Południe radzi sobie samo
W koszyku spółek podrzuconych przed kilku laty przez MSP Nafcie Polskiej, oprócz złotych jaj, jakimi były Petrochemia Płock i CPN, znalazły się też jaja kukułcze — rafinerie południowe. NP — zobligowana do przeprowadzenia restrukturyzacji i prywatyzacji całego sektora — długo udawała, że na południu Polski nikt paliw nie produkuje. Zapomniana piątka rafinerii po cichu jakoś wiązała koniec z końcem, głównie dzięki ulgom podatkowym.
PRZYPOMNIANO SOBIE o rafineriach na chwilę, gdy okazało się, że dla dwóch — Trzebini i Jedliczy — znajdzie się miejsce w holdingu byłej Petrochemii, czyli dziś PKN. Nadal jednak nikt w NP nie miał pomysłu, gdzie upchnąć pozostałą trójkę przedsiębiorstw budowanych z nadmiernym rozmachem, bo z myślą o utworzeniu na ich bazie południowego kompleksu paliwowego.
DOPIERO groźba ostatecznego zamknięcia przerobu ropy — ze względu na zaostrzające się w 2002 r. normy jakościowe — zmobilizowała same spółki do działania. Gorlicki Glimar — jedyna z rafinerii południowych, która ma szansę na samodzielne inwestycje — zdecydował się przejść na produkcję niszową. Jasło oraz Czechowice, nie widząc możliwości znalezienia inwestora, postanowiły przekształcić się w holdingi i sprywatyzować majątek kawałek po kawałku.



