Jesteśmy na ścieżce złotej reguły konwergencji

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2025-01-30 20:00

Mozolnie, ale systematycznie polski PKB rośnie w relacji do PKB Unii Europejskiej. Trwałość jest tu najważniejsza.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Świat niewątpliwie nie jest liniowy. Wiele zjawisk można jednak przybliżyć prostymi, liniowymi trendami i ścieżka rozwoju Polski jest najlepszym przykładem. Od wielu lat relacja PKB Polski do średniej PKB dla Unii Europejskiej (w przeliczeniu na głowę mieszkańca) rośnie niemal po linii prostej. W ostatnich kwartałach powróciliśmy na tę ścieżkę po różnych perturbacjach związanych z pandemią i kryzysem energetycznym. Jest to pokazane na wykresie, który w tym momencie uznaję za najbardziej optymistyczną demonstrację sytuacji polskiej gospodarki.

Ostatnie dane pokazują, że PKB Polski rósł w IV kw. w tempie 3,2-3,5 proc. rok do roku, a Unii Europejskiej 1,1 proc. Różnica to 2 pkt proc., idealnie zbieżna ze średnią historyczną. Sprawia to, że stosunek PKB zwiększa się o ok. 1 pkt proc. rocznie — licząc w euro wynosi teraz 51 proc., a przeliczając na parytet siły nabywczej niecałe 80 proc. Trwałość tego procesu sprawia, że możemy nazwać go traktować jako regułę.

Polska gospodarka zmaga się z wieloma wyzwaniami strukturalnymi: rosnącymi kosztami pracy i energii, nadmierną inflacją i wysokimi stopami procentowymi, recesją demograficzną, niską stopą inwestycji przedsiębiorstw. Na razie nie przekłada się to jena strukturalne osłabienie procesu konwergencji, czyli stopniowego zamykania luki w PKB na głowę mieszkańca w stosunku do zamożniejszych krajów. Dzieje się tak trochę dlatego, że kraje rozwinięte same mają wiele problemów. Niemcy w ogóle się nie rozwijają, Francja i Włochy notują bardzo niski wzrost.

Teoretycznie problemy strukturalne polskiej gospodarki mogą w końcu zablokować lub osłabić proces konwergencji. Ale w przeszłości tyle razy wieszczono gospodarce trwałe spowolnienie, które nie nadchodziło, że dziś mało kto odważyłby się na taką dozę pesymizmu. Jak coś działa przez kilka dekad, tak jak reguła 1 proc., to trzeba mieć w ręku bardzo solidne argumenty, żeby przekonywać o nadchodzącej zmianie trendu.

Jest jeszcze inna grupa argumentów — takich, że Polska rozwija się za wolno, mogłaby nadrabiać wobec UE znacznie więcej niż 1 pkt proc. rocznie. W teorii jest to oczywiście możliwe, ponieważ w teorii generalnie wiele rzeczy łatwo sobie wyobrazić, natomiast w praktyce bardzo mało krajów notowało przez kilka dekad szybszą ścieżkę relatywnego wzrostu. Azjatyckie tygrysy, takie jak Korea czy Tajwan, notowały minimalnie szybszą trajektorię konwergencji, a znaczna większość krajów na świecie notuje i notowała słabsze tempo nadganiania. W rozwoju ważniejsza jest trwałość niż dynamizm. Bardzo szybki wzrost i później recesja są gorsze niż trwale umiarkowany wzrost.

Gdyby ktoś dziś zaoferował mi możliwość, że Polska utrzyma przez kolejne lata regułę 1 proc., brałbym to w ciemno z entuzjazmem.

Możesz zainteresować się również: