jogurtów — wspomina Berzyński.
Przedsiębiorcy poznali się w Polsce. Lubią się też prywatnie. Wspólnie, z rodzinami, jeździli na narty, ale interesy prowadzili osobno. Do czasu.
— Wiedziałem, że Krzysztof ma bogate doświadczenie. Dlatego zaproponowałem mu poprowadzenie mojego nowego przedsięwzięcia — przyznaje Wierzbowski.
Jak zareagował znajomy?
— Życie jest jak pudełko czekoladek. Nigdy nie wiadomo, którą się wyciągnie. To prawda Forresta Gumpa, ale przecież nie tylko. Zafascynował mnie pomysł i możliwość zbudowania czegoś od podstaw — wyznaje Berzyński.
Marka i smak
Obaj lubią dobry alkohol. Ale kiedy zaczynali działać w wódczanej branży, niewiele o niej wiedzieli.
— Najgorsi liderzy to tacy, którzy myślą, że zjedli wszystkie rozumy. Mnie pomógł Emil Underberg. Dwa lata temu, dzięki pośrednictwu przyjaciół, zaprosił mnie do swego zamku — siedziby jego alkoholowego imperium — i pół dnia dawał wskazówki, co i jak powinienem robić — opowiada Wierzbowski.
Wspomina, że kiedy zainwestował w Żurawie Wieżowe, mówiono na nie złom, a teraz w swojej kategorii firma jest na drugim miejscu w Polsce, a w przyszłym — wierzy — będzie na pierwszym.
Nad smakiem ViaGuary pracują specjaliści z laboratorium w siedleckim Polmosie. Wybór właściwego zajmuje kilka miesięcy. Tyle czasu trwają testy ślepe, wśród znajomych i rodziny.
— Kiedyś poprosiłem, by zrobiono mi wódkę z malin. Na co spece mówią, że prawdziwa malina odpada, bo gorzka. Ale się uparłem. Spróbowałem — i dopiero wtedy uwierzyłem, że tego się nie da wziąć do ust — wspomina swoje pierwsze doświadczenia Wierzbowski.
Skąd pomysł na czystą kolorową?
— Podróżując po świecie, zauważyłem, że w wielkich sklepach monopolowych stoi ponad dwieście gatunków czystych wódek, w tym tylko kilka kolorowych. Pomyślałem, że aby zrobić kolejną czystą, trzeba być albo samobójcą, albo człowiekiem z branży, naprawdę specjalistą, no i mieć dużo pieniędzy — tłumaczy Wierzbowski.
Przez pierwsze półrocze 2007 r. sprzedali około 22 tys. butelek tego trunku, czyli prawie tyle, co przez cały zeszły rok. Twierdzą, że to dopiero początek szerokiej drogi. n
Niemiecki ród
Underberg jest jedną z najznamienitszych niemieckich marek alkoholowych. Grupa, słynąca z produkcji win, sektów i wódek, zwłaszcza bittera, powstała w 1846 r. z inicjatywy Huberta Underberga I. Teraz zarządza nią czwarte i piąte pokolenie założycieli. Grupa składa się z ponad 30 spółek zależnych, a jej roczne obroty sięgają pół miliarda euro.
Komputerowy gigant
Notowaną na Nasdaq amerykańską firmę produkującą komputery Dell Computer Corporation założył w 1984 r. 19-letni Michael Dell, ówczesny student informatyki na uniwersytecie w Teksasie w Austin. Sławę i pieniądze przyniosły mu znakomite komputery osobiste i laptopy. Dell produkuje także serwery i palmtopy. Jego siedziba mieści się w Round Rock (Teksas). Według magazynu „Forbes”, majątek Mike’a Della w 2006 r. szacowano na blisko 17,1 miliardów dolarów. Daje mu to 12. miejsce na liście najbogatszych ludzi świata. Pierwszą pozycję od lat zajmuje inny amerykański komputerowy gigant Bill Gates. Zdaniem Della, „firma, która nie istnieje w internecie, za pięć lat przestanie istnieć w ogóle”.
Nowe połączenie biznesowe
30 sierpnia, pod nazwą New Connect, na GPW ruszył nowy rynek dla spółek technologicznych i z sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Dzięki temu firmy te mogą zdobyć dodatkowy kapitał do dalszego rozwoju. Eksperci szacują, że do końca roku na New Connect zadebiutuje około 30 spółek. W dniu otwarcia było ich pięć, w tym ViaGuara.
Czekoladowe życie
Z ponad 150-letnią historią Wedel, ze słynnym podpisem Emila Wedla, jest jedną z najstarszych marek polskich. Fabryka, którą w 1851 r. przy ul. Miodowej w Warszawie założył Karol Wedel, była pierwszą taką w Polsce. Pierwsza prasowa reklama czekolady wedlowskiej pojawiła się w 1869 r. W 1894 r. Emil Wedel przeniósł się do nowo wybudowanej kamienicy przy ul. Szpitalnej 8, gdzie do dzisiaj mieści się pijalnia czekolady. Firmę przejął w 1999 r. rodzinny brytyjski koncern Cadbury, który od 1824 r. specjalizuje się w produkcji czekolady. W tegorocznym rankingu marek Premium Brand 2007 Wedel został uznany za markę najwyższej reputacji w kategorii produktów żywnościowych.
Marcin Zawiśliński
