Prezydent zakończył podróż po Dalekim Wschodzie

PAP
07-12-2008, 08:58

W niedzielę w nocy prezydent Lech Kaczyński z żoną Marią zakończyli swoją podróż po Dalekim Wschodzie. W ciągu tygodnia polski prezydent złożył wizyty oficjalne w Mongolii, Japonii i Korei Południowej i przebył trasę ponad 20 tys. kilometrów.

Prezydent przemierzył ją dwoma samolotami - Tupolewem 154 i Boeingiem 737 oraz superszybkim pociągiem Shinkansen. W swojej najdłuższej jak dotąd podróży polski prezydent pokonał osiem stref czasowych. Podróż trwała blisko 160 godzin - niemal siedem pełnych dób.

We wszystkich krajach rozmawiał z najważniejszymi politykami; podkreślano gospodarczy wymiar rozmów prowadzonych przez polskiego prezydenta. W Ułan Bator i Seulu Lech Kaczyński otrzymał doktoraty honoris causa.

Los nie szczędził jednak prezydentowi przygód.

W Ułan Bator popsuł się rządowy samolot TU-154M. Nowa część odpowiedzialna za odladzanie skrzydeł musiała przyjechać z Moskwy.

Prezydent z delegacją i dziennikarzami zmuszeni byli czekać w mroźnej stolicy Mongolii kilka godzin; ostatecznie do japońskiej Osaki dostali się Boeingiem 737 wyczarterowanym od mongolskich linii lotniczych.

W Japonii zastała prezydenta smutna wiadomość - cesarz Akihito nagle zachorował. Z tego powodu nie doszło do zaplanowanej na czwartek audiencji pary prezydenckiej w pałacu cesarskim.

Prezydent odbył jednak wszystkie zaplanowane spotkania merytoryczne, m.in. z premierem Taro Aso.

W nadprogramowym wolnym czasie prezydent z małżonką mieli okazję bliżej poznać egzotyczną kuchnię japońską - zjedli obiad w typowej tokijskiej restauracji. W kraju duże zainteresowanie wywołały zdjęcia Marii Kaczyńskiej ubranej w piękne kimono.

Z ciepłej jesiennej Japonii, prezydent poleciał - zreperowanym już Tu-154 - do zimnego i wietrznego Seulu. Tym razem emocji pasażerom samolotu przysporzyły silne turbulencje.

W Korei Południowej, oprócz spotkań z politykami, Lech Kaczyński odwiedził Panmundżom w strefie zdemilitaryzowanej na granicy z Koreą Północną.

Był m.in. w słynnym niebieskim baraku stojącym na granicy Republiki Korei i Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej. Wewnątrz budynku granica przebiega nawet w poprzek stołów. To tam dochodzi do rozmów między obiema stronami i jest to jedyne miejsce, gdzie można bezkarnie przekroczyć granicę obu skonfliktowanych państw koreańskich.

Tę jedną z najbardziej newraligcznych granic świata, jak się nieoficjalnie dowiedzieli dziennikarze, przekroczył również Lech Kaczyński.

W drodze powrotnej do Polski, podczas międzylądowania w Astanie, niespodziewanie doszło do rozmowy z premierem Kazachstanu Karimem Masimowem. Spotkanie nie było planowane. O tym, że premier Kazachstanu chce powitać go na lotnisku, prezydent dowiedział się przez telefon satelitarny na pokładzie samolotu w drodze z Ułan Bator do Astany.

Jak poinformowało Biuro Prasowe Kancelarii Prezydenta, politycy rozmawiali przez cały czas międzylądowania, czyli ok. godzinę. Rozmawiali o podróży prezydenta po Azji, sytuacji wewnętrzenej w Kazachstanie i problemach gospodarczych w związku ze skokami cen ropy.

Anna Staszkiewicz (PAP)

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Polityka / Prezydent zakończył podróż po Dalekim Wschodzie