Polskie e-auto staje do konkursu

KAJ
06-03-2017, 18:10

Za kilka miesięcy będzie wizualizacja elektrycznego malucha dla mas. Na razie są nagrody, światełko w tunelu i obietnica bardzo taniego ładowania.

Elektromobilność ostatnimi czasy rozgrzewa rządowy PR mocniej niż Elon Musk swoją ukochaną Teslę. Gdy Krzysztof Tchórzewski, minister energii, ogłaszał konkurs na koncepcję miejskiego samochodu elektrycznego, towarzyszyły mu dobrze znane już slajdy o przyszłej ustawie o elektromobilności i całym ekosystemie mającym towarzyszyć nowej gałęzi przemysłu w Polsce. 

Krzysztof Kowalczyk
Zobacz więcej

Krzysztof Kowalczyk

Fot. WM, Puls Biznesu

- Zacznijmy od tego, czy takie auto polskiej produkcji to w ogóle realny pomysł – takie stwierdzenie padło z sali.

- Mnie urzekł ten spacer Łukasiewicza po łące, gdy widział te ogniki tańczące na powierzchni brudnego płynu. I to zmieniło świat, lampa naftowa zmieniła świat – opowiedział Tchórzewski, przyznając jednocześnie, że jako kraj „porywamy się w ciemno na coś, co może się nie udać”.

Zastrzegał przy tym, że samochód nie będzie budowany stricte ze środków państwowych spółek składających się na kapitał zakładowy EMP.  Tak finansowana będzie jedynie wczesna faza projektu.

Ursus pasuje

750 tys. – taka jest pula nagród w konkursie na miejski samochód elektryczny made in Poland. Prototypy w ilości nawet 100 sztuk mają jeździć po polskich miastach już w 2018 r. 

- Na etapie jeżdżących prototypów to Polacy mają wybrać najlepszy ich zdaniem projekt – obiecuje Krzysztof Tchórzewski, minister energii.

Jednocześnie polityk zastrzegł, że prototyp nie oznacza, że Energa, PGE, Tauron i Enea, akcjonariusze spółki Electromobility Poland (EMP) będą dalej inwestować w homologację miejskiego auta. EMP, z obecnym budżetem 10 mln zł chce animować lokalny rynek do tego, by na bazie istniejących kompetencji i rozwiązań rozwijać nową branżę nad Wisłą. Entuzjastą tego projektu nie jest m.in. Karol Zarajczyk, prezes Ursusa, który niedawno na łamach „PB” zapowiedział, że jego spółka zabrała się do tworzenia polskiego samochodu – małego dostawczaka.

- Nie zamierzamy brać udziału w wyścigu na projekt miejskiego samochodu elektrycznego. Możemy natomiast dać bazę produkcyjną, jednak sami nie chcemy otwierać nowego frontu. Nas interesują pojazdy użytkowe, tu widzimy swoje szanse – podkreśla Karol Zarajczyk.

Magia 70 proc.

Krzysztof Kowalczyk, dyrektor zarządzający EMP uważa, że w Polsce nie brakuje ludzi zdolnych do wykazania się na etapie koncepcyjnym. Wiedza jest również w samym EMP.

- Wiedza w Polsce jest, nasi inżynierowie i designerzy pracują dla największych koncernów motoryzacyjnych na świecie. Do tego współpracujemy z Przemysłowym Instytutem Motoryzacji oraz Instytutem Transportu Samochodowego. Celem jest koncepcja auta w cenie porównywalnej do samochodów spalinowych klasy A  - wyjaśnia Krzysztof Kowalczyk. 

Krzysztof Tchórzewski przyznaje, że wciąż towarzyszy mu poczucie, że marzenia o zalążku nowej motoryzacji w Polsce, skażone są wysokim ryzykiem porażki. Co jeśli się nie uda?

- Nawet jeśli ta koncepcja się nie powiedzie, to i tak motoryzacja zmieni swoje oblicze na elektryczne. Dlatego niezależnie od planów EMP spółki energetyczne będą budować infrastrukturę do ładowania a także pracować nad inteligentnym licznikiem. Ten ostatni umożliwi nocne ładowanie aut w cenie 70 proc. niższej niż taryfa dzienna – mówi minister energii.

Na razie wiosną poznamy zarys karoserii miejskiego malucha, a za rok dowiemy się, kto zbuduje jego prototypy.

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: KAJ

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Motoryzacja / Polskie e-auto staje do konkursu