Spółka zapłaci lwią częścią tegorocznego zysku za niefrasobliwość w posługiwaniu się instrumentami pochodnymi.
Budowlany Erbud ponownie obniżył prognozy wyników. Tym razem sprzedaż i zysk operacyjny pozostały na niezmienionym poziomie, ale drastycznie ścięto prognozy czystego zarobku z 45,4 mln zł do 9 mln zł. Powód? Strata na transakcjach opcyjnych.
— Chcieliśmy ochronić marże na dwóch kontraktach w kraju, rozliczanych w euro — tłumaczy Dariusz Grzeszczak, wiceprezes Erbudu.
Na rozliczeniu wygasłych latem kontraktów opcyjnych spółka zarobiła ponad 1,3 mln zł. Następnie, kierując się m.in. rekomendacją banku Goldman Sachs dotyczącą przewidywanego dalszego osłabiania się złotego, Erbud kupił od banku Millennium opcje sprzedaży określonych kwot w euro i jednocześnie sprzedał mu opcje kupna dwukrotnie większych kwot w euro. Tymczasem nasza waluta zaczęła się umacniać, powodując powstanie (i potencjalne dalsze powstawanie) znacznych zobowiązań spółki wobec banku.
— Podjęliśmy decyzję o przekształceniu niesymetrycznych struktur opcyjnych w transakcje forward celem wykluczenia ryzyka kursu euro do złotego — tłumaczy Dariusz Grzeszczak.
To kosztowało 4 mln zł, a przewidywane ujemne przepływy z niefortunnych transakcji opcyjnych to 43,5 mln zł.
Spółka zapewnia, że jej kondycja finansowa jest dobra, by zapobiec spadkowi kursu. Niestety, ten już miał miejsce (—37,7 proc.). I to w piątek, przed podaniem do publicznej wiadomości informacji o stratach na kontraktach. Nadzór ma więc do sprawdzenia kolejny przypadek tzw. insider trading