Siedziałem któregoś listopadowego wieczoru z grupą zagranicznych menedżerów jednej firmy. Najważniejszy z nich powiedział: dziś Polska jest jedynym jasnym punktem w europejskiej gospodarce. To mógł być oczywiście kurtuazyjny komplement, ale raczej nie był.
Na tle pesymizmu panującego w większości krajów Unii Europejskiej nasz kraj rzeczywiście wyróżnia się na plus pod wieloma względami: jest najszybciej rosnącą gospodarką UE (poza fabryką faktur – Irlandią) z indeksem giełdowym zyskującym w ciągu roku prawie 50 proc., walutą zyskującą 13 proc. wobec dolara, rosnącymi cenami obligacji skarbowych. Nie zaszkodziły nam nawet obniżki perspektyw ratingu przez dwie duże agencje ratinowe – Fitch i Moody’s. Obawy o rosnący dług publiczny stoją w przedpokoju i czekają na wpuszczenie na imprezę.
Sukces nigdy jednak nie jest dany raz na zawsze. Mamy dobre podstawy, by utrzymać niezły wzrost, bo jesteśmy krajem mało zadłużonym (licząc dług publiczny i prywatny) i nieprzeinwestowanym, z konkurencyjnym i dynamicznym sektorem średnich przedsiębiorstw, wciąż dużym głodem awansu ekonomicznego w społeczeństwie. Ale będziemy się też zmagali z nowymi wyzwaniami: wzrostem liczby emerytów i dużym obciążeniem wydatkami zbrojeniowymi, które łącznie mogą utrudnić mobilizowanie zasobów na produktywne inwestycje, rosnącym protekcjonizmem na świecie, destabilizacją ładu politycznego, który przyniósł nam prosperity.
Oto na co warto zwrócić uwagę w 2026 r., by śledzić postępy polskiej gospodarki.
Walka o G20
W 2025 r. polski PKB liczony w dolarach przewyższył analogiczny poziom dla Szwajcarii i dzięki temu Polska stała się 20. największą gospodarką świata. Na pewno jest to fakt, który wzmacnia narrację polskiego sukcesu wśród inwestorów i firm, a także ambicje ekonomiczne obywateli.
Warto powalczyć o to, by Polska stała się formalnie członkiem grupy G20, bo dałoby to naszej klasie politycznej coś, czego bardzo jej wciąż brakuje: możliwość budowania opowieści o Polsce w kontekście światowym, a nie tylko lokalnym. Nasi politycy na razie mówią światu głównie o tym, czego my chcemy – ochrony, szacunku, inwestycji. Ale kraj z ambicjami musi też posiąść zdolność opowiadania o tym, jaki świat chcemy budować. Byłaby to okazja to ekspansji mentalnej, a nie tylko finansowej.
Ale warto pamiętać o jednej rzeczy – trzymamy się w gronie 20 największych gospodarek świata na włosku. Wedle prognoz MFW w 2026 r. nasza gospodarka w ujęciu dolarowym będzie o ok. 3 proc. większa od szwajcarskiej, wystarczy więc deprecjacja złotego wobec franka, byśmy z tego grona wypadli. Sukcesy symboliczne są narażone na szybkie pęknięcia.
Zejście z cyklicznej góry
Rok 2026 ma szansę być dobrym pod względem wzrostu PKB, ponieważ nastąpi długo oczekiwany szczyt wydatkowania funduszy europejskich. Wygląda na to, że inwestycje publiczne wreszcie zaczynają przyspieszać. Ale to tylko efekt cykliczny.
Dla firm, inwestorów i wszystkich podejmujących decyzje długookresowe znacznie ciekawsza jest strukturalna trajektoria gospodarki. Najważniejsze pytanie jest takie, czy nasz potencjał wzrostu znacznie ucierpi na zmianie demograficznej. Czy po 2026 r. będziemy zmierzać do wzrostu rzędu 3+ czy 2+.
Eksport, nie inwestycje
Choć uwaga opinii publicznej skoncentrowana jest na inwestycjach, ważniejszy dla oceny perspektyw gospodarki będzie eksport. Dynamika eksportu będzie nam pokazywała, na ile przedsiębiorstwa są w stanie poradzić sobie z istotnym wzrostem realnego kursu walutowego, relatywnych cen energii i relatywnych stóp procentowych w Polsce. Na ile utrzymujemy zdolność ekspansji na rynkach światowych dzięki wzrostowi produktywności. Dlatego z uwagą będę obserwował na przykład to, jak zmienia się nasz udział w docelowych rynkach zbytu.
Wzrost gospodarczy bierze się nie z ekspansji kapitału fizycznego, ale z podnoszenia wydajności i wdrażania coraz lepszych metod produkcji. Jest masa krajów przeinwestowanych (jak kraje południa Europy w pierwszej dekadzie XXI w.), a nie ma żadnego kraju, który cierpiałby z powodu dużego wzrostu produktywności. Oczywiście kapitał jest istotny dla wzrostu produktywności, ale jeszcze ważniejsze są zdolności menedżerów i pracowników, innowacyjność, edukacja. Patrzmy na to.
Ile satelitów wystrzelimy w kosmos
W 2025 r. Polska wystrzeliła swojego pierwszego satelitę wojskowego w kosmos. Właściwie zrobiła to fińsko-polska firma Iceye, ale jest to satelita Sił Zbrojnych RP. Jest to jakiś sygnał, że duże wydatki zbrojeniowe zaczynają stopniowo przekładać się na krajowy potencjał technologiczny. A skala tego przełożenia może być bardzo istotnym czynnikiem determinującym rozwój technologiczny kraju.
Ogromne wydatki publiczne (i spółek skarbu państwa) na zbrojenia, technologie zielonej energii, cyfryzację i ochronę zdrowia tworzą ogromny rynek dla innowacji, który może pozwolić rozwijać się polskim firmom w zupełnie nowym kierunku. Sukces polskiej gospodarki w nadchodzących 10-20 latach może zależeć od tego, czy na tym rynku zaczną rozwijać się krajowe technologie, czy też uzależnimy się całkowicie od importu technologii zza granicy. Nie chodzi oczywiście o to, by zamknąć się na konkurencję zagraniczną, ale by umiejętnie mobilizować krajowy sektor przedsiębiorstw do uczestniczenia w światowym wyścigu technologicznym w wybranych niszach.
Próba ratingowa
W 2026 r. czeka nas próba ratingowa. Dwie agencje zagroziły redukcją oceny wiarygodności kredytowej i gdyby tego dokonały, to Polska byłaby bardziej narażona na negatywne reakcje inwestorów finansowych. A przyrost emisji obligacji jest tak duży, że ostatnia rzecz, jakiej potrzebujemy, to wyprzedaż rynkowa polskich obligacji.
Nie chciałbym nadawać decyzjom agencji nadmiernego znaczenia, bo ostatecznie krytycznym czynnikiem dla inwestorów jest wzrost gospodarczy. Ale czasami małe zmiany potrafią uruchomić duże efekty, więc decyzje Fitcha i Moody’s to będzie jedno z ciekawszych wydarzeń 2026 r.
Początek podchodów pod wybory
Konflikt polityczny w Polsce na razie nie ma zauważalnego wpływu na gospodarkę i wycenę polskich aktywów. Ale im bliżej 2027 r., tym więcej będzie się dyskutowało na rynku o tym, jaki może być wynik wyborów parlamentarnych za dwa lata i ich wpływ na warunki ekonomiczne. Ekspansja ugrupowań otwarcie antyunijnych i antykukraińskich wprowadziła do polskiej polityki nową dynamikę, która może inaczej oddziaływać na wyobraźnię firm i inwestorów. Aczkolwiek ta zmiana w istocie zwiększa też prawdopodobieństwo, że przy władzy utrzyma się obecny obóz rządzący.
Poszukiwanie skutków końca wojny
O przyszłości Polski nie można dyskutować w oderwaniu od wojny rosyjsko-ukraińskiej. Wojna oddziałuje na naszą gospodarkę wieloma kanałami. Z jednej strony zwiększa premię za ryzyko i niechęć globalnych podmiotów do lokowania kapitału w Polsce. Mimo hossy na giełdzie wycena polskich spółek jest wciąż niższa niż średnia dla rynków wschodzących – niższa niż przed rozpoczęciem wojny. Z drugiej strony wojna zwiększyła zasoby siły roboczej w Polsce, co pozwoliło odłożyć w czasie moment końca tzw. dywidendy demograficznej. Co więcej, im dłużej Ukraina walczy, tym bardziej w czasie oddala się moment, kiedy Rosja może stanowić zagrożenie dla innych państw.
Wydaje się, że mimo wszystko zakończenie wojny byłoby dla Polski pozytywne: pierwszy kanał (spadek premii za ryzyko) byłby ważniejszy niż drugi (odpływ pracowników, ryzyko geopolityczne), choć oczywiście wpływ ten byłby bardzo zróżnicowany między branżami. Czy jednak zakończenie wojny, chociażby w formie zawieszenia broni, jest możliwe? Niby negocjacje pokojowe idą do przodu, ale to wszystko wygląda na teatr. Na platformach predykcyjnych prawdopodobieństwo zawieszenia broni w 2026 r. jest wyceniane na mniej niż 50 proc.
