Pracownie architektoniczne odnotowały spadek zamówień

Agnieszka Janas
23-04-2002, 00:00

Trudności na rynku nieruchomości mogą mieć dobry wpływ na poziom architektury i budownictwa w Polsce.

Przedstawiciele kilku największych pracowni architektonicznych przyznają, że w stosunku do sytuacji sprzed 1998 r. zanotowali wyraźny spadek popytu na projekty. Odnotowany spadek liczby wydawanych pozwoleń na budowę oznacza wstrzymanie inwestowania w nieruchomości na poziomie tak wysokim jak w latach 90. W efekcie wyhamowuje to rozwój branży budowlanej i powoduje trudności w prowadzeniu działalności na każdym poziomie planowania i realizacji projektu. Podkreślają jednocześnie, że obecnej sytuacji na rynku nie można nazwać kryzysem. Uważają, że jest to normalne zjawisko, z którym należało się liczyć i przygotować do niego w okresie najlepszej koniunktury.

— W latach 90. sytuacja pracowni architektonicznych była, pod względem liczby zamówień i tempa pracy, nadzwyczajna. Budowano tam, gdzie to tylko było możliwe. Musiało to mieć wpływ na jakość projektów oraz standard i wykonanie budynków. Architekci ścigali się z czasem, koncentrując się głównie na dotrzymaniu terminu wyznaczonego przez dewelopera. Jakość architektury często była zagadnieniem drugorzędnym — mówi Marcin Sadowski, architekt, partner w JEMS Architekci.

Projektanci przyznają, że obecnie, w warunkach wzrastającej konkurencji na rynku nieruchomości, obserwują dużo większą rozwagę w podejmowaniu decyzji przez dewelopera czy inwestora, już na etapie projektowania budynku.

— Trudności na rynku nieruchomości mogą mieć dobry wpływ na poziom architektury i budownictwa w Polsce. Wybierając projekt klienci kierują się jakością produktu oraz kryteriami estetycznymi. Architektura stała się elementem marketingu obiektu — zauważa Szymon Wojciechowski, właściciel APA Wojciechowski.

Podkreśla także, że w sytuacji spadku liczby zamówień kondycja pracowni uzależniona jest m.in. od sposobu jej prowadzenia.

— W okresie dekoniunktury musimy nauczyć się obniżać koszty, pracować efektywniej, pilnować budżetu projektu i poziomu współpracy z klientem. Każda firma powinna liczyć się z tym, że po okresie prosperity może nastąpić okres słabszej koniunktury. Dlatego też, korzystając z dobrej sytuacji na rynku, firma powinna zapewnić sobie siedzibę, osprzęt do pracy i zbudować zespół pracowników. Nam udało się tak zrobić i dzięki temu nie musimy teraz inwestować w środki trwałe — dodaje Stefan Kuryłowicz, prezes APA Kuryłowicz and Associates.

Przedstawiciele pracowni zauważają, że poza Warszawą nie wystąpiło aż tak duże „przegrzanie” rynku jak w stolicy. Wynika to z tego, że w terenie budowało się mniej. Nadal więc potrzebne są tam biura, magazyny itp. Podkreślają, że zły stan dróg i słabo rozwinięta infrastruktura są przyczyną ograniczeń w inwestowaniu poza Warszawą.

W tej chwili nawet najbardziej renomowane pracownie muszą się starać o klientów.

— Jedną z najlepszych dróg zdobycia zlecenia są konkursy, niezależnie od tego, czy mają one formę publiczną i organizuje je SARP, czy też prowadzone są przez inwestorów. Wygranie sprawia, że pojawia się pierwsza nić porozumienia między inwestorem a pracownią. Kolejnym źródłem zleceń są klienci zadowoleni ze współpracy z nami, którzy polecają nasze usługi znajomym — wyjaśnia Marcin Sadowski.

Niektóre pracownie same starają się poszukiwać możliwości inwestowania.

— Aby ułatwić sobie dostęp do zleceń, staramy się „wyjść przed inwestora” i proponujemy realizację naszego projektu na znalezionym przez nas terenie. W tym celu analizujemy sytuację w gminach oraz staramy się wiedzieć, co, kto i gdzie szykuje do sprzedaży — mówi Grzegorz Stiasny, dyrektor i partner pracowni architektonicznej Are.

Wszyscy przyznają jednak, że większość nowych zleceń pochodzi od stałych klientów. Źródłem, z którego w praktyce nie udaje się im pozyskać klientów, są zamówienia publiczne. Tłumaczą to tym, że jedynym kryterium przyjętym podczas takiego przetargu jest cena, a dobry produkt oferowany przez nich nie może być tak tani, jak tego oczekuje organizator przetargu.

Aby pracownia mogła dobrze funkcjonować, potrzebuje nie tylko dobrej opinii o jej projektach architektonicznych, ale też musi być postrzegana jako sprawny i zaufany partner na etapie realizacji inwestycji. Podstawą sukcesu jest, zdaniem architektów, zrozumienie potrzeb klienta, umiejętność przekonywania go do proponowanych rozwiązań oraz profesjonalizm i konsekwencja na etapie budowy. Postępowanie takie traktowane jest jako standardowe zarówno przez architektów, jak i inwestorów. Potrzeba utrzymania się na rynku powoduje oferowanie dodatkowych usług. Najdalej posuniętą ofertę współpracy proponuje pracownia Stefana Kuryłowicza.

— Zapewniamy pełną obsługę procesu inwestycyjnego od powstania projektu poprzez organizację przetargu, nadzór techniczny budowy do kontroli przestrzegania budżetu i terminu oddania budynku do użytkowania. Pełnimy rolę wzorowaną na zadaniach inwestora zastępczego. Nie ma ona nic wspólnego ze sztuką, ale pozwala nam wyegzekwować jakość naszych projektów oraz zdejmuje z inwestora większą część pracy związanej z budową — przekonuje Stefan Kuryłowicz.

Konieczność doskonalenia metod współpracy wymuszają pojawiające się na rynku nowe pracownie.

— Nie ukrywamy, że na rynku nasila się konkurencja. Obserwujemy niepokojące zjawisko zanikania pracowni średniej wielkości. Nie wytrzymują one konkurencji ani z pracowniami małymi, 2-3-osobowymi i tanimi, ani z dużymi firmami mogącymi przetrwać finansowo trudny okres. Nie jest to dobre zjawisko — twierdzi Szymon Wojciechowski.

W ocenie projektantów, obecny poziom techniczny najnowszych realizacji w Polsce nie odbiega od dobrego poziomu budynków w Europie. Dostępna jest najnowocześniejsza technologia, a ograniczenia w jej stosowaniu są wynikiem możliwości finansowych inwestorów. Wskazywane są także formalne bariery transferu ich do kraju.

— Certyfikaty Unii Europejskiej nie są honorowane przez polskie prawo. Jeśli ktoś chce wprowadzić na nasz rynek nowoczesną technologię, to oprócz wysokiej ceny za jej nowatorstwo musi zapłacić dodatkowo za procesy certyfikacyjne. Czyni to i tak już bardzo drogą technologię jeszcze droższą — wyjaśnia Michał Sadowski z pracowni APA Wojciechowski.

Przyznaje jednak, że zaczynają już powstawać budynki, które pod względem standardów technicznych, a nawet jakości architektury, są na światowym poziomie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Janas

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / / Pracownie architektoniczne odnotowały spadek zamówień